Dla Feyenoordu pozyskanie Matsa Deijla oznacza przemyślane i konkretne wzmocnienie składu, natomiast dla samego zawodnika transfer ten jest kolejnym, ważnym krokiem w rozwoju kariery. 28-letni obrońca w barwach Go Ahead Eagles wyrósł na kapitana zespołu oraz jednego z ulubieńców kibiców. W czwartkowy wieczór Deijl pożegnał się z klubem z Deventer, mając już przed sobą perspektywę przenosin na De Kuip. Zainteresowanie ze strony Rotterdamu było dla niego sporym zaskoczeniem – podobnie jak dla jego najbliższych, którzy w ogóle nie spodziewali się, że w grę wchodzi Feyenoord.
Urodzony w Vlaardingen Deijl od zawsze darzył Feyenoord sympatią. W jego rodzinie nie brakuje zagorzałych fanów tego klubu, a w tym tygodniu to właśnie on osobiście poinformował ich o transferowych wieściach. Efektem była wyjątkowa chwila, uwieczniona na nagraniu wideo. Nowy zawodnik Feyenoordu zadzwonił do wujka i cioci, by samemu przekazać im dobrą nowinę.
– Są zagorzałymi kibicami Feyenoordu. Widać było autentyczne zaskoczenie, bo o niczym nie wiedzieli. Sprawiło mi to ogromną radość, zwłaszcza gdy zobaczyłem reakcję mojego wujka. W tle stał mój siostrzeniec, który pracuje w fanshopie, i od razu powiedział, żebym jak najszybciej wpadł. Byli zachwyceni – relacjonuje Deijl.
Kariera obrońcy w ostatnim czasie wyraźnie nabrała rozpędu. Wcześniej zwrócił na siebie uwagę występem w finale Pucharu Holandii, w którym zdobytym golem doprowadził do dogrywki. Dał się również zauważyć w rozgrywkach Ligi Europy, między innymi trafieniem przeciwko Aston Villi.
– Jestem bardzo szczęśliwy z tego, co udało mi się osiągnąć z tym klubem. Duma? Być może dlatego, że przerosłem oczekiwania, jakie mieli wobec mnie ludzie, gdy przenosiłem się z Den Bosch do Deventer. To pokazuje, że piłkarskie losy potrafią potoczyć się w nieprzewidywalny sposób – mówi nowy prawy obrońca Feyenoordu w rozmowie z De Stentor.
Również w Go Ahead Eagles podchody Feyenoordu nadeszły niespodziewanie. Dyrektor generalny klubu, Jan Willem van Dop po raz pierwszy usłyszał o konkretnym zainteresowaniu dopiero w ubiegłą niedzielę i początkowo reagował z dużą rezerwą.
– W niedzielę zadzwonił do mnie jego agent i powiedział, że pojawiło się zainteresowanie. Zapytałem: zagranica, Włochy, Hiszpania? Myślałem o drugiej lidze. Usłyszałem: nie, z Holandii. Moja pierwsza reakcja była jasna: to się nie wydarzy, nie będziemy wzmacniać rywala. Wtedy dosłownie powiedziano mi: to nie jest rywal, to Feyenoord. Gdy klub z topowej trójki zgłasza się po zawodnika, trzeba spojrzeć na sprawę inaczej – wyjaśnia Van Dop.
O szczegółach kwoty transferu dyrektor nie chciał rozmawiać z ESPN, ale nakreślił jej skalę. – W mediach przewijały się kwoty rzędu trzystu tysięcy euro, ale mogę powiedzieć jedno: to suma z sześcioma zerami. Oczywiście mówimy o kapitanie i liderze zespołu, ale trzeba zachować realizm. Gdy pojawia się taka szansa, zawodnik może zrobić bardzo duży krok naprzód. Dla nas znaczył naprawdę wiele – podkreśla.
Van Dop nie spodziewa się kolejnych odejść z klubu, choć wewnątrz Feyenoordu – jak przyznaje – pojawia się także nazwisko Jariego de Bussera. – W sprawie zainteresowania naszymi zawodnikami nie odbieram już telefonu – dodaje z uśmiechem.
Komentarze (0)