Analitycy po zakończeniu spotkania przyznali, że potrafią zrozumieć, dlaczego Feyenoord grał na czas w starciu z Telstar. Stadionowi mieli ogromne trudności z narzuceniem swojego stylu gry, więc – jak podkreślał m.in. Karim El Ahmadi – było to zachowanie w pełni uzasadnione. Podobną opinię wyraził również Anel Ahmedhodzic, który uważał, że takie podejście idealnie wpisywało się w charakter niedzielnego meczu.
Po zakończeniu spotkania Ahmedhodzic powiedział dla ESPN: - Zagraliśmy naprawdę dobre zawody, aż do momentu, w którym straciliśmy tę łatwą bramkę. Sami sprowadziliśmy sobie problemy, ale to zwycięstwo było nam niezwykle potrzebne. Jestem bardzo sfrustrowany, że znów nie udało nam się zachować czystego konta, bo miałem poczucie, że broniliśmy dziś naprawdę solidnie.
Środkowy obrońca doskonale wiedział, gdzie tkwił błąd przy straconym golu, choć całą sytuację określił przede wszystkim jako niefortunną.
- Przy tej bramce było trzech naszych na jednego rywala, a mimo to zabrakło odpowiedniej komunikacji. Piłka spadła pod nogi napastnika – po prostu głupi gol. Potrzebowaliśmy dziś tego wyniku. Nie zagraliśmy pięknie, ale w takich meczach liczy się też walka jako zespół. To prawdopodobnie była najlepsza możliwa chwila na takie spotkanie.
Czasami nazywane nieładnie "grą na zwłokę", według Ahmedhodzicia mieściło się w ramach rozsądnego zarządzania meczem.
- To naturalna część tego typu spotkań. W swojej karierze wiele razy byłem również po drugiej stronie takich sytuacji. Szacunek dla Telstar, bo naprawdę mocno nam dziś przeszkadzali.
Komentarze (0)