AZ Alkmaar

Eredivisie
De Kuip

Sob

10.10

18:45

FC Utrecht

Eredivisie
De Kuip

Nie

20.09

12:15

5:0

Dirk Kuyt

Dirk Kuyt

Legendy Feyenoordu

Dirk Kuyt

Napastnik • 2003–2006 i 2015–2017

Mecze: 197
Bramki: 119
Największy sukces: Mistrzostwo Holandii 2017

Biografia

Dirk Kuyt urodził się 22 lipca 1980 roku w Katwijk aan Zee. Zanim jego nazwisko stało się znane kibicom w całej Holandii, a później również w Anglii i Turcji, był po prostu chłopakiem z nadmorskiego miasta, który od najmłodszych lat żył piłką. Jego pierwszym klubem było Quick Boys – zespół z rodzinnego Katwijk, w którym przeszedł przez niemal wszystkie szczeble młodzieżowe. To właśnie tam zaczęła się historia zawodnika, którego kariera w pewnym sensie od początku była zaprzeczeniem typowej drogi wielkiej gwiazdy. Kuyt nigdy nie uchodził za największy talent swojego pokolenia. Nie był zawodnikiem, o którym już jako nastolatku mówiło się, że pewnego dnia będzie grał dla największych klubów Europy. Jego największym atutem od początku była natomiast niezwykła mentalność. Pracował więcej niż inni, chciał się rozwijać i nigdy nie był gotowy zaakceptować miejsca, które aktualnie zajmował. Ta cecha pozostała z nim przez całą karierę.

W 1998 roku, mając 18 lat, otrzymał szansę wejścia do profesjonalnego futbolu. Przeniósł się do FC Utrecht, gdzie początkowo nie był jeszcze klasycznym napastnikiem, z którym później kojarzyć będą go kibice. Stopniowo jednak zdobywał coraz mocniejszą pozycję w pierwszym zespole. W Utrechtcie spędził pięć sezonów i właśnie tam z zawodnika z lokalnego klubu wyrósł na jednego z najbardziej interesujących młodych piłkarzy Eredivisie. Z każdym kolejnym sezonem rosła liczba jego bramek, ale równie ważne było to, jak pracował dla całego zespołu. Kuyt potrafił naciskać na obrońców, wracać do defensywy, walczyć o każdą piłkę i jednocześnie znajdować się w odpowiednim miejscu pod bramką. W sezonie 2002/03 zdobył dla Utrechtu 20 ligowych bramek, a cały sezon zakończył jeszcze jednym ważnym sukcesem – zdobyciem Pucharu Holandii. W finale Utrecht pokonał właśnie Feyenoord 4:1. Kilka miesięcy później Kuyt znalazł się już po drugiej stronie. To właśnie Feyenoord zdecydował się go sprowadzić do Rotterdamu.

Transfer latem 2003 roku był kolejnym krokiem w karierze zawodnika, który rozwijał się bez wielkiego rozgłosu. Feyenoord zapłacił za niego około miliona euro. W tamtym momencie trudno było przewidzieć, że niewielka kwota wydana na napastnika z Utrechtu okaże się jednym z najbardziej udanych transferów klubu w pierwszej dekadzie XXI wieku. Kuyt przychodził do zespołu, który w poprzednim sezonie nie zdobył mistrzostwa kraju, ale miał ambicję powrotu na szczyt. W Rotterdamie spotkał między innymi Pierre'a van Hooijdonka, a sam jeszcze przed transferem mówił, że cieszy się na możliwość gry u boku tak doświadczonego napastnika. Debiut w czerwono-białej koszulce zaliczył 17 sierpnia 2003 roku przeciwko NEC. Od początku było jasne, że Feyenoord dostał zawodnika, który nie będzie oszczędzał się w żadnym spotkaniu.

Pierwszy sezon w Rotterdamie był bardzo dobry. Kuyt strzelił 20 goli w Eredivisie i szybko stał się jednym z najważniejszych zawodników ofensywnych zespołu. Jednak to kolejny sezon przyniósł eksplozję jego możliwości. W rozgrywkach 2004/05 zdobył aż 29 ligowych bramek i został królem strzelców Eredivisie. Był jednocześnie liderem drużyny pod względem zaangażowania i jednym z najbardziej regularnych zawodników w całej lidze. Nie ograniczał się do czekania w polu karnym. Biegał, naciskał, walczył, pomagał kolegom i potrafił sam stworzyć sobie sytuację. Właśnie wtedy zaczął być postrzegany nie tylko jako skuteczny napastnik, ale jako zawodnik kompletny, którego wartość dla zespołu wykraczała daleko poza same gole.

W tym okresie narodziła się również jego szczególna więź z kibicami Feyenoordu. Kuyt nie był typem piłkarza, który potrzebował specjalnej oprawy czy wielkich deklaracji. Kibice widzieli w nim kogoś, kto na boisku dawał dokładnie to, czego oczekiwano od zawodnika Feyenoordu. Walczył o każdą piłkę i nigdy nie sprawiał wrażenia, że jest ponad drużyną. Jego popularność rosła z każdym miesiącem. W pewnym momencie stało się jasne, że nie jest już tylko jednym z zawodników Feyenoordu. Stawał się twarzą zespołu.

W 2005 roku Kuyt został kapitanem Feyenoordu. Miał zaledwie 25 lat, ale jego pozycja w drużynie była już na tyle silna, że naturalnym krokiem było powierzenie mu opaski. Co ciekawe, jego przywództwo nie wynikało z tego, że był najstarszym zawodnikiem w szatni czy najbardziej doświadczonym piłkarzem. Było efektem codziennej pracy. Kuyt był człowiekiem, który wymagał od siebie więcej niż od innych, a jego podejście szybko zaczęło wpływać również na kolegów. Właśnie dlatego opaska kapitana tak dobrze do niego pasowała.

Sezon 2005/06 był pod wieloma względami kulminacją jego pierwszego pobytu w Rotterdamie. Kuyt ponownie znalazł się wśród najlepszych strzelców ligi, zdobywając 22 gole w Eredivisie, a po zakończeniu sezonu został wybrany najlepszym piłkarzem holenderskiej ekstraklasy. W ciągu trzech sezonów w Feyenoordzie strzelił 71 goli w 101 ligowych występach. Łącznie jego pierwszy pobyt w klubie obejmował 122 oficjalne spotkania i 83 bramki. Co jeszcze bardziej imponujące, jego regularność była niemal niespotykana. W latach 2001–2006 rozegrał 179 kolejnych spotkań, co doskonale pokazuje jego odporność fizyczną i znaczenie dla zespołów, w których występował.

Mimo znakomitych indywidualnych osiągnięć Kuytowi nie udało się jednak zdobyć z Feyenoordem mistrzostwa Holandii. I właśnie ten brak zaczął mieć coraz większe znaczenie. Napastnik był jednym z najlepszych zawodników ligi, zdobywał gole i indywidualne nagrody, ale najważniejszego krajowego trofeum nie było. Latem 2006 roku pojawiła się oferta z Liverpoolu. Rafael Benítez szukał napastnika, który pasowałby do jego stylu gry, i zdecydował się na transfer Holendra. Feyenoord otrzymał za Kuyta około 18 milionów euro. Dla klubu była to ogromna kwota, a dla samego zawodnika początek zupełnie nowego rozdziału.

Odejście do Liverpoolu nie oznaczało jednak końca jego związku z Feyenoordem. Kuyt opuszczał Rotterdam jako jeden z najbardziej lubianych zawodników swojej generacji, ale w jego głowie pozostało coś jeszcze. Mistrzostwo Holandii, którego nie udało mu się zdobyć za pierwszym pobytem. Z czasem właśnie to trofeum zaczęło być dla niego czymś więcej niż tylko jednym z wielu możliwych sukcesów. Kiedy po latach wracał do wspomnień z Rotterdamu, przyznawał, że miał poczucie niedokończonej pracy.

W Liverpoolu Kuyt szybko udowodnił, że jego sukcesy w Holandii nie były przypadkiem. Trafił do Premier League jako napastnik, ale z czasem coraz częściej występował również na prawym skrzydle. Jego uniwersalność stała się jednym z największych atutów. Rozegrał dla Liverpoolu 285 oficjalnych spotkań i zdobył 71 bramek. Wystąpił w finale Ligi Mistrzów w 2007 roku przeciwko Milanowi, zdobył bramkę w tym spotkaniu, a pięć lat później sięgnął z Liverpoolem po Puchar Ligi. Kibice na Anfield doceniali dokładnie te same cechy, które wcześniej pokochali kibice Feyenoordu – ogromną pracowitość, charakter i gotowość do wykonywania pracy, której nie zawsze widać w statystykach. Oficjalna strona Liverpoolu określa go jako jednego z najbardziej pracowitych zawodników w historii klubu.

Jeszcze większy rozdział jego kariery rozgrywał się jednak w reprezentacji Holandii. Kuyt zadebiutował w Oranje w 2004 roku przeciwko Liechtensteinowi i przez kolejną dekadę był regularnie powoływany przez kolejnych selekcjonerów. Rozegrał 104 mecze w reprezentacji i zdobył 24 gole. Zagrał na mistrzostwach świata w 2006 roku, mistrzostwach Europy w 2008 i 2012 oraz na mundialu w 2010 i 2014 roku. Największy sukces przyszedł w Republice Południowej Afryki. Holandia dotarła do finału mistrzostw świata, a Kuyt wystąpił we wszystkich meczach turnieju. W finale przeciwko Hiszpanii Oranje przegrali po dogrywce, ale dla Kuyta sam udział w najważniejszym meczu światowego futbolu był jednym z największych momentów kariery. Cztery lata później Louis van Gaal wykorzystał jego wszechstronność w wyjątkowy sposób, ustawiając go między innymi na lewej stronie defensywy. Kuyt pomógł Holandii zdobyć brązowy medal mistrzostw świata w Brazylii.

Po sześciu latach w Liverpoolu Kuyt zdecydował się na nowe wyzwanie i w 2012 roku przeniósł się do Fenerbahçe. W Turcji ponownie udowodnił, że jego kariera nie opiera się wyłącznie na jednym środowisku. Zdobył mistrzostwo Turcji, Puchar Turcji i Superpuchar, a także stał się jednym z liderów zespołu. Spędził w Stambule trzy sezony, rozgrywając 130 oficjalnych spotkań i zdobywając 37 bramek. Fenerbahçe było dla niego zupełnie innym doświadczeniem kulturowym i sportowym, ale po raz kolejny sprawdziło się to, co charakteryzowało jego karierę – niezależnie od kraju Kuyt potrafił zyskać szacunek kibiców dzięki swojej pracy i mentalności. Sam później mówił, że pobyt w Turcji bardzo go zmienił jako człowieka.

I wtedy wydarzyło się coś, na co kibice Feyenoordu czekali od dawna. W 2015 roku Dirk Kuyt wrócił do Rotterdamu. Miał już 34 lata, za sobą lata gry w Premier League, finał Ligi Mistrzów, mistrzostwo i Puchar Turcji, mundialowy finał oraz ponad sto występów w reprezentacji. Mógł zakończyć karierę w wielkim zagranicznym klubie. Zdecydował jednak, że chce wrócić do miejsca, które przez lata pozostawało w jego sercu.

Sam Kuyt nie pozostawiał wątpliwości, co Feyenoord dla niego znaczył. W rozmowie z UEFA powiedział: „Feyenoord is my club”. Dodał, że po pierwszym pobycie zawsze powtarzał, iż pewnego dnia chciałby wrócić, ponieważ czuł, że ma w klubie jeszcze coś do zrobienia. Podkreślał również, że Feyenoord był częścią jego rodziny i że jego synowie również byli wielkimi kibicami klubu.

Powrót nie był jednak romantycznym zakończeniem kariery. Kuyt wrócił z bardzo konkretnym celem. Chciał zdobyć mistrzostwo Holandii. Wiedział, że przez pierwszy pobyt w Rotterdamie pozostało mu poczucie niedosytu. Tym razem nie zamierzał odejść bez najważniejszego krajowego trofeum. W sezonie 2015/16 pomógł Feyenoordowi zdobyć Puchar Holandii, choć mistrzostwo ponownie wymknęło się drużynie. To zwycięstwo było dla niego pierwszym trofeum zdobytym w barwach Feyenoordu. Kapitan Kuyt odebrał puchar z rąk klubowej legendy Wima Jansena. Dla kibiców był to ważny moment, ale wszyscy wiedzieli, że sam zawodnik chce czegoś jeszcze.

Sezon 2016/17 stał się kulminacją całej historii. Feyenoord rozpoczął rozgrywki jako drużyna, która wierzyła, że może wreszcie zakończyć trwające od 1999 roku oczekiwanie na mistrzostwo. Kuyt nie zawsze był już zawodnikiem pierwszego składu. Miał 36 lat, a młodsi zawodnicy coraz częściej przejmowali odpowiedzialność za grę. Jednak jego rola w szatni pozostawała ogromna. Był kapitanem, liderem i człowiekiem, który znał smak wielkich meczów. Właśnie dlatego jego wpływ na drużynę nie może być mierzony wyłącznie liczbą minut spędzonych na boisku.

14 maja 2017 roku wszystko miało się rozstrzygnąć. Feyenoord podejmował na De Kuip Heracles Almelo i potrzebował zwycięstwa, aby przypieczętować mistrzostwo. Tydzień wcześniej drużyna przegrała z Excelsiorem, dlatego atmosfera przed ostatnim spotkaniem była pełna napięcia. Kibice wiedzieli, że Feyenoord ma przed sobą jeszcze jeden krok. I wtedy wydarzyło się coś, co wyglądało niemal jak scenariusz napisany specjalnie dla Kuyta.

Już po około trzydziestu sekundach kapitan otworzył wynik. Po błędzie Mike'a te Wierika Kuyt uderzył piłkę, która po odbiciu od słupka znalazła drogę do bramki. Niedługo później zdobył drugiego gola głową. A kiedy w końcówce spotkania Feyenoord otrzymał rzut karny, do piłki podszedł właśnie on. Kuyt wykorzystał jedenastkę i skompletował hat-tricka. Feyenoord wygrał 3:1, a po 18 latach przerwy zdobył mistrzostwo Holandii. Człowiek, który wrócił do Rotterdamu po to, aby zdobyć właśnie ten tytuł, poprowadził zespół do niego trzema bramkami w decydującym meczu.

Była to jedna z najbardziej symbolicznych chwil w najnowszej historii Feyenoordu. Kuyt nie potrzebował już niczego udowadniać. Miał za sobą wielką karierę zagraniczną, występ w finale Ligi Mistrzów i mistrzostw świata, trofea w Anglii i Turcji. A jednak właśnie mistrzostwo zdobyte z Feyenoordem miało dla niego szczególne znaczenie. Po meczu mówił, że wrócił do Rotterdamu właśnie po to, aby zostać mistrzem. Dwa lata wcześniej niektórzy śmiali się z jego deklaracji, kiedy zapowiadał, że przychodzi po trofea. Teraz stał na murawie De Kuip z mistrzowskim medalem i piłką pod pachą, a jego marzenie właśnie się spełniło.

Trzy dni później ogłosił zakończenie kariery. Decyzja była dla wielu osób zaskoczeniem, ale Kuyt uważał, że nie ma lepszego momentu. „Dla mnie to właściwy moment, żeby przestać. Wszystkie moje marzenia zostały spełnione” – powiedział. Po powrocie do Feyenoordu spędził dwa sezony, zdobył Puchar Holandii i mistrzostwo, a swoją ostatnią zawodową wiadomość napisał w najbardziej charakterystyczny dla siebie sposób – hat-trickiem w meczu, który dał klubowi tytuł. Miał 36 lat.

Jego kariera zawodnicza nie zakończyła jednak związku z Feyenoordem. Kuyt rozpoczął pracę w Akademii, gdzie przez dwa lata zdobywał doświadczenie trenerskie. Później przez pewien czas pracował również w innych strukturach klubu, zanim zdecydował się rozwijać poza Rotterdamem. Feyenoord podkreślał, że jego odejście z organizacji w 2021 roku miało służyć dalszemu rozwojowi szkoleniowemu, a sam Kuyt zaznaczał, że wszyscy wiedzą, co Feyenoord dla niego znaczy, i że w przyszłości drogi obu stron jeszcze mogą się skrzyżować.

„Feyenoord jest moim klubem i zawsze nim pozostanie”

Najważniejsze osiągnięcia

  • Mistrzostwo Holandii
  • Mistrzostwo Turcji
  • Puchar Holandii 2x

Wyniki 8. kolejka

Gospodarz

Gość

PSV Eindhoven

? - ?

SC Heerenveen

Feyenoord Rotterdam

? - ?

AZ Alkmaar

Go Ahead Eagles

? - ?

Sparta Rotterdam

Ajax Amsterdam

? - ?

NEC Nijmegen

Fortuna Sittard

? - ?

FC Twente

FC Utrecht

? - ?

Willem II Tilburg

PEC Zwolle

? - ?

SC Cambuur

SC Telstar

? - ?

ADO Den Haag

Excelsior Rotterdam

? - ?

FC Groningen

Zdjęcie Tygodnia

20-27 września

Feyenoord po raz kolejny urządził sobie prawdziwy festiwal strzelecki.

Video

Feyenoord 5-0 FC Utrecht

Po wysokim zwycięstwie nad FC Utrecht zawodnicy Feyenoordu otrzymają tydzień wolnego.

Live chat

DamianM

pierw myślałem, że to fake, ale jest wideo normalnie

Gość

haha po takich słowach nigdy go nie powinno być w kadrze.

DamianM

I on to z poważną gębą powiedział, japier

Gość

Wiśniewski o trzecim golu Szwedów: Świadomie odpuściłem Gyokeresa

Gość

kowal nic dodać nic ująć - niestety to jest jedyny który w polskim środowisku widzi - reszta dalej myśli że jesteśmy "zajebiści"
https://www.youtube.com/shorts/8xpfy-3r_VE

Gość

Gdyby był wynik a gra nie byłaby porywająca to zapewne powiedziałby że "najważniejszy jest wynik" :D Skoro przegrał to powie : "skupmy się na 1 połowie" :D

DamianM

'Musimy szukać rzeczy pozytywnych. Sprowadzić wszystko tylko do tego, że wynik jest negatywny, wydaje mi się, że to łatwizna' i jak u nas ma być dobrze?

DamianM

dla puchacza i urbana, co idzie zrozumiec, mecz byl DOBRY. Szukajcie plusów ;))) niesamowity beton

Gość

kowalczyk usmarzył bednarka - podpisuje się ryncamy i nogamy pod tym :D

"- Bednarek jest zakałą tej kadry, jeśli chodzi o defensywę. Miał być szefem po odejściu Glika. Skompromitował się na mundialu w 2018 roku, ale w 2022 roku już nie, bo Czesław Michniewicz mu nie pozwolił - powiedział w programie Weszło.

- Nie interesuje mnie to, gdzie on teraz gra. Liga portugalska to są trzy zespoły. On nie powinien grać w tej kadrze od pięciu, sześciu lat. Kiwior też nie wiem, kiedy się nauczy grać w piłkę nożną. On z Bednarkiem to jest największa katastrofa. Ale im trzeba polizać jajka, bo są razem w Porto. No nie! Bednarka trzeba wyrzucić, to jest nieprawdopodobne, że każde dośrodkowanie to gol - dodał."

DamianM

Musimy szukać rzeczy pozytywnych. Sprowadzić wszystko tylko i wyłącznie do tego, że wynik jest negatywny, to jest po prostu łatwizna hahahahahaha, matko

Gość

TOP gdy spojrzysz od dołu :D

DamianM

Konferencja będzie też niezła

DamianM

Polska top

Gość

Olise jaki gol - pół boiska przebiegł

DamianM

Hahaha japierdole

Gość

lewuś wchodzi na 5 minut - wklepać kolejny mecz i może strzelić 90 gola - wszystko dla siebie.

Gość

znowu bez krycia - ***** sam stał przed bramkarzem - "legendy" z porto nie zauważyły

Gość

Jak patrze jak gra szymański to ciesze się nieprawdopodobnie żeśmy go po 1 sezonie nie podpisali - miernota niesamowita. Nawet pomimo tego gola jeden ze słabszych na boisku.

DamianM

Haha

Gość

teraz jak dostają w pizde to będą znowu grać...

Uczestnicząc w rozmowach na Live Chat potwierdzasz, że zapoznałeś się i akceptujesz jego regulamin.