FC Dordrecht

Towarzyski
GN Bouw Stadion

Sob

04.07

14:30

---

---
---

---

---

---

Bohaterowie przeszłości: Willem van Hanagem

13.06.2026 15:25; DamianM, 0 komentarzy, Foto @ Screen / Źródło: totaldutchfootball.com

Historia Feyenoordu to nie tylko trofea, wielkie mecze i niezapomniane wieczory. To przede wszystkim ludzie, którzy swoimi umiejętnościami, charakterem i oddaniem zapisali się na stałe w sercach kibiców. Dlatego kontynuujemy serią Bohaterowie przeszłości, w której będziemy przypominać sylwetki wybitnych zawodników związanych z Feyenoordem. Bez sztywnych ram czasowych, bez ograniczeń epok – od legend sprzed wielu dekad po piłkarzy, których pamiętamy z bardziej współczesnych lat.

Każdy z nich pozostawił po sobie coś wyjątkowego. Piękne gole, wielkie emocje, historyczne sukcesy lub po prostu historię, którą warto opowiedzieć kolejnym pokoleniom kibiców. Artykuły z tej serii na stałe trafią do odświeżonego działu „Wybitni Piłkarze” w zakładce „Historia”, tworząc wyjątkową bibliotekę postaci, które współtworzyły wielkość Feyenoordu. Kolejne nazwiska są już w przygotowaniu.

W trzeciej odsłonie cyklu przybliżamy sylwetkę jednego z najwybitniejszych zawodników w historii Feyenoordu, Willema van Hanegema.

Dla Holendrów Willem van Hanegem jest jednym z najwybitniejszych piłkarzy w historii ich futbolu. Poza granicami kraju jego nazwisko nie wywołuje jednak już takiego oddźwięku. Nie powinno to dziwić – szczyt kariery pomocnika przypadł na czasy sprzed internetu, a na mundialu wystąpił tylko raz, podczas mistrzostw świata w 1974 roku, gdzie całą uwagę skradł Johan Cruyff. Dodatkowo, poza jednym sezonem spędzonym w rozwijającej się wówczas północnoamerykańskiej lidze NASL, całą karierę rozegrał w Holandii. Jeśli kibice Ajaxu mieli swojego symbolicznego przywódcę w osobie Cruyffa, to Feyenoord miał własnego bohatera – Wima van Hanegema, którego wizerunek do dziś zdobi więcej klubowych pamiątek w De Kuip niż twarz jakiegokolwiek innego byłego piłkarza.

Willem van Hanegem urodził się 20 lutego 1944 roku w Breskens, w prowincji Zelandia. Był to okres II wojny światowej, gdy ujście Skaldy pozostawało obszarem zaciekłych walk pomiędzy aliantami a wojskami niemieckimi. Mimo że Antwerpia znajdowała się już pod kontrolą aliantów, Niemcy nadal utrzymywali silnie umocnione pozycje wzdłuż ujścia rzeki. Aby otworzyć drogę zaopatrzeniową do portu, 11 września 1944 roku rozpoczęto operację Switchback. Jej częścią było masowe bombardowanie Breskens.

Mały Willem przeżył naloty, lecz wojna zabrała mu ojca, siostrę oraz dwóch braci. Trauma tych wydarzeń pozostała z nim na całe życie i ukształtowała jego stosunek do Niemców. Los sprawił jednak, że okazję do zmierzenia się z nimi na największej scenie otrzymał dopiero trzy dekady później – podczas finału mistrzostw świata. Po zakończeniu wojny rodzina van Hanegemów opuściła Breskens i przeniosła się na wschód kraju. To właśnie tam, szesnaście lat później, około 200 kilometrów od miejsca urodzenia, rozpoczęła się piłkarska historia przyszłej legendy.

Pewnego poranka pod koniec 1960 roku trener Daan van Beek prowadził trening drużyny Velox Utrecht. W trakcie zajęć zauważył chłopaka stojącego za ogrodzeniem i uważnie obserwującego ćwiczenia. Za każdym razem, gdy któryś z zawodników wybijał piłkę poza boisko, młodzieniec ruszał za nią i odgrywał ją z powrotem. Co ciekawe, niemal każde podanie trafiało prosto pod nogi piłkarzy. Zaintrygowany trener zaprosił go do udziału w treningu. Kiedy chłopak wszedł na boisko, pierwszoligowi zawodnicy Velox nie byli pod wrażeniem. Miał około 183 centymetrów wzrostu i ważył 94 kilogramy, przez co sprawiał wrażenie wyraźnie ociężałego. Szybko zauważono również jego problemy ze wzrokiem. Mimo to pojawił się na kolejnym treningu. I następnym. Po każdych zajęciach van Beek słyszał podobne opinie: – Za wolny. Za gruby. Nic nie potrafi zrobić prawą nogą. Gra zbyt ryzykownie.

Wyglądało na to, że tylko on dostrzegał potencjał młodego pomocnika. Z czasem jednak jego przekonanie zaczęło znajdować potwierdzenie na boisku. Okazało się, że mimo nadwagi van Hanegem dysponował znakomitą techniką. Choć widział świat mniej wyraźnie niż inni, potrafił kreować sytuacje bramkowe podaniami o idealnie wyliczonej trajektorii. W 1962 roku osiemnastoletni van Hanegem był już podstawowym zawodnikiem pierwszej drużyny. Właśnie wtedy otrzymał przydomek, który miał towarzyszyć mu przez całą karierę – „De Kromme”, czyli „Krzywy”. Nawiązywał zarówno do charakterystycznie zakręcanych podań, jak i jego specyficznej sylwetki podczas gry.

Velox występował wówczas na drugim poziomie rozgrywkowym i był dopiero trzecim klubem Utrechtu pod względem znaczenia, ustępując DOS oraz Elinkwijk. Mimo to sam van Hanegem po latach przyznał, że nigdy nie grał w lepszym klubie. W 1966 roku zdecydował się na transfer do Xerxes Rotterdam. Tam trafił pod skrzydła niemieckiego szkoleniowca Kurta Lindera, którego bezkompromisowe podejście do treningów często prowadziło do konfliktów z młodym piłkarzem. Metody szkoleniowca przynosiły jednak efekty. W ciągu krótkiego czasu waga van Hanegema spadła z 94 do 81 kilogramów.

Równie ważna dla jego rozwoju okazała się zmiana pozycji. W systemie 4-2-4 przesunięto go z lewego skrzydła do bardziej centralnej roli. Efekty były natychmiastowe. Już w drugim sezonie zdobył 26 ligowych bramek, tracąc tylko dwa trafienia do korony króla strzelców. Dobra forma zaowocowała powołaniem do reprezentacji Holandii w maju 1968 roku. Mimo kolejnych sukcesów nadal jednak nie wszyscy byli przekonani do jego talentu. Wśród sceptyków znalazł się nawet Rinus Michels. Podczas jednego z meczów Xerxes prezes Ajaksu Jaap van Praag zwrócił uwagę na lewonożnego pomocnika i poinformował Michelsa o planach sprowadzenia go do Amsterdamu.

Odpowiedź szkoleniowca była krótka: – Jest zbyt wolny i zbyt jednowymiarowy. Nie pasuje do nowoczesnej piłki. W Feyenoordzie oceniano go zupełnie inaczej. Niespełna pół roku później trafił właśnie na południe Rotterdamu. Drużyna, do której dołączał, była pełna wybitnych postaci. W defensywie występowali Theo Laseroms, Wim Jansen i kapitan Rinus Israël. Na skrzydle błyszczał Coen Moulijn, później nazywany „Panem Feyenoordem”. Nad wszystkim czuwał Ernst Happel – charyzmatyczny Austriak, którego charakter doskonale odzwierciedlał styl gry zespołu. Feyenoord był twardy, nieustępliwy, fizycznie silny, a jednocześnie świetnie wyszkolony technicznie. Van Hanegem idealnie wpisywał się w ten obraz.

Już w pierwszym sezonie na De Kuip zdobył mistrzostwo Holandii i krajowy puchar. Rok później był jedną z kluczowych postaci zespołu, który przeszedł do historii jako pierwszy holenderski klub zdobywający najważniejsze europejskie trofeum. W drodze do finału Feyenoord wyeliminował między innymi broniący tytułu AC Milan. W decydującym meczu rywalem był Celtic Glasgow prowadzony przez Jocka Steina. Happel uznał, że o losach spotkania zdecyduje środek pola i ustawił swój zespół w systemie 4-3-3 przeciwko szkockiemu 4-2-4. Decyzja okazała się trafna. Trio Wim Jansen – Frans Hasil – Willem van Hanegem zdominowało środek boiska, a Feyenoord wygrał po dogrywce 2:1.

Był to moment przełomowy. Po raz pierwszy holenderski klub sięgnął po Puchar Europy, rozpoczynając dekadę dominacji holenderskiego futbolu na arenie międzynarodowej. W kolejnych czterech latach van Hanegem zdobył jeszcze dwa mistrzostwa kraju i Puchar UEFA. W sezonie 1973/74 Feyenoord pokonał w finale Tottenham Hotspur, sięgając po europejskie trofeum. Był to jednak zarazem koniec krótkiego okresu dominacji rotterdamskiego klubu. Ajax wyrósł już na europejską potęgę, a Feyenoord musiał czekać kolejną dekadę na następne mistrzostwo.

Część kibiców Feyenoordu uważa, że to właśnie przez wpływy Amsterdamu cała rewolucja holenderskiego futbolu lat siedemdziesiątych przypisywana jest głównie Ajaksowi. Trudno jednak ignorować rolę Cruyffa, Michelsa i filozofii stworzonej w Amsterdamie. Nie zmienia to faktu, że Feyenoord również odegrał w tej przemianie ogromną rolę. Najlepszym dowodem była reprezentacja Holandii podczas mundialu w 1974 roku. W poprzednich latach piłkarze Ajaksu i Feyenoordu często nie potrafili współpracować w narodowych barwach. Tym razem było inaczej. Kapitan Feyenoordu, Willem van Hanegem, zaakceptował przywództwo Johana Cruyffa i w pełni wsparł koncepcje Rinus Michelsa.

Cruyff był liderem projektu na boisku, ale to van Hanegem nadawał rytm grze. Jego podania do Cruyffa i Johnny'ego Repa były jednym z kluczowych elementów ofensywy Holendrów. Nagrania z początkowych lat jego kariery są niezwykle rzadkie. W praktyce największym świadectwem jego klasy pozostaje właśnie mundial z 1974 roku. Na dostępnych materiałach widać zawodnika poruszającego się charakterystycznym, nieco pochylonym krokiem. Każde jego podanie sprawia wrażenie przypadkowo podkręconego, lecz niemal zawsze trafia idealnie do partnera.

Technika nie była jednak jedynym atutem „De Kromme”. Potrafił również narzucić rywalom warunki fizyczne. Obok Wima Jansena, Ariego Haana i Wima Suurbiera dawał Holandii twardość, z której reprezentacja słynęła przez kolejne dekady. Cruyff powiedział kiedyś: – Van Hanegem ma nade mną jedną przewagę. Kiedy ja gram słaby mecz, jestem bezużyteczny. Kiedy Van Hanegem gra słaby mecz, zakasuje rękawy i zaczyna odbierać piłki. I rzeczywiście robił to bez wahania. Największe emocje towarzyszyły jednak finałowi mistrzostw świata przeciwko RFN. Holendrzy byli faworytami, lecz przegrali. Spotkanie do dziś określane jest w Holandii mianem „matki wszystkich porażek”.

Po końcowym gwizdku część zawodników odmówiła podania ręki Niemcom. Van Hanegem nie pojawił się nawet na pomeczowym bankiecie. – Nie obchodził mnie wynik. Wystarczyło 1:0, byle tylko ich upokorzyć. Nienawidzę ich. Zamordowali moją rodzinę. Mojego ojca, siostrę i dwóch braci. Za każdym razem, gdy grałem przeciwko Niemcom, towarzyszył mi lęk. Jedna z najpopularniejszych historii związanych z van Hanegemem pochodzi z 1976 roku. Olympique Marsylia zaoferował mu bardzo lukratywny kontrakt, lecz pomocnik nie potrafił podjąć decyzji. Rozmawiał z żoną, konsultował się z przyjaciółmi, a nawet przeprowadzono głosowanie. Wynik? Remis 2:2. Rozbawiony sytuacją van Hanegem postanowił oddać decydujący głos swojemu psu Wodanowi. Ustalił, że jeśli po wypowiedzeniu słowa „Marsylia” pies zaszczeka, transfer dojdzie do skutku. Jeśli nie – zostanie w Holandii. Wodan milczał.

Van Hanegem odrzucił ofertę i przeniósł się do AZ Alkmaar, gdzie pomógł budować ambitny, młody zespół. Już dwa lata później klub zdobył pierwszy w swojej historii Puchar Holandii. Gdy nadszedł mundial w 1978 roku, miał już 34 lata. Choć ponownie współpracował z Ernstem Happelem, trener nie zamierzał gwarantować mu miejsca w składzie kosztem młodszych zawodników. Van Hanegem opuścił zgrupowanie jeszcze przed rozpoczęciem turnieju, tłumacząc decyzję zmęczeniem organizmu po wymagającym sezonie. Po mistrzostwach świata rozegrał ostatni mecz w reprezentacji i zakończył karierę międzynarodową. Następnie wyjechał na krótki okres do NASL, podążając śladem Johana Cruyffa i Johana Neeskensa. Po powrocie do kraju znów związał się z klubem swojego życia z Utrechtu, funkcjonującym już pod nazwą FC Utrecht.

W 1981 roku wrócił jeszcze na dwa sezony do Feyenoordu. Po zdobyciu wicemistrzostwa Holandii zakończył karierę jako 39-latek. Naturalną konsekwencją było późniejsze objęcie funkcji trenera pierwszego zespołu Feyenoordu. W tej roli zdobył jedno mistrzostwo kraju i dwa krajowe puchary. Przez całą karierę Willem van Hanegem udowadniał, że determinacja i ciężka praca potrafią pokonać wszelkie przeciwności. Jego rodzinna Zelandia była jednym z regionów najbardziej dotkniętych katastrofalną powodzią Morza Północnego w 1953 roku, w której zginęło około 1835 osób, a blisko 70 tysięcy musiało zostać ewakuowanych. Prowincja ta posiada motto, które wydaje się idealnie oddawać również historię samego van Hanegema: „Luctor et Emergo”. „Walczę i wychodzę zwycięsko”.

Komentarze (0)

Gospodarz

Gość

Zdjęcie Tygodnia

1-7 czerwiec

Oficjalnie Robin Van Persie został zwolniony z funkcji trenera Feyenoordu.

Video

TOP 10 goli w 2025-2026

ESPN przygotowało kompilację dziesięciu najładniejszych bramek zdobytych przez rotterdamski klub w minionych rozgrywkach.

Live chat

Gość

zastanawiam się nad zmianą medalistów tego munialu bo europejczycy nie dają rady w tym słońcu a oni tam mówią w usa że najcięższe upały dopiero nadchodzą.

Gość

"Głównym źródłem przychodów pzpn są kontrakty sponsorskie i reklamowe. Związek w zeszłym roku zarobił w taki sposób 219 mln. "

Gość

PZPN to patologia, PKOl jeszcze wieksza patologia...
Biorą kasę od państwa, ale rząd nie może ingerować nawet jak jest imba za imbą, bo zaraz FIFA lub MKOl nas zawieszą. Terrorystyczne organizacje i patola

Gość

W większości związków w Polsce rządzą byli sportowcy, niestety nie zawsze normalnie

Gość

kolesia tez nie miał konkurenta.

DamianM

Apoloniusz Tajner wybrany na prezesa Polskiego Związku Narciarskiego.

Był jedynym kandydatem. / Takie wybory szanuje :D

DamianM

Taaa, jeszcze jak się cieszyli że tam poszedł, a na koniec na taczkę go chcieli. Ja już nie oceniam, niech ktoś przyjdzie, po sezonie ocenie. Bo to czasami jest chore, jak można się zawieść :D

Gość

Gąsiorek miał być top obrońcą a jest lewonogim botteghinem :D natracili kupe goli :D mońka jak patrze na niego to się boje - wyglądem będzie napastników straszył :D

DamianM

Jego chyba ktoś zaoferował, ale jak pytają kto to nikt nie wie, agent pewnie albo agencja

Gość

PSV zainteresowane Mońką z Lecha.

Gość

Valente
"Pierwsza część sezonu była dla mnie naprawdę świetna. Moi rodzice mówili wtedy: jeśli utrzymasz takie tempo przez cały rok, to nie będzie to zdrowe."

Gość jest oderwany od rzeczywistości - dostarczył bardzo mało goli i asyst - o czym my mówimy - świetna? hahahaha najwyraźniej jeżeli on doszedł do swoich limitów to potrzebujemy nowej 10siątki bo Feyenoord potrzenbuje zdecydowanie większej jakości. Zestawmy go choćby z Saibarim liczbami - to jest przepaść.

Gość

Z resztą Paragwaj to taki kraj masochistów - w XIX w. Paragwaj wypowiedział wojnę trzem sąsiadom na raz - Brazylii, Argentynie i Urugwajowi XD w wyniku czego stracił dużą część terytorium i ok 60% swojej populacji, tzw. Wojna Trójprzymierza XD

Gość

USA jak w masło z tym Paragwajem, a o 21:00 Szwajcaria będzie miała Katar ;-)

Gość

Jo, 23 bańki to dla nas dobra cena ;-)
Cena powrotu ;-P

DamianM

Jak się okazuje, Geertruida ma w kontrakcie klauzulę 23 bańki, żeby go ściagnąc. Sunderland jednak jej nie aktywował. A pamietacie, jak ten dziennikarz z Telegraaf mówił, że on dla RvP by wrócił, ale go zwolnili? Yhymmm na pewno byśmy tyle dali :D

DamianM

ja powiem wam, jakoś ten mundial aż tak nie jara, wiaodmo, oglądam co nieco bo lubię piłkę a klubowej nie ma, ale nadzieja już chyba tylko w dobrym Euro

Gość

Hahahaha - na tym kolejnym mundialu mają zagwarantowane miejsce Argentyna, Urugwaj i Paragwaj, bo po jednym meczu tam będzie rozegrane.
Jprdl XD

Gość

Kurde, ten lewy obrońca z Utrechtu - Souffian El Karouani - podpisał u arabów umowę. Szkoda :-/

Gość

Jak ma być inny, skoro nawet z 3 miejsca można awansować XD

DamianM

te mecze co póki co obejrzałem, nooo poziom taaaaaki sobie

Uczestnicząc w rozmowach na Live Chat potwierdzasz, że zapoznałeś się i akceptujesz jego regulamin.