Legendy Feyenoordu
Pierre van Hooijdonk
Napastnik • 2001–2003 i 2006–2007
Biografia
Historia Pierre'a van Hooijdonka to opowieść o człowieku, który przez całą karierę budził skrajne emocje. Dla jednych był uosobieniem profesjonalizmu i bezwzględnej skuteczności pod bramką rywali. Inni zapamiętali go jako piłkarza nieustępliwego, często upartego i gotowego walczyć o swoje przekonania nawet kosztem konfliktów. Bez względu na opinię jedno pozostaje bezdyskusyjne – Holender należał do grona najlepszych napastników swojego pokolenia, a kibice Feyenoordu na zawsze zapamiętają go jako jednego z architektów zdobycia Pucharu UEFA w 2002 roku.
Pierre van Hooijdonk urodził się 29 listopada 1969 roku w Steenbergen, niewielkim mieście w prowincji Brabancja Północna. Dorastał w pobliskim Welbergu, gdzie od najmłodszych lat większość wolnego czasu spędzał z piłką przy nodze. Pochodził z wielokulturowej rodziny – jego ojciec miał marokańskie korzenie, natomiast matka była Holenderką. To właśnie ona odegrała ogromną rolę w jego wychowaniu, wpajając synowi pracowitość i przekonanie, że sukces przychodzi wyłącznie dzięki ciężkiej pracy.
Jak wielu chłopców w tamtym okresie marzył o profesjonalnej karierze. Pierwsze piłkarskie kroki stawiał w lokalnym klubie VV Steenbergen. Nie wyróżniał się jednak warunkami fizycznymi ani spektakularną techniką. Trenerzy szybko dostrzegli natomiast jego największy atut – niezwykły instynkt do znajdowania się we właściwym miejscu i czasie. Już jako nastolatek imponował spokojem pod bramką rywali oraz niezwykle mocnym uderzeniem. Nie wszystko układało się jednak po jego myśli. Jako młody zawodnik próbował dostać się do akademii NAC Breda – klubu, któremu kibicował od dziecka. Został jednak odrzucony. Dla wielu młodych piłkarzy podobna decyzja oznaczałaby koniec marzeń o zawodowym futbolu. Van Hooijdonk potraktował ją jednak jako dodatkową motywację.
Zamiast załamywać ręce, konsekwentnie rozwijał się w niższych ligach. W 1989 roku trafił do RBC Roosendaal, gdzie podpisał swój pierwszy profesjonalny kontrakt. Klub występował w Eerste Divisie i nie należał do krajowej czołówki, ale właśnie tam młody napastnik zaczął regularnie udowadniać swój talent. Nie był jeszcze kompletnym piłkarzem. Często brakowało mu szybkości, zdarzało się również, że znikał na długie fragmenty spotkań. Miał jednak cechę, której nie da się wytrenować – potrafił zdobywać bramki praktycznie z każdej pozycji. Zarówno trenerzy, jak i koledzy z drużyny coraz częściej powtarzali, że wystarczy jedno dobre dośrodkowanie, a Pierre zamieni je na gola.
W ciągu zaledwie dwóch sezonów zdobył dla RBC kilkadziesiąt bramek i zwrócił na siebie uwagę klubów Eredivisie. Paradoksalnie pierwszym z nich okazał się właśnie NAC Breda – ten sam klub, który kilka lat wcześniej uznał, że nie ma dla niego miejsca. Powrót do Bredy okazał się punktem zwrotnym jego kariery. Latem 1991 roku Van Hooijdonk wrócił do klubu swoich marzeń. Tym razem nie jako nieśmiały nastolatek proszący o szansę, lecz jako napastnik, który udowodnił już swoją wartość na profesjonalnym poziomie.
Od pierwszych miesięcy imponował skutecznością. Nie należał do napastników efektownych. Nie dryblował jak skrzydłowy ani nie imponował widowiskowymi rajdami. Jego największą bronią było doskonałe ustawianie się w polu karnym, świetna gra głową oraz potężny strzał z obu nóg. Właśnie wtedy zaczął również doskonalić wykonywanie rzutów wolnych. Po treningach zostawał na boisku znacznie dłużej od kolegów, ustawiając piłkę w różnych miejscach i wykonując dziesiątki kolejnych prób. Z czasem stało się to jego znakiem rozpoznawczym. Bramkarze wiedzieli, że gdy Van Hooijdonk podchodzi do piłki ustawionej przed polem karnym, czeka ich niezwykle trudne zadanie.
Sezon po sezonie jego liczby robiły coraz większe wrażenie. Bramki zdobywał przeciwko każdemu rywalowi, a kibice NAC szybko pokochali napastnika, który nigdy nie odpuszczał walki i zawsze brał odpowiedzialność za wynik drużyny. W ciągu czterech sezonów zdobył ponad osiemdziesiąt goli, stając się jednym z najskuteczniejszych zawodników Eredivisie i jednym z największych idoli w historii klubu. Świetna forma nie mogła pozostać niezauważona. Po Van Hooijdonka zaczęły zgłaszać się zagraniczne zespoły, a największą determinację wykazał szkocki Celtic. Dla napastnika była to szansa na pierwszy wielki krok w międzynarodowej karierze.
Latem 1995 roku Van Hooijdonk przeniósł się do Celticu. Trafił do klubu o ogromnej historii, ale również znajdującego się w trudnym momencie. Rangers od lat dominowali w szkockim futbolu, a kibice oczekiwali zawodnika, który pomoże zakończyć ich panowanie. Holender bardzo szybko pokazał, dlaczego Celtic zdecydował się właśnie na niego. Już w pierwszym sezonie regularnie trafiał do siatki, imponując skutecznością zarówno w lidze, jak i krajowych pucharach. Razem z Jorge Cadete i Paolo Di Canio stworzył ofensywne trio, które kibice nazwali „Three Amigos”. Ich współpraca sprawiła, że Celtic ponownie zaczął walczyć z Rangers o najważniejsze trofea.
Van Hooijdonk błyskawicznie stał się ulubieńcem trybun. Nie tylko zdobywał gole, ale również zachwycał efektownymi rzutami wolnymi. Wielu szkockich kibiców do dziś uważa go za jednego z najlepszych wykonawców stałych fragmentów gry, jakich oglądali na Celtic Park. Jednak nawet w Glasgow nie obyło się bez kontrowersji. Holender otwarcie krytykował politykę transferową władz klubu, twierdząc, że Celtic nie robi wystarczająco dużo, by nawiązać równorzędną walkę z Rangers. Jego szczerość nie wszystkim przypadła do gustu, a relacje z działaczami zaczęły się stopniowo pogarszać.
Mimo to opuszczał Szkocję jako gwiazda. Zdobył kilkadziesiąt bramek, wywalczył Puchar Szkocji i udowodnił, że potrafi błyszczeć również poza ojczyzną. Przed nim czekało jednak wyzwanie, które miało na zawsze zmienić sposób, w jaki postrzegano jego osobę. Latem 1997 roku podpisał kontrakt z Nottingham Forest. Transfer ten miał być kolejnym krokiem naprzód. Klub z bogatą historią, dwukrotny zdobywca Pucharu Europy, chciał jak najszybciej wrócić do ścisłej czołówki angielskiego futbolu. Van Hooijdonk przyjechał do Anglii jako uznany snajper i od pierwszych tygodni udowodnił, że potrafi odnaleźć się również na Wyspach.
Już w swoim pierwszym sezonie został najskuteczniejszym zawodnikiem drużyny. Zdobywał gole z rzutów wolnych, głową i z pola karnego, a jego skuteczność odegrała ogromną rolę w wywalczeniu awansu do Premier League. Kibice szybko docenili jego klasę, a wielu ekspertów uznawało go za jednego z najlepszych napastników zaplecza angielskiej ekstraklasy. Problem polegał jednak na tym, że Forest nie rozwijało się tak, jak oczekiwał Holender.
Po awansie Van Hooijdonk liczył na znaczące wzmocnienia składu. Uważał, że bez nowych zawodników klub nie będzie w stanie utrzymać się w Premier League. Kiedy działacze nie spełnili tych oczekiwań, nie ukrywał swojego rozczarowania. Publicznie krytykował decyzje władz, twierdząc, że zespół nie ma odpowiedniej jakości, by rywalizować z najlepszymi. Konflikt szybko wymknął się spod kontroli. Latem 1998 roku Van Hooijdonk odmówił udziału w treningach i nie pojawił się na początku przygotowań do sezonu. Angielskie media rozpisywały się o jego zachowaniu niemal każdego dnia, a kibice byli podzieleni. Jedni uważali, że zdradził klub, inni dostrzegali, że miał rację, wskazując na brak ambicji właścicieli.
Po kilku miesiącach wrócił do zespołu, ale atmosfera była już daleka od idealnej. Paradoksalnie nawet wtedy nie przestał strzelać. Mimo długiej przerwy nadal należał do najgroźniejszych zawodników Forest i zakończył sezon jako najlepszy strzelec drużyny. Nie zdołał jednak uratować klubu przed spadkiem z Premier League. W Nottingham jego nazwisko do dziś wywołuje skrajne emocje. Dla jednych pozostaje świetnym napastnikiem, który został zawiedziony przez klub. Dla innych piłkarzem, który odwrócił się od drużyny w najtrudniejszym momencie. Sam Van Hooijdonk po latach przyznał, że niektóre decyzje podjął zbyt impulsywnie. Nigdy jednak nie zmienił zdania co do jednego – uważał, że Nottingham Forest nie zrobiło wszystkiego, by wykorzystać potencjał zespołu po awansie do Premier League.
Po zakończeniu angielskiej przygody słynny Pi-Air potrzebował miejsca, w którym odzyska spokój i ponownie skupi się wyłącznie na grze. Takim klubem okazało się Vitesse Arnhem. Choć spędził tam zaledwie jeden sezon, od razu przypomniał wszystkim, dlaczego przez lata należał do najbardziej cenionych napastników w Europie. Regularnie trafiał do siatki, imponował doświadczeniem i znów był liderem ofensywy. Vitesse nie mogło jednak zatrzymać go na dłużej. Holender wciąż marzył o grze na najwyższym poziomie europejskim.
Kolejnym przystankiem była Benfica Lizbona. Dla portugalskiego giganta jego transfer oznaczał sprowadzenie napastnika z ogromym doświadczeniem i renomą. Van Hooijdonk szybko odnalazł się w nowym otoczeniu. Wraz z João Pinto stworzył jeden z najgroźniejszych duetów ofensywnych ligi portugalskiej, a jego gole ponownie zaczęły przyciągać uwagę całej Europy. Choć Benfica przeżywała wówczas trudniejszy okres i nie dominowała w kraju tak jak w poprzednich dekadach, Holender należał do jej najjaśniejszych punktów. Strzelał ważne bramki, imponował skutecznością i raz jeszcze udowodnił, że potrafi odnaleźć się w każdej lidze. Jednak mimo dobrych występów coraz częściej spoglądał w stronę ojczyzny.
Latem 2001 roku Feyenoord szukał napastnika, który natychmiast podniesie jakość drużyny. Bert van Marwijk budował zespół zdolny walczyć o najwyższe cele zarówno w Eredivisie, jak i europejskich pucharach. Potrzebował piłkarza z doświadczeniem, silnym charakterem i umiejętnością przesądzania o losach najważniejszych spotkań. Van Hooijdonk idealnie wpisywał się w ten profil. Dla samego zawodnika była to wyjątkowa propozycja. Po kilku latach spędzonych za granicą wracał do Holandii jako dojrzały piłkarz, mający za sobą sukcesy w Szkocji, Anglii i Portugalii. Wiedział już, jak radzić sobie z presją, jak przewodzić drużynie i jak reagować w najtrudniejszych momentach.
Transfer wzbudził ogromne zainteresowanie. Kibice Feyenoordu doskonale znali jego klasę, ale zastanawiali się, czy trzydziestojednoletni napastnik nadal będzie w stanie grać na najwyższym poziomie. Pierwsze tygodnie rozwiały wszelkie wątpliwości. Van Hooijdonk błyskawicznie stał się centralną postacią ofensywy Feyenoordu. Nie potrzebował wielu okazji, by zdobywać bramki. Każdy rzut wolny w pobliżu pola karnego wywoływał poruszenie na trybunach De Kuip, ponieważ kibice doskonale wiedzieli, że dla Holendra nie istniała zbyt duża odległość ani zbyt trudny kąt.
Co równie ważne, znakomicie odnalazł się w szatni. Obok doświadczonych zawodników, takich jak Bonaventure Kalou, Jon Dahl Tomasson, Paul Bosvelt czy Shinji Ono, stworzył grupę piłkarzy, która miała poprowadzić Feyenoord do jednego z największych sukcesów w historii klubu. Jeszcze nikt nie przypuszczał, że najpiękniejszy rozdział tej historii dopiero się rozpoczyna. Sezon 2001/02 miał na zawsze zmienić miejsce Pierre'a van Hooijdonka w historii Feyenoordu.
W szatni uchodził za zawodnika wymagającego, lecz jednocześnie dającego przykład na treningach. Młodsi piłkarze często wspominali, że po zakończonych zajęciach zostawał na boisku jeszcze przez kilkadziesiąt minut, doskonaląc rzuty wolne i wykończenie akcji. Perfekcja nie była dla niego talentem – była efektem tysięcy powtórzeń. W lidze Feyenoord należał do ścisłej czołówki, jednak prawdziwa magia narodziła się w Pucharze UEFA. Rozgrywki, które początkowo wydawały się jedynie szansą na udany sezon, z każdym kolejnym meczem zaczynały nabierać wyjątkowego znaczenia.
Van Hooijdonk od pierwszych rund był jednym z liderów zespołu. Nie zawsze zdobywał bramki, ale niemal w każdym spotkaniu miał udział przy najgroźniejszych akcjach. Potrafił przytrzymać piłkę, stworzyć przestrzeń kolegom, a gdy nadarzała się okazja, bezlitośnie wykorzystywał błędy rywali. Feyenoord eliminował kolejnych przeciwników, a atmosfera wokół drużyny stawała się coraz bardziej wyjątkowa. De Kuip ponownie przypominało twierdzę, której obawiały się największe europejskie kluby. Tysiące kibiców tworzyły niezapomniany spektakl, a Van Hooijdonk wielokrotnie podkreślał, że właśnie wtedy zrozumiał, czym naprawdę jest Feyenoord. To nie był zwykły klub – to była społeczność, która żyła każdym meczem.
Jednym z najbardziej pamiętnych momentów był półfinał przeciwko Interowi Mediolan. Włoski gigant przyjeżdżał do Rotterdamu jako faworyt, dysponując drużyną pełną gwiazd światowego formatu. Feyenoord nie zamierzał jednak nikogo się bać. Van Hooijdonk był jednym z bohaterów dwumeczu. Dzięki swojej skuteczności i doświadczeniu pomógł drużynie awansować do wielkiego finału. Dla klubu oznaczało to pierwszy europejski finał od niemal trzech dekad. Dla niego samego – największą szansę na zapisanie się w historii Feyenoordu. Finał Pucharu UEFA.
Rywalem była Borussia Dortmund – aktualny mistrz Niemiec, naszpikowany reprezentantami swoich krajów i prowadzony przez Matthiasa Sammera. Dla wielu ekspertów niemiecki zespół był minimalnym faworytem. Jednak finał rozgrywano w Rotterdamie. Na stadionie, który od pierwszego gwizdka zamienił się w morze czerwono-białych barw. Van Hooijdonk od początku wyglądał na niezwykle skoncentrowanego. Już w pierwszej połowie wykorzystał rzut karny, pewnym strzałem wyprowadzając Feyenoord na prowadzenie. Chwilę później Jon Dahl Tomasson podwyższył wynik, ale Borussia odpowiedziała golem Jana Kollera. Jeszcze przed przerwą Holender ponownie dał o sobie znać. Po precyzyjnie wykonanym rzucie wolnym piłka zatrzepotała w siatce, a De Kuip eksplodowało z radości.
Choć później Borussia zdołała jeszcze zmniejszyć straty, Feyenoord nie wypuścił zwycięstwa z rąk. Ostatni gwizdek arbitra oznaczał jedno – klub z Rotterdamu po raz drugi w swojej historii zdobył Puchar UEFA. Van Hooijdonk padł na murawę. Chwilę później zniknął w objęciach kolegów z drużyny, a kilkadziesiąt tysięcy kibiców świętowało jeden z najpiękniejszych wieczorów w historii klubu. Dwa gole w finale sprawiły, że jego nazwisko na zawsze zostało wpisane do panteonu legend Feyenoordu.
Triumf w Europie nie był końcem jego znakomitej gry. Van Hooijdonk nadal pozostawał liderem ofensywy Feyenoordu i jednym z najlepszych napastników Eredivisie. W kolejnych sezonach regularnie trafiał do siatki, zachwycając przede wszystkim skutecznością przy rzutach wolnych. Choć z czasem skład drużyny ulegał zmianom, jego znaczenie pozostawało ogromne. Był piłkarzem, którego obecność dodawała pewności całemu zespołowi. Nawet jeśli przez większą część meczu pozostawał niewidoczny, wystarczała jedna okazja, aby przesądził o wyniku.
Po trzech sezonach spędzonych w Rotterdamie zdecydował się na nowe wyzwanie i przeniósł do Fenerbahçe. W Turcji również błyskawicznie stał się idolem kibiców, zdobywając mistrzostwo kraju i zapisując się w historii klubu jako jeden z najwybitniejszych zagranicznych piłkarzy. Później wrócił jeszcze do NAC Breda, a w sezonie 2006/07 ponownie założył koszulkę Feyenoordu. Nie był już tym samym zawodnikiem co kilka lat wcześniej, ale dla kibiców jego powrót miał ogromny wymiar symboliczny.
Po zakończeniu kariery nie odciął się od futbolu. Został ekspertem telewizyjnym, regularnie komentując wydarzenia w holenderskiej piłce. Jak przystało na człowieka o silnym charakterze, również w nowej roli nie bał się wyrażać własnych opinii. Często krytykował decyzje trenerów, działaczy czy piłkarzy, ale jednocześnie zawsze podkreślał, że dobro Feyenoordu pozostaje dla niego niezwykle ważne.
Nie raz wracał również wspomnieniami do finału Pucharu UEFA. Przyznawał, że spośród wszystkich zdobytych trofeów to właśnie sukces odniesiony z Feyenoordem zajmuje szczególne miejsce w jego sercu. Nie tylko dlatego, że był to europejski triumf, ale również dlatego, że został osiągnięty na własnym stadionie, przed własnymi kibicami.
„Miałem jedno wielkie marzenie: zostać zawodowym piłkarzem. Udało mi się”
Najważniejsze osiągnięcia
- Puchar UEFA 2022
- Mistrz Turcji 2x
- Piłkarz Roku 2x
