Tjark Ernst: W rozmowach z nim często mówił o Feyenoordzie i Akademii
28.10.2026 09:28; DamianM, 0 komentarzy, Foto @ Feyenoord / Źródło: FR12.nlTjark Ernst szybko zaaklimatyzował się w Feyenoordzie i jest zadowolony z pierwszych miesięcy spędzonych w Rotterdamie. 23-letni bramkarz, który latem trafił do klubu z Herthy BSC, opowiedział o swoich początkach w nowym zespole, współpracy z trenerem bramkarzy, wsparciu kibiców oraz ambicjach drużyny, która po dziesięciu kolejkach prowadzi w Eredivisie.
W wywiadzie dla magazynu Hand in Hand, wydawanego przez stowarzyszenie kibiców De Feijenoorder, Niemiec przyznał, że dotychczasowy okres w Rotterdamie ocenia pozytywnie, choć początek sezonu nie był pozbawiony trudności.
– W piłce nożnej zawsze są wzloty i upadki, ale wszystko układa się dobrze. Szkoda, że na początku rozgrywek dwukrotnie zremisowaliśmy, jednak to część procesu. Nauczyliśmy się, że w każdym meczu musimy prezentować najwyższy poziom, jeśli chcemy wygrywać. Po zamknięciu okna transferowego zrobiło się też spokojniej i mogliśmy dalej budować zespół – powiedział Ernst. Transfer do Rotterdamu nastąpił w ważnym momencie kariery bramkarza. Po odejściu Justina Bijlowa, a następnie Timona Wellenreuthera, Feyenoord potrzebował nowego golkipera. Dyrektor techniczny Dévy Rigaux postawił na 23-letniego Niemca, który zdążył już zdobyć doświadczenie w Berlinie.
Ernst nie przyjechał jednak do klubu zupełnie nieznając jego historii. Wcześniej występował w jednym zespole z Jeanem-Paulem Boëtiusem, który opowiadał mu o Feyenoordzie i pracy z młodymi zawodnikami. – W Hercie BSC moim kolegą z drużyny był Jean-Paul Boëtius. W rozmowach ze mną często mówił o Feyenoordzie i dobrej Akademii. Dzięki temu wiedziałem już, że to wielki klub. Oczywiście zdawałem sobie też sprawę, że należy do tradycyjnej wielkiej trójki holenderskiej piłki. Nie znałem jeszcze zbyt wielu szczegółów, ale kiedy zacząłem bliżej poznawać klub, od razu poczułem, że to właściwe miejsce – przyznał bramkarz.
Gra w Lidze Mistrzów nie była czymś, czego spodziewał się jeszcze przed rokiem, kiedy występował w Berlinie. Ernst podkreśla, że koncentruje się przede wszystkim na codziennej pracy, a nie na dalekosiężnych planach. – Niekoniecznie. Nie jestem osobą, która wybiega myślami daleko w przyszłość. Chcę przede wszystkim dobrze prezentować się każdego dnia i robić postępy. Rzeczywiście, jeszcze w poprzednim sezonie w Hercie nie odważyłbym się marzyć o grze w Lidze Mistrzów. Jestem jednak z tego powodu bardzo szczęśliwy. Po pierwszych kontaktach z Dévym Rigaux latem zacząłem sobie uświadamiać, że jako 23-letni bramkarz mogę występować w tych rozgrywkach – wyjaśnił.
Z szacunkiem o Wellenreutherze i dobrej atmosferze wśród bramkarzy
Ernst zastąpił Wellenreuthera, którego zna z występów w Feyenoordzie, choć obaj nigdy nie mieli okazji spotkać się osobiście. Niemiec podkreślił, że docenia wkład swojego poprzednika i życzy mu szybkiego powrotu do zdrowia po kontuzji. – Oczywiście go znam, ale nie mieliśmy i nadal nie mamy ze sobą kontaktu. Opuścił klub dzień przed moim przyjazdem, więc nigdy się nie spotkaliśmy. Dobrze sobie tutaj radził – najpierw jako zmiennik Justina Bijlowa, a później jako pierwszy bramkarz. Kiedy drużyna go potrzebowała, był gotowy. Życzę mu szybkiego powrotu do zdrowia po kontuzji – powiedział.
W nowym klubie golkiper współpracuje na co dzień z Liamem Bossinem, Florianem Kastenmeierem, Bergerem oraz trenerem bramkarzy Justinem Merzem. Szczególnie dobrze ocenia atmosferę panującą w tej grupie i podejście do treningów. – Bardzo dobrze. Kiedy tutaj przyjechałem, Liam Bossin przyjął mnie niezwykle serdecznie. Dzięki temu od razu poczułem się jak u siebie. Na treningach wszyscy pracujemy na najwyższym poziomie i wzajemnie się mobilizujemy. Trener bramkarzy stawia przed nami coraz większe wymagania. Jest perfekcjonistą, ale właśnie to mi odpowiada. Lubię, kiedy zwraca się uwagę nawet na najmniejsze szczegóły – podkreślił Ernst.
Niemiec zwraca również uwagę na znaczenie spokoju i systematycznej pracy nad własnymi umiejętnościami. Jak przyznał, wiele nauczyły go doświadczenia z Berlina, gdzie już w młodym wieku musiał radzić sobie z presją występów w dużym klubie. – Nie lubię mówić o sobie w ten sposób, ale przede wszystkim jestem bardzo spokojny. Robię wszystko, żeby stale się rozwijać, i trudno wyprowadzić mnie z równowagi. Nauczyłem się tego głównie w Berlinie, gdzie już jako młody zawodnik zostałem pierwszym bramkarzem i musiałem radzić sobie z presją gry w dużym klubie. Mając 23 lata, nadal mogę rozwijać się pod każdym względem i każdego dnia nad tym pracuję – wyjaśnił.
Od Bochum do Bundesligi
Zanim Ernst trafił do Herthy BSC, szkolił się w Bochum, przechodząc przez kolejne szczeble tamtejszej piłki młodzieżowej. W 2022 roku po raz pierwszy znalazł się w kadrze pierwszego zespołu VfL Bochum. Stało się to przed meczem z Bayernem Monachium, który jego drużyna ostatecznie wygrała. – Po raz pierwszy znalazłem się wtedy w kadrze pierwszego zespołu. Wcześniej grałem w drużynach młodzieżowych, od U17 do U19, a później trenowałem również z seniorami jako trzeci bramkarz. Dostałem powołanie, ponieważ pierwszy golkiper zachorował na COVID-19. To było wspaniałe doświadczenie, szczególnie że właśnie tego dnia pokonaliśmy Bayern – wspominał.
Kilka miesięcy później przeniósł się do Herthy BSC. Choć Bochum było jego klubem, uznał, że zmiana otoczenia będzie korzystniejsza dla jego rozwoju. W dotychczasowym zespole hierarchia wśród bramkarzy była jasno określona, a Ernst potrzebował regularnych występów. – Bochum było moim klubem, ale czasami trzeba zastanowić się, co będzie najlepsze dla kariery. W tamtym momencie przeprowadzka do Berlina była właściwym wyborem. W Bochum było jasne, kto jest pierwszym bramkarzem, a ja potrzebowałem grać, żeby zdobywać doświadczenie meczowe. W Hercie rozpocząłem w drużynie U23 i mogłem regularnie występować. To była dobra decyzja. Rozwinąłem się zarówno jako człowiek, jak i bramkarz. Mając 20 lat, grałem już w 2. Bundeslidze – opowiadał.
Różnice między holenderską a niemiecką piłką
Ernst interesuje się również międzynarodowym futbolem i regularnie śledzi mecze reprezentacji. Dostrzega wyraźne różnice między podejściem do gry w Holandii i Niemczech, szczególnie w sposobie wykorzystywania bocznych obrońców. – Oczywiście oglądam te mecze. Kiedy byłem młodszy, również bardzo uważnie śledziłem piłkę reprezentacyjną. Reprezentacja Holandii jest młodsza i gra bardzo ofensywnie. Pierwszą rzeczą, której uczą się tutaj boczni obrońcy, jest podłączanie się do ataków i poruszanie się blisko linii bocznej. W reprezentacji Niemiec na początku większy nacisk kładzie się jednak na ich zadania defensywne. Obie drużyny chcą grać atrakcyjnie i koncentrują się na utrzymywaniu piłki – zauważył.
Bramkarz poznaje również Rotterdam, choć przyznaje, że dotychczas nie miał zbyt wiele czasu na zwiedzanie miasta. Pierwsze wrażenia są jednak pozytywne. – Niestety, nie miałem jeszcze zbyt wiele czasu, żeby lepiej poznać Rotterdam. Widzę jednak, że to bardzo piękne miasto, choć trudno porównywać je z Berlinem. Berlin jest ogromny i ma wiele różnych centrów. Moje pierwsze wrażenia z Rotterdamu są bardzo dobre. Podoba mi się port i Moza przepływająca przez miasto. Na pewno lepiej je poznam – zapowiedział.
Ernst zachwycony wsparciem Het Legioen
Jednym z aspektów, które szczególnie przypadły Niemcowi do gustu, jest atmosfera tworzona przez kibiców Feyenoordu. Ernst od pierwszego dnia czuł się dobrze przyjęty, a doping na De Kuip zrobił na nim duże wrażenie. – Zdecydowanie! Od pierwszego dnia czuję się tutaj niezwykle mile widziany. Het Legioen na stadionie daje fantastyczne poczucie wsparcia. Dzięki temu można odczuć siłę i wielkość tego klubu. Wystarczy przypomnieć sobie lądowanie helikoptera podczas dnia otwartego, kiedy przywieziono nowych zawodników, a na stadionie było 50 tysięcy kibiców, którzy krzyczeli i wiwatowali. To niesamowite – powiedział.
Bramkarz podkreślił, że wsparcie trybun pomaga drużynie podnosić poziom gry. Jego zdaniem zaangażowanie kibiców jest szczególnie odczuwalne wtedy, gdy zawodnicy nieustannie biegają, walczą i wywierają presję na rywalach. – Podczas meczów kibice popychają nas na wyższy poziom. Jeśli nadal biegamy, walczymy, naciskamy na przeciwników i staramy się pokazywać dobry futbol, czujemy, że publiczność angażuje się razem z nami. Jesteśmy jednością z kibicami i pomagamy sobie nawzajem osiągać sukcesy – podkreślił.
Po dziesięciu kolejkach Eredivisie Feyenoord znajduje się na pierwszym miejscu w tabeli. Ernst nie ukrywa, że celem zespołu jest utrzymanie tej pozycji do końca sezonu, ale jednocześnie przestrzega przed nadmiernym optymizmem na tak wczesnym etapie rozgrywek. – Każdego dnia trenujemy po to, żeby być na szczycie. Skoro już tam jesteśmy, chcemy się na nim utrzymać. Rozegraliśmy jednak dopiero dziesięć kolejek, więc sezon jest jeszcze długi. Zachowujemy pokorę i nie zamierzamy popadać w samozadowolenie. Koncentrujemy się na kolejnym meczu – zaznaczył.
Niemiec przyznał, że walka o mistrzostwo jest wyraźnym celem całej drużyny. Zastrzegł jednak, że ostateczna ocena sezonu będzie możliwa dopiero po jego zakończeniu. – Jeśli na koniec sezonu nadal będziemy na pierwszym miejscu, oczywiście będziemy bardzo szczęśliwi. Można zapytać o to każdego zawodnika w zespole – to zdecydowanie nasz cel. Przed nami jednak jeszcze długa droga – zakończył Ernst.
FEYENOORD24 W SOCIAL MEDIACH
Obserwuj nas i bądź na bieżąco.
Komentarze (0)