Przejście Dévy’ego Rigaux do Feyenoordu jest uważnie obserwowane zarówno w Belgii, jak i w Holandii. W najnowszym odcinku programu FC Bankzaken dziennikarz Tom Knipping zestawił sytuację finansową Feyenoordu i Club Brugge. Jego zdaniem oba kluby funkcjonują na zbliżonym poziomie pod względem możliwości sportowo-organizacyjnych, choć rotterdamski klub generuje wyższe przychody w kilku kluczowych obszarach.
– Pod względem możliwości oba kluby są do siebie bardzo podobne. Widać jednak, że przychody Feyenoordu są wyraźnie wyższe. Mówimy o raportach finansowych za sezon 2024/25, kiedy oba zespoły występowały w Lidze Mistrzów. Club Brugge miał jednak także słabsze lata. W sezonie, gdy grał w Lidze Konferencji, jego przychody spadły do około 70 milionów euro. To poziom, którego nie obserwuje się już w przypadku czołowych holenderskich klubów. W Belgii zarabia się mniej praktycznie na każdym polu: sprzedaży biletów, merchandisingu czy prawach telewizyjnych, których wartość dodatkowo spadła – zauważył Knipping.
Mimo to Club Brugge zbudował w ostatnich latach bardzo solidne fundamenty finansowe. Według Knippinga belgijski klub dysponuje kapitałem własnym na poziomie 99 milionów euro, podczas gdy Feyenoord może pochwalić się kwotą około 37 milionów euro.
– Ostatnie lata były dla nich bardzo udane, a ogromne znaczenie miały wpływy z europejskich pucharów. Club Brugge dobrze wykorzystał te środki, czego efektem jest sześć tytułów mistrzowskich zdobytych w ciągu ostatniej dekady. To imponujące osiągnięcie. Dévy Rigaux również miał w tym swój udział. Patrząc na wyniki osiągane przez Club Brugge, trudno się dziwić, że Feyenoord zdecydował się właśnie na niego – ocenił dziennikarz.
Knipping dostrzega również wiele podobieństw między oboma klubami na rynku transferowym. – Zawsze trzeba uważać z przypisywaniem wszystkich transferów jednej osobie. Ciekawe jest jednak to, że Feyenoord i Club Brugge funkcjonują bardzo podobnie. W ciągu ostatnich trzech lat oba kluby sprzedały zawodników za zbliżone kwoty. Rigaux trafia do Feyenoordu na poziom, który dobrze zna i na którym jest przyzwyczajony do generowania takich wpływów. Feyenoord w ostatnich latach mocno inwestował. Teraz do Rotterdamu przychodzi ktoś, kto ma doświadczenie w sprzedaży piłkarzy za wysokie sumy, a przy obecnej strukturze kosztów i amortyzacji jest to na De Kuip po prostu konieczne – stwierdził.
Trudniejsze realia w Rotterdamie
Zdaniem Knippinga podobieństwa widać także po stronie zakupów transferowych. – Jedynym wyjątkiem był Roman Yaremchuk, za którego zapłacono siedemnaście milionów euro. Okazał się ogromnym rozczarowaniem i ostatecznie został sprzedany za około dwa miliony euro, co oznaczało bardzo dużą stratę. Poza tym większość sprowadzonych zawodników okazała się udanymi transferami. Zazwyczaj byli to piłkarze kosztujący od pięciu do dziesięciu milionów euro. To dokładnie ten segment rynku, w którym najczęściej poruszał się również Dennis te Kloese – wyjaśnił.
Jednocześnie dziennikarz uważa, że przed nowym dyrektorem technicznym Feyenoordu stoi większe wyzwanie niż to, z którym mierzył się w Brugii.
– W Holandii Rigaux znajdzie się w znacznie trudniejszym otoczeniu. Również belgijskie media mówią dziś o Club Brugge jako o Bayernie Monachium belgijskiej piłki. Regularne wpływy z Ligi Mistrzów zapewniły klubowi wyraźną przewagę nad krajową konkurencją. W Feyenoordzie sytuacja wygląda inaczej, ponieważ rywale dysponują większymi możliwościami. Z drugiej strony w Belgii Rigaux sprowadzał zawodników, którzy później byli sprzedawani za bardzo wysokie kwoty. Ich wartości rynkowe znacząco rosły. Teraz będzie musiał osiągnąć podobny efekt również w Rotterdamie – podsumował.
Komentarze (0)