Patrik Wålemark o trudnym okresie w Feyenoordzie: „Trochę straciłem samego siebie”
23.09.2026 09:06; DamianM, 0 komentarzy, Foto @ własne / Źródło: fotbollskanalen.sePatrik Wålemark po czterech latach wrócił do reprezentacji Szwecji. 24-letni skrzydłowy dobrze rozpoczął sezon w Lechu Poznań, ale w rozmowie opowiedział również o trudnym okresie spędzonym w Feyenoordzie. Jak przyznał, w rotterdamskim klubie miał mierzyć się z dużą presją i sytuacjami, które odbierał jako „mentalne gry”.
Wålemark otrzymał powołanie na pierwsze zgrupowanie reprezentacji Szwecji prowadzone przez Grahama Pottera. Dla zawodnika był to powrót do kadry po czteroletniej przerwie. – Minęło trochę czasu, ale to przyjemne. Jest tutaj kilka nowych osób, ale także wielu starych znajomych. To naprawdę fajne – powiedział.
24-latek przyznał, że bardzo ucieszył się z powołania. – Byłem bardzo szczęśliwy. Siedzieliśmy na lotnisku, lecąc do Londynu. Mamy w zespole kilku Szwedów, więc wiele osób oglądało konferencję prasową. To było fajne.
Wålemark występuje w Poznaniu od lata 2024 roku. Początkowo trafił do Lecha na wypożyczenie z Feyenoordu, a później został w polskim klubie. Do tej pory rozegrał 61 spotkań, w których zdobył 18 bramek i zanotował 10 asyst. W tym czasie dwukrotnie sięgnął z zespołem po mistrzostwo Polski.
Początek obecnego sezonu jest dla niego równie udany. W 16 występach zdobył osiem bramek i zanotował pięć asyst. Trener Niels Frederiksen określił go ostatnio mianem najlepszego obecnie ofensywnego zawodnika ligi. Wcześniej Wålemark miał jednak problemy z regularną grą w Feyenoordzie. Do Rotterdamu trafił z BK Häcken zimą 2022 roku i występował na De Kuip do lata 2023 roku. Następnie został wypożyczony do Heerenveen, a później do Lecha Poznań.
„Trochę straciłem samego siebie”
Szwed opowiedział o trudnych doświadczeniach z okresu gry w Feyenoordzie. Był to jego pierwszy zagraniczny klub, dlatego początkowo bardzo mocno przejmował się wszystkim, co słyszał od osób pracujących w klubie. – Kiedy tam przyjechałem, co było dla mnie pierwszym doświadczeniem za granicą, miałem bardzo dużo do przyswojenia. Myślałem, że wszystko, co mi mówili, było wyznacznikiem tego, jak należy postępować. Myślę, że bardzo dokładnie się tego trzymałem i przyjmowałem wszystko, co do mnie mówili. To sprawiło, że trochę straciłem samego siebie – powiedział Wålemark.
Na jego sytuację wpływały również problemy zdrowotne. – Oczywiście było też kilka kontuzji, które wszystko komplikowały. Niczego nie żałuję, ponieważ uważam, że bardzo dużo się nauczyłem. Wyniosłem z tego przede wszystkim to, żeby nie zatracić siebie jako zawodnika i jako człowieka.
Wålemark uważa, że w Feyenoordzie często zwracano uwagę na negatywne aspekty jego gry, ale uwagi dotyczyły również jego zachowania poza boiskiem. – Miałem wrażenie, że bardzo dużo uwagi poświęcano temu, co nie było dobre w mojej grze. Również poza boiskiem słyszałem różne uwagi. Patrząc na to z perspektywy czasu, przyjąłem tego wszystkiego trochę za dużo.
„To były różnego rodzaju mentalne gry”
Szwed podał również przykład sytuacji, które jego zdaniem miały sprawdzać jego reakcje. – Miałem wrażenie, że przeprowadzano wiele testów, żeby zobaczyć, jak zareaguję. Mogło chodzić nawet o to, że rano nie ułożyłem włosów. Wtedy też mi to wypominano. Było wiele takich mentalnych gier. Kiedy przyjeżdża się za granicę w wieku 20 lat, to na człowieka wpływa. Człowiek się uczy i dziś siedzę tutaj jako lepszy zawodnik i lepsza osoba – powiedział. Wålemark wskazał kolejny przykład. – To były takie drobne rzeczy. Jeśli wyglądałem na zmęczonego podczas śniadania, od razu musiałem iść na spotkanie. Było trochę jak w szkole, z pouczaniem.
Zawodnik nie potrafił jednoznacznie wskazać, dlaczego przedstawiciele klubu zachowywali się w taki sposób. – Nie zastanawiałem się nad tym zbyt wiele, ale przypuszczam, że chodziło o to, żeby mnie przetestować. Naprawdę nie wiem.
Zapytany o to, jak radził sobie z takimi sytuacjami, przyznał, że wówczas brakowało mu dojrzałości. – Myślę, że nie byłem wtedy wystarczająco dojrzały, żeby sobie z tym poradzić. Gdyby coś takiego wydarzyło się teraz, poradziłbym sobie z tym lepiej. Myślałem, że wszystko, co robili, było właściwe, że to był wyznacznik wszystkiego.
„Piłka nożna zbyt mocno wpływała na moje życie”
Wålemark wyjaśnił również, co miał na myśli, mówiąc o utracie części samego siebie. – Kiedy byłem młodszy, bardzo mocno utożsamiałem siebie z tym, jak wyglądała moja sytuacja w piłce. Teraz udało mi się to trochę rozdzielić. Mam swoją karierę zawodową i życie prywatne. Wtedy wszystko było ze sobą bardzo mocno związane. Jeśli w piłce nie szło dobrze, wpływało to również na życie poza boiskiem. Człowiek się tego nauczył.
Jednocześnie 24-latek podkreślił, że dobrze wspomina swoich ówczesnych kolegów z zespołu. – Zawodnicy byli naprawdę świetni i bardzo się o mnie troszczyli, ale chodziło o inne osoby w klubie – powiedział. Dodał, że w Feyenoordzie panuje duża rotacja kadry. – W Feyenoordzie jako klubie jest jednocześnie bardzo duża rotacja zawodników. Wielu z nich przychodzi i po sześciu miesiącach już ich nie ma. Tak działa biznes, można powiedzieć.
W trudnym okresie Wålemark mógł liczyć również na rodzinę i przyjaciół. – Zawsze miałem rodzinę i wiele osób wokół siebie, którym na mnie zależało, więc zawsze miałem z kim porozmawiać. Szwed uważa, że tamten okres ma już za sobą. – Zostawiłem to za sobą, ale wcześniej o tym nie mówiłem. To już historia i dorosłem dzięki temu jako człowiek. Obecnie zawodnik bardzo dobrze czuje się w Poznaniu. – Jest dobrze i mamy naprawdę świetny zespół. Jest wielu obcokrajowców i Polaków, a także kilku Szwedów. Fajne jest również to, że można przyjść i porozmawiać po szwedzku o tym, co się tutaj dzieje.
Komentarze (0)