Feyenoord obrał obecnie wyraźnie pragmatyczny kierunek na rynku transferowym. Klub koncentruje się przede wszystkim na tzw. „okazjach”, czego przykładami są pozyskanie bez kwoty odstępnego Jeremiaha St. Juste oraz zbliżające się porozumienie w sprawie transferu Matsa Deijla. Zdaniem analityka Mario Beena taka strategia wynika przede wszystkim z konieczności szybkiej reakcji i doraźnego wzmocnienia zespołu.
W przypadku St. Juste Been zachowuje jednak wyraźną ostrożność. Środkowy obrońca w obecnym sezonie nie rozegrał jeszcze ani jednej minuty i – jak podkreśla były piłkarz – będzie potrzebował czasu, by osiągnąć odpowiednią dyspozycję meczową. Krótkoterminowy kontrakt (według mediów, Holender podpisze tylko półtoraroczny kontrakt, a podwyżka i dłuższa umowa ma być zależna od formy, red.) daje Feyenoordowi możliwość dokładnej oceny zawodnika, lecz pozostaje pytanie, czy to rozwiązanie optymalne. – Potrzebujesz kilku tygodni, żeby go przygotować fizycznie, więc nie wiemy, czy to w ogóle ma sens – mówi Been w programie Voetbalpraat.
Znacznie łatwiej, zdaniem Beena, wytłumaczyć zainteresowanie Deijlem. – Feyenoord oczywiście potrzebuje prawego obrońcy, zwłaszcza że Read na długo wypadł z gry. Z całym szacunkiem: Lotomba nie prezentuje poziomu, do którego Feyenoord powinien dążyć. Na Nieuwkoopa nie możesz liczyć. W przypadku Deijla przynajmniej wiemy, co dostajemy: to zawodnik z doświadczeniem, grał w Europie, zawsze jest zdrowy i gotowy do gry – wylicza analityk. Według byłego piłkarza na krajowym rynku trudno znaleźć wyraźnie lepsze opcje. – Jedynym nazwiskiem, które przychodzi mi do głowy, jest Bart van Rooij. Obawiam się jednak, że finansowo byłoby to niezwykle kosztowne. To moim zdaniem najlepszy prawy obrońca, który realnie mógłby trafić do Feyenoordu. W tej sytuacji Deijl wydaje się dobrym rozwiązaniem, bo potrzebujesz kogoś na już.
Wybór Deijla oraz zainteresowanie Joshuą Kitolano dobrze oddają – według Sjoerda Mossou – obecną dyspozycję Feyenoordu. W tym kontekście pojawia się określenie bord-op-schootscouting, czyli rekrutacji „z kolana”, opartej na dobrze znanych nazwiskach. – Rzeczywiście wygląda to właśnie tak. W sytuacji, w jakiej Feyenoord znajduje się obecnie, trzeba działać szybko, by coś odwrócić. Być może jest to najbezpieczniejsza opcja. Latem jest inaczej: wtedy możesz dokładnie skautować i podejmować wyważone decyzje. Teraz patrzą znacznie bardziej pragmatycznie. Teraz myślą: Deijla wszyscy znamy, weźmy więc solidną „szóstkę z plusem”. To nie są działania z pozycji siły i to jest oczywiste – podkreśla Mossou.
Mario Been odniósł się również do zainteresowania Benfiki osobą Resinka. Zastanawia się, czy wyjazd za granicę na tym etapie byłby dla zawodnika rozsądnym krokiem, i apeluje o większą koncentrację na piłkarzach z Eredivisie zamiast inwestowania w graczy pokroju Gonçalo Borgesa czy Caspera Tengstedta. – To jest bardzo charakterystyczne i oczywiście zawsze ma związek z pieniędzmi. My oglądamy go co tydzień i w Eredivisie mamy naprawdę wiele perełek. Zbyt szybko spoglądamy za granicę, gdzie później okazuje się, że to niewiele warte transfery, często słabo wyskautowane. Przykładów nie brakuje: Borges, Diarra, Tengstedt. To wszystko za mało, by dać drużynie realny impuls – ocenia Been.
Resink, zdaniem byłego reprezentanta Holandii, regularnie wyróżnia się w barwach FC Groningen. – Ogromny potencjał na przyszłość. Jeśli jesteś klubem z topowej trójki, powiedziałbym wprost: panowie, sprowadzajcie go – przekonuje. Pomocnik może odejść latem na mocy klauzuli odstępnego wynoszącej sześć milionów euro, choć obecnie jego cena jest wyższa. – Oczywiście znów wszystko sprowadza się do pieniędzy, ale Feyenoord dostaje 4,5 miliona euro za Timbera. Nie wiem, czy potem coś jeszcze zostaje w budżecie. Za Borgesa, Diarrę i Tengstedta również wydano duże kwoty. Szkoda byłoby, gdyby taki zawodnik za chwilę trafił do Benfiki, skoro widzimy, że w holenderskim futbolu spokojnie mógłby odnaleźć się w jednym z czołowych klubów – podsumowuje Been.
Komentarze (0)