Tjark Ernst pod ostrzałem krytyki. Byli piłkarze Feyenoordu apelują o cierpliwość
03.11.2026 18:47; DamianM, 0 komentarzy, Foto @ Feyenoord / Źródło: FR12.nlTjark Ernst wciąż nie przekonuje wszystkich swoją grą w Feyenoordzie. 23-letni bramkarz popełnia błędy, a jego występy wywołują coraz więcej dyskusji. Michiel Kramer i Dennis van Eersel zwracają uwagę na brak interwencji, które mogłyby przesądzić o wyniku spotkania. Z kolei byli zawodnicy klubu, Ed de Goeij i Bert Konterman przypominają, że młody zawodnik potrzebuje czasu, choć w klubie takim jak Feyenoord niełatwo go otrzymać.
Wątpliwości dotyczą przede wszystkim umiejętności Ernsta do ratowania zespołu w kluczowych momentach. Kramer, analizując jego występ w programie FC Rijnmond, zwrócił uwagę na zachowanie bramkarza przy straconym golu. – Bardzo wolno ruszył do narożnika, ale ostatnią piłkę obronił fantastycznie. Być może przy straconej bramce problemem było pole widzenia, jednak miałem wrażenie, że mógł ją wybronić. To kolejna sytuacja, w której bramkarz może wyciągnąć dla ciebie zwycięstwo, ale tak się nie dzieje. Jeśli naprawdę chcesz walczyć o mistrzostwo, potrzebujesz golkipera, który broni takie strzały – ocenił były napastnik.
Podobne zastrzeżenia ma Dennis van Eersel. Dziennikarz Rijnmond uważa, że Ernst nie pokazał jeszcze wystarczająco dużo, aby przekonać do siebie kibiców i ekspertów. – Brakuje mu takich momentów. W obecnej sytuacji, przy tym wszystkim, co się o nim mówi, ta opinia zaczyna do niego przylegać. Wszyscy powtarzają, że nie jest bramkarzem, który zdobywa dla ciebie punkty. A właśnie takiego potrzebujesz, jeśli chcesz zostać mistrzem. Nie widziałem jeszcze w jego wykonaniu wyjątkowych interwencji. Jestem daleki od przekonania – przyznał Van Eersel.
Dziennikarz nie zgadza się również z porównywaniem Ernsta do Jerzego Dudka, który po przybyciu do Rotterdamu także potrzebował czasu, aby odnaleźć właściwą formę. – To porównanie jest bardzo nietrafione. To zupełnie inni bramkarze. Często słyszę takie argumenty, jakby ludzie chcieli się ich kurczowo trzymać. Myślę wtedy o Babosie i Maikelu Aertsie. Oni również mieli trudne początki, ale ostatecznie nie dali rady – podkreślił.
Kramer zgadza się, że nowy golkiper Feyenoordu powinien otrzymać możliwość przystosowania się do nowych warunków. – To zawodnik, który przychodzi z innej ligi. Jest nowy w klubie i być może musi się jeszcze zaaklimatyzować. Kiedy mówimy o piłkarzach z Ameryki Południowej, często podkreślamy, że potrzebują czasu, aby przyzwyczaić się do tutejszego futbolu. W przypadku bramkarzy czasami o tym zapominamy. Ernst może również potrzebować chwili, by oswoić się z presją. Niewykluczone, że musi jeszcze zrobić postępy w tym aspekcie. Na razie jednak nie można powiedzieć, że jest już na odpowiednim poziomie – zauważył Kramer.
Do dyskusji dołączył także Ed de Goeij, który w latach 1990–1997 bronił barw Feyenoordu. Były reprezentant Holandii rozegrał w Rotterdamie 309 oficjalnych spotkań i doskonale zna wymagania związane z występami na De Kuip. Jego zdaniem Ernst musi mierzyć się nie tylko z własnymi niedociągnięciami, ale również z porównaniami do bardziej doświadczonych poprzedników – Timona Wellenreuthera i Justina Bijlowa.
– Ernst jest stosunkowo młody i nieświadomie będzie porównywany do swoich poprzedników. Wellenreuther i Bijlow byli jednak znacznie starsi i mieli dużo większe doświadczenie. Potrzebuje czasu, żeby poczuć się dobrze, ale w Feyenoordzie nie dostajesz takiej możliwości. Od razu jesteś rozliczany z wyników, bo w tym klubie musisz być gotowy od pierwszego dnia. Ernst również musi o to zadbać. W przeciwnym razie pojawią się problemy i krytyka z zewnątrz. Taki jest los bramkarza. I słusznie – powiedział De Goeij.
Były golkiper zwrócił też uwagę na specyfikę gry w zespole, który regularnie dominuje swoich rywali. De Goeij trafił do Feyenoordu ze Sparty Rotterdam, gdzie miał znacznie więcej okazji do interwencji. W nowym klubie musiał nauczyć się utrzymywać koncentrację przez całe spotkanie, mimo niewielkiej liczby strzałów przeciwników.
– Kiedy przychodziłem do Feyenoordu, byłem już przyzwyczajony do ligi. Musiałem jedynie przyzwyczaić się do tego, że w Sparcie oddawano na moją bramkę dwadzieścia lub trzydzieści strzałów w meczu, a w Feyenoordzie było ich znacznie mniej. To oznacza, że musisz utrzymywać koncentrację na wyższym poziomie. Te dwie czy trzy piłki, które dostajesz, decydują o twojej ocenie. Ernst również musi się z tym zmierzyć – wyjaśnił.
Bert Konterman dostrzega natomiast pewne podobieństwa między obecną sytuacją Ernsta a początkami Jerzego Dudka w Rotterdamie. Polski bramkarz trafił do Feyenoordu w 1996 roku, mając 23 lata. Początkowo nie brakowało niepewnych momentów, jednak z czasem stał się jednym z najważniejszych zawodników drużyny.
– Jerzy miał u nas trudny początek. Przy dośrodkowaniach zdarzało mi się myśleć: „No wyjdź w końcu do tej piłki!”. Jesteś jedynym zawodnikiem, który może używać rąk, więc zrób z tego użytek. Dudek był wtedy jeszcze bardzo nieśmiały. Nagle trafiasz do surowego Rotterdamu, do wielkiego klubu, jakim jest Feyenoord. To była dla niego ogromna zmiana kulturowa. W końcu jednak przez to przebrnął, zaczął błyszczeć w Lidze Mistrzów, a resztę historii wszyscy znamy – wspominał Konterman.
Były obrońca uważa, że Ernst również potrzebuje odpowiedniego wsparcia ze strony sztabu szkoleniowego. Pozytywnym sygnałem był jego występ przeciwko PSV, w którym zaprezentował się z dobrej strony. Konterman podkreśla, że Giovanni van Bronckhorst powinien zadbać o regularny kontakt z młodym bramkarzem i pomóc mu odzyskać pewność siebie.
– Ma 23 lata, dopiero zaczyna dorosłe życie. W meczu z PSV pokazał się z dobrej strony, co było dla niego ważnym impulsem. Trener Van Bronckhorst musi po prostu dużo z nim rozmawiać. Leo Beenhakker robił to samo z Jerzym, kiedy prowadził Feyenoord. Był w tym mistrzem. Poklepanie po głowie, dotknięcie ramienia, pokazanie, że nie zostawi się zawodnika samego. To kluczowe – podkreślił Konterman.
FEYENOORD24 W SOCIAL MEDIACH
Obserwuj nas i bądź na bieżąco.
Komentarze (0)