Kees van Wonderen w najbliższym czasie ma zostać oficjalnie mianowany dyrektorem technicznym Feyenoordu. Były piłkarz i szkoleniowiec przejmie w rotterdamskim klubie odpowiedzialność między innymi za politykę transferową, obejmującą zarówno sprowadzanie nowych zawodników, jak i sprzedaż piłkarzy. Choć jego kandydatura jest już przesądzona, w przestrzeni medialnej nie brakuje głosów podchodzących do tej nominacji z rezerwą.
W podcaście „Dick voor Mekaar” swoje wątpliwości wyraził analityk Mario Been. Były trener Feyenoordu podkreślił, że ceni Van Wonderena jako osobę kompetentną i inteligentną. – Uważam, że Kees to świetny i bystry facet, który wie, co mówi – rozpoczął Been. Jednocześnie zaznaczył jednak, że stanowisko dyrektora technicznego to bardzo specyficzna funkcja, wymagająca doświadczenia w zarządzaniu na najwyższym poziomie. – Zawsze myślałem, że to stanowisko o szczególnym charakterze. Jeśli ktoś nigdy wcześniej nie pełnił takiej roli w wielomilionowym przedsiębiorstwie, jakim jest Feyenoord, a klub w ostatnim czasie nie podejmował samych trafnych decyzji transferowych, to wydaje mi się, że potrzeba tam kogoś o jeszcze silniejszej pozycji – ocenił.
Van Wonderen w ostatnich latach pracował jako trener. Nie ma jednak doświadczenia w pracy w strukturach zarządczych klubu na poziomie dyrektorskim. Zdaniem Beena istotnym elementem tej funkcji są również międzynarodowe kontakty, niezbędne przy realizowaniu transferów. – Van Wonderen ma niewiele zagranicznych kontaktów, a one także są bardzo ważne przy pozyskiwaniu zawodników. Te Kloese oczywiście zostaje i wciąż może pociągać za sznurki, jeśli obok siebie ma niedoświadczonego człowieka. Keesowi nie można odmówić piłkarskiego rozumu, a to z pewnością działa na jego korzyść – dodał.
Do sprawy odniósł się również pisarz Michel van Egmond, który zwrócił uwagę na szerszy kontekst organizacyjny w klubie. Jego zdaniem Van Wonderen dysponuje dużą wiedzą merytoryczną o futbolu, jednak cała konstrukcja budzi pytania. – To oczywiście atut, ale sytuacja jest dość osobliwa. Masz trenera, który nigdy wcześniej nie prowadził topowego klubu. A za chwilę będziesz mieć dyrektora technicznego, który nigdy nie wykonywał tego zawodu – zauważył. Mario Been podsumował swoje obawy wprost: – To jest ryzyko.
Komentarze (0)