Vanhoutte o swojej roli w Feyenoordzie: „Lubię wykonywać brudną robotę”
13.09.2026 10:21; DamianM, 0 komentarzy, Foto @ Feyenoord / Źródło: FR12.nlCharles Vanhoutte wykorzystał pierwsze tygodnie w Feyenoordzie na znalezienie swojego miejsca w drużynie. Belgijski pomocnik trafił tego lata do Rotterdamu i postrzega siebie przede wszystkim jako zawodnika odpowiedzialnego za zachowanie równowagi w środku pola. W rozmowie z magazynem „Hand in Hand” opowiedział o swoim stylu gry, trudnej drodze do zawodowego futbolu, znaczeniu ducha zespołu oraz oczekiwaniach związanych z występami w Feyenoordzie.
– Jestem bardzo dumny, że tutaj jestem. Od pierwszego momentu czułem panującą tutaj pasję i zrobiło to na mnie duże wrażenie. Jestem kimś, kto lubi wykonywać brudną robotę. Staram się pomagać kolegom z drużyny, zamykać przestrzenie, odbierać piłki i sprawiać, żeby zawodnicy wokół mnie mogli grać lepiej. Chcę dawać zespołowi energię, nawet jeśli nie zawsze widać to w statystykach – powiedział Vanhoutte. – Nie wszystko, co jest ważne, znajduje odzwierciedlenie w liczbach. Czasami jest to ruch bez piłki, wygrany pojedynek albo pomoc koledze, dzięki której może lepiej wejść w mecz. W piłkę nie gra się samemu.
Przy okazji transferu do Feyenoordu „Algemeen Dagblad” nadał Belgowi przydomek „pitbull”. Pomocnik przyznaje, że dobrze się z nim utożsamia. – Kiedy jestem na boisku, daję z siebie wszystko. Nie chcę przegrać żadnego pojedynku i zawsze chcę zrobić wszystko dla zespołu.
Droga Vanhoutte do profesjonalnej piłki nie była prosta. Pomocnik później przebił się na najwyższy poziom, a w wieku 15 lat usłyszał, że jest po prostu zbyt niski, by kiedykolwiek zostać zawodowym piłkarzem. – Oczywiście nie była to przyjemna wiadomość. Kiedy jesteś młody, marzysz o tym, żeby pewnego dnia zostać zawodowym piłkarzem, a kiedy ludzie mówią ci, że brakuje ci warunków fizycznych, to jednak na ciebie wpływa.
Nie zrezygnował jednak ze swojego celu. Ponieważ kariera piłkarska nie była dla niego oczywistością, jednocześnie zadbał o swoją przyszłość. Studiował fizjoterapię, a dodatkowo kształcił się na nauczyciela wychowania fizycznego. – Uważałem, że ważne jest posiadanie planu awaryjnego, ale głęboko w środku cały czas wierzyłem, że mi się uda.
Jego wiara została ostatecznie nagrodzona. W wieku 20 lat zadebiutował w zawodowym futbolu. Po przełomowym okresie w Cercle Brugge przyszedł czas na udane lata w Unionie Saint-Gilloise. – Nagle wszystkie elementy zaczęły do siebie pasować. Pojawiły się szanse, a ja byłem na nie gotowy. Kariera nie musi przebiegać idealnie. Czasami trzeba obrać okrężną drogę, żeby dotrzeć tam, gdzie się chce. Nauczyłem się cierpliwości, ciężkiej pracy i tego, by zawsze wierzyć w siebie.
Gdyby Vanhoutte mógł przekazać coś sobie z czasów, gdy miał 15 lat, jego przesłanie byłoby proste. – Wierzyć dalej. Nie słuchać zbyt mocno tego, co mówią inni, i przede wszystkim podążać własną drogą. Ostatecznie nigdy nie wiadomo, jak potoczy się historia.
Belg podkreślił również znaczenie ducha zespołu. – Team spirit jest dla mnie bardzo ważny. Spędzasz ze sobą dużo czasu i musicie sobie ufać. Nie tylko podczas meczów, ale również na treningach i poza boiskiem. Jeśli atmosfera w grupie jest dobra, wtedy także walczysz za siebie nawzajem.
Feyenoord przekonał Belga do transferu przedstawioną przez klub wizją rozwoju oraz sposobem, w jaki zespół ma grać. – Kiedy usłyszałem, dokąd Feyenoord chce zmierzać i jak klub chce grać, bardzo mi się to spodobało. Lubię, kiedy za wszystkim stoi plan. Kiedy wiesz, czego się od ciebie oczekuje i jako drużyna pracujecie nad osiągnięciem konkretnego celu.
Pomocnik ma również jasno określone oczekiwania dotyczące pierwszego sezonu w Rotterdamie. – Mam nadzieję, że po tym sezonie kibice będą mogli spojrzeć wstecz i powiedzieć: ten zespół dał z siebie wszystko. I że będą dumni z tego, co wspólnie osiągnęliśmy.
Komentarze (0)