Tobias van den Elshout w obecnym sezonie wyraźnie zaznacza swoją obecność w pierwszym zespole Feyenoordu i można śmiało mówić o jego przełomie. 19-letni zawodnik w miniony weekend po raz pierwszy pojawił się w wyjściowym składzie na mecz z NEC, a swoim występem po raz kolejny udowodnił, dlaczego już od najmłodszych lat uchodził za zawodnika o wyjątkowym potencjale. Jego droga – od pierwszych kroków w HVV po systematyczny rozwój w akademii klubu z Rotterdamu – od początku wskazywała, że mamy do czynienia z piłkarzem dysponującym ponadprzeciętnymi umiejętnościami i dużą determinacją, czytamy w obszernym artykule przygotowanym przez Algemeen Dagblad.
Debiut w podstawowej jedenastce był nie tylko ważnym momentem w jego karierze, ale również szczególnym wydarzeniem dla najbliższych. Ojciec piłkarza, Maarten, nie miał wątpliwości, gdzie powinien być tego dnia. Mimo że na niedzielę zaplanowana była przeprowadzka, zdecydował się całkowicie zmienić plany. – Od razu znalazłem w internecie kogoś, kto mógł opróżnić dom. Zapłaciłem mu 200 euro. Jego debiut w pierwszym składzie – musiałem tam być. To wspaniałe widzieć, jak się przebija. Towarzyszę mu w tej drodze od pierwszego dnia – powiedział w rozmowie z AD.
Już jako dziecko Van den Elshout wyraźnie wyróżniał się na tle rówieśników. W barwach HVV imponował zarówno skutecznością, jak i warunkami fizycznymi, które w tak młodym wieku dawały mu sporą przewagę. Jego ówczesny trener, Peter Entrop, do dziś doskonale pamięta tamten okres i sposób, w jaki młokos dominował na boisku. – Był bardzo silny jak na swój wiek. Strzelał gole z każdej pozycji. Miał w sobie dużo pewności, ale nigdy nie odpuszczał. Nienawidził przegrywać. To wszystko są cechy, które trener chce widzieć u zawodnika – wspomina.
Podobne obserwacje miał jego ojciec, który z bliska śledził rozwój syna i widział, jak bardzo odstaje od swoich rówieśników. – Czasami niemal wybijał przeciwnikom piłkę z oczu swoimi strzałami. Ich rodzice podchodzili do mnie i pytali, czy nie mógłby grać trochę spokojniej. W końcu jako sześciolatek trafił do grupy ośmiolatków – opowiada.
Droga do pierwszego zespołu Feyenoordu nie była jednak pozbawiona przeszkód. W drużynie do lat 11 przyszło mu zmierzyć się z nietypowym wyzwaniem, gdy został przesunięty do defensywy. Dla zawodnika o wybitnie ofensywnych instynktach była to trudna sytuacja. – Trener młodzieżowy ustawił go na środku defensywy. Był z tego powodu kompletnie nieszczęśliwy. Powiedziałem mu wtedy, żeby sam o tym porozmawiał. Powiedział trenerowi, że woli grać w ataku. „Dobrze, ale musisz to udowodnić” – usłyszał. Dostał szansę i w 20 meczach strzelił 60 goli. Podczas późniejszej rozmowy podsumowującej trener miał łzy w oczach.
Wszechstronność jako atut
Dziś Van den Elshout postrzegany jest w Feyenoordzie jako zawodnik niezwykle uniwersalny, co stanowi jeden z jego największych atutów. W trakcie swojej kariery młodzieżowej, a także podczas treningów z pierwszym zespołem, występował na różnych pozycjach, za każdym razem potrafiąc szybko odnaleźć się w nowych realiach i wymaganiach taktycznych. – Najważniejsze dla niego jest po prostu grać w piłkę, a wtedy dobrze dopasowuje się do pozycji i roli. Na treningach zdarzało mu się grać także na środku obrony i kryć Ayase Uedę. Mówił mi, że radził sobie całkiem dobrze. A występ przeciwko NEC na lewym skrzydle? Też wypadł całkiem nieźle. Gdyby wykorzystał jedną z tych dwóch sytuacji, już teraz byłby bohaterem – podsumował jego ojciec.
Komentarze (0)