Melvin Boel, były trener w akademii Feyenoordu, miał okazję pracować z Shaqueelem van Persiem w drużynach młodzieżowych i z dużym zainteresowaniem śledzi dziś rozwój młodego napastnika. Utalentowany snajper Feyenoordu w ostatnich tygodniach dał się poznać z bardzo dobrej strony: zdobył dwa gole w derbach ze Spartą Rotterdam, a także zanotował asystę w europejskim spotkaniu ze Sturmem Graz. W programie Voetbalpraat Boel – obecnie pierwszy trener Go Ahead Eagles – został zapytany o swoje doświadczenia związane z Van Persiem juniorem.
– Zaczynał w akademii od zespołu do lat 13. Talent dosłownie z niego tryskał. Pojawiały się pewne znaki zapytania dotyczące jego wydolności biegowej i tego, czy poradzi sobie fizycznie. Ale gdy widzi się, co potrafi zrobić w polu karnym… Ma niesamowite wyczucie timingu i doskonałą intuicję, jeśli chodzi o to, gdzie może spaść piłka w „szesnastce”. Bramki takie jak te przeciwko Sparcie w ogóle mnie nie dziwią. Już w drużynach młodzieżowych strzelał przepiękne gole, także takie przypominające trafienia jego ojca – z efektownymi, rzucającymi się w oczy wślizgami w powietrzu. To jest po prostu czysty talent natury – ocenił Boel.
Głos w dyskusji zabrał również Mario Been, który spróbował spojrzeć na przełom w karierze Shaqueela z szerszej perspektywy. Zwrócił uwagę na fakt, że młody wychowanek otrzymuje zaufanie kosztem kosztownego transferu, co jego zdaniem mówi wiele o polityce klubu. – To, co naprawdę mnie uderza w Feyenoordzie, to fakt, że Van Persie bez wahania stawia na talent, a nie na napastnika sprowadzonego za siedem milionów euro. Casperowi Tengstedtowi przyglądał się zapewne na treningach i doszedł do wniosku: on nic nam nie daje. Bardzo często widać, że własna młodzież jest lepsza niż piłkarze sprowadzani z zewnątrz. To jest właśnie moment, w którym klub realnie docenia potencjał zawodników szkolonych we własnej akademii – podkreślił Been.
Boel został następnie zapytany, czy jego zdaniem Shaqueel zdążył już wyprzedzić duńskiego napastnika w hierarchii. – Trudno mi to ocenić, bo nie widziałem Tengstedta z bliska, więc nie mogę się jednoznacznie wypowiadać. Shaqueel jest klasyczną „dziewiątką”: jeśli pokazuje się z dobrej strony, powinien grać. To musi być całkowicie niezależne od nazwiska i od tego, kim jest jego ojciec. Uważam Shaqueela za bardzo spokojnego chłopaka; nigdy nie zauważyłem, by ciążyła na nim presja. Niedawno grał mecz przeciwko rezerwom Go Ahead Eagles i miałem okazję z nim porozmawiać. Powiedział mi, że bardzo cieszy się z możliwości rozegrania pełnych dziewięćdziesięciu minut, bo po prostu chce grać w piłkę. Rozumiem, że przez nazwisko oczekiwania są wysokie, ale on chce po prostu występować na De Kuip i strzelać gole – zaznaczył szkoleniowiec.
Mats Deijl
Boel odniósł się również do osoby Matsa Deijla, z którym współpracował w tym sezonie w Go Ahead Eagles. Obrońca tej zimy przeniósł się do Feyenoordu, a według Boela jest to krok, którego nie należy bagatelizować. – Na De Kuip każdy błąd i każde złe podanie są natychmiast karane. Feyenoord pozyskuje jednak zawodnika, który praktycznie zawsze jest w pełni sprawny fizycznie, a to w takim klubie ma ogromną wartość. To piłkarz o wielkiej determinacji, bardzo mocny taktycznie, potrafiący doskonale czytać grę i analizować boiskowe sytuacje – wyjaśnił.
Zdaniem Boela inteligencja Deijla widoczna jest także poza murawą. – Słychać to również w jego wypowiedziach przed kamerą. Myślę, że ten spokój przeniesie ze sobą do Feyenoordu. Nie spodziewam się, by łatwo tracił równowagę; jego sposób bycia i inteligencja bardzo mu w tym pomagają. To, co szczególnie cenię, to fakt, że Mats potrafi otwarcie rozmawiać o różnych sytuacjach. Zwraca się zarówno do nowych zawodników, jak i do tych, którzy akurat grają bardzo dobrze albo wręcz przeciwnie – zakończył Boel.
Komentarze (0)