Feyenoord był o krok od zwycięstwa w „małym finale” o drugie miejsce… i właśnie dlatego ten remis boli podwójnie. Spotkanie w Nijmegen zakończyło się wynikiem 1:1, choć przez długi czas to goście byli bliżej sięgnięcia po pełną pulę. Mieli swoje momenty, stworzyli więcej klarownych okazji, a po kapitalnej główce Ayase Uedy objęli prowadzenie, które – wydawało się – wystarczy do końca.
Ale to był jeden z tych meczów, w których niewykorzystane sytuacje wracają ze zdwojoną siłą. Feyenoord nie potrafił zamknąć spotkania, zostawił rywala przy życiu i… zemściło się wszystko. W samej końcówce kompletnie się posypało, a gospodarze dopięli swego w najbardziej bolesny sposób – w ostatniej akcji meczu wyrównał Danilo, były piłkarz Feyenoordu. Scenariusz niemal nie do uwierzenia. Zamiast zwycięstwa i dużego kroku w stronę wicemistrzostwa, jest tylko jeden punkt i ogromny niedosyt. Tym bardziej, że przed Feyenoordem wciąż cztery „finały” na finiszu sezonu.
Od pierwszych minut było widać, że stawka spotkania nie paraliżuje gości. Zespół Robina van Persiego był dobrze zorganizowany, cierpliwie budował akcje i skutecznie ograniczał atuty NEC. Gospodarze, chwaleni w tym sezonie za ofensywny styl, długo nie potrafili narzucić swojego rytmu – to Feyenoord kontrolował przebieg gry.
Przewaga została udokumentowana w 19. minucie. Po perfekcyjnie wykonanym rzucie rożnym przez Hadja Moussę, Ayase Ueda wyskoczył najwyżej w polu karnym i precyzyjnym uderzeniem głową umieścił piłkę w górnym rogu bramki. Feyenoord nie zamierzał na tym poprzestać. Goście konsekwentnie szukali drugiego gola, a ich gra momentami mogła się podobać. Najlepszą okazję na podwyższenie wyniku miał Van den Elshout, który po odbitej przez bramkarza piłce miał przed sobą niemal pustą bramkę, jednak fatalnie przestrzelił.
Po przerwie obraz meczu nie uległ większej zmianie – Feyenoord nadal był stroną bardziej konkretną. Ueda był bliski drugiego trafienia po kolejnym świetnym dośrodkowaniu, a ofensywne akcje gości regularnie sprawiały problemy defensywie NEC. Nie brakowało jednak kontrowersji. Największe emocje wzbudziła sytuacja z początku drugiej połowy, gdy japoński napastnik został wyraźnie sfaulowany w polu karnym lub jak kto woli, tuż przed nim. Sędzia pozostał niewzruszony i nie wskazał na jedenasty metr, co wywołało ogromne oburzenie na ławce Feyenoordu. Jeszcze więcej dyskusji przyniosła późniejsza ocena sytuacji. Arbiter, po analizie VAR, zdecydował się jedynie na rzut wolny i żółtą kartkę, choć zdaniem sztabu gości była to sytuacja kwalifikująca się do wykluczenia z gry. – To powinno być czerwone – takie głosy dominowały w reakcji sztabu szkoleniowego Feyenoordu.
Z biegiem czasu gospodarze zaczęli przejmować inicjatywę. Feyenoord, który włożył wiele energii w pierwszą godzinę gry, stopniowo tracił świeżość. NEC coraz częściej gościło pod polem karnym gości, a Timon Wellenreuther musiał kilkukrotnie interweniować, by utrzymać prowadzenie. Rotterdamczycy próbowali kontrolować tempo, a w końcówce wyraźnie skupili się na defensywie i grze na czas. Zmiany wprowadzone przez Van Persiego – w tym powrót po długiej kontuzji Gernota Traunera – miały pomóc dowieźć zwycięstwo. Mimo to napięcie rosło z każdą minutą. NEC nie rezygnowało, a doliczony czas gry – aż siedem minut – zapowiadał nerwową końcówkę.
I właśnie wtedy wydarzyło się to, czego Feyenoord chciał za wszelką cenę uniknąć. W ostatniej akcji meczu piłka trafiła pod nogi Danilo. Były napastnik Feyenoordu nie zmarnował okazji i doprowadził do wyrównania. Goście protestowali jeszcze, sugerując zagranie ręką w fazie poprzedzającej gola, jednak decyzja nie została zmieniona. To był cios, który zabolał podwójnie – nie tylko przez stratę zwycięstwa, ale też przez okoliczności i osobę strzelca.
Statystyki meczowe dostarczony przez Superscore
Komentarze (0)