W mroźnym Heerenveen Feyenoord po raz kolejny wypuścił trzy punkty z rąk. Drużyna Robina van Persiego straciła gola na 2:2 w końcówce spotkania, przedłużając niekorzystną serię z 2025 roku. W podcaście AD Voetbal klubowy obserwator Mikos Gouka analizował nie tylko sam mecz, ale też szerszy kontekst sytuacji w Rotterdamie.
Jeszcze przed pierwszym gwizdkiem długo nie było jasne, czy mecz w ogóle dojdzie do skutku. Gouka zwrócił uwagę, że ewentualne przełożenie spotkania mogło paradoksalnie pomóc Feyenoordowi. – Van Persie mógł sobie pomyśleć: jeśli mecz zostanie odwołany, to później będę miał do dyspozycji Luciano Valente i Anisa Hadj-Moussę. To dla Feyenoordu robi sporą różnicę.
Ostatecznie jednak mecz się odbył, a goście, mimo przeciętnej gry, byli bardzo blisko zwycięstwa. – Po końcowym gwizdku Van Persie mówił rzeczy, które nie były nielogiczne. Jego ocena spotkania była trafna. Tylko że dziś nie chodzi już o to, by stwierdzić, że jest za mało jakości, lecz o to, by sprawić, żeby to zaczęło działać.
Zdaniem Gouki we Fryzji szkoleniowiec nie znalazł skutecznych rozwiązań. – Kersten wygrał wszystkie pojedynki z Uedą, przez co Feyenoord nie potrafił utrzymać się przy piłce. Borges również był poza grą. Sauer miał co prawda kilka udanych akcji, ale to trener odpowiada za to, by przy grze długą piłką ktoś był w stanie ją przyjąć i utrzymać. Jeśli tak się nie dzieje, trzeba znaleźć inny sposób na wyjście spod pressingu rywala – podkreślał.
Równocześnie Gouka zaznaczał, że narracja wokół drużyny mogła być zupełnie inna, gdyby Feyenoord dowiózł prowadzenie do końca. – Nie dopuścili do wielu okazji. Gdyby utrzymali przewagę, mielibyśmy wiwatujący sektor gości i zupełnie inne pytania po meczu. Tymczasem remis wpisuje się w szerszy, niepokojący obraz. To suma faktów: czternaście spotkań bez czystego konta, tylko trzy zwycięstwa w ostatnich trzynastu meczach. Wszystko dokłada się do serii, w której tkwią. W pewnym momencie nie ma już większego znaczenia, co trener mówi czy robi. Jeśli nie wygrywasz, to się nawarstwia – i w końcu dochodzi do granicy wytrzymałości.
W tej sytuacji coraz głośniej pada pytanie o rolę dyrektora generalnego. Wielu kibiców zastanawia się, kiedy Dennis te Kloese publicznie zabierze głos w sprawie sportowego kryzysu. – Przez pewien czas przebywał za granicą, ale już wrócił. Zakładam, że wkrótce się wypowie. Zwykle robi to po zamknięciu okna transferowego, by podsumować miniony miesiąc. Teraz jednak w grę wchodzi znacznie więcej niż tylko transfery. Feyenoord znalazł się w bardzo trudnym położeniu. Drugie miejsce w tabeli jeszcze uspokaja nastroje, ale przewaga stopniała – zauważa Gouka.
Dziennikarz nie kryje, że brak wyraźnego komunikatu z góry tylko pogłębia niepewność. – Dobrze byłoby, gdyby dyrektor w końcu stanął przed kamerą, i to nie w klubowych mediach, bo tam łatwo przebić się przez oficjalny przekaz. Mogę sobie wyobrazić, że myśli: jeśli teraz poprę trenera, a potem jeszcze dwa razy przegramy, będę musiał się z tego wycofywać. Owszem, będąc za granicą, był dostępny w sprawach bieżących, ale to coś innego niż przedstawienie własnej wizji sytuacji. Jesteśmy już po ponad połowie sezonu, Feyenoord ryzykuje utratę drugiego miejsca i regularnie traci punkty. Dyrektor mógłby powiedzieć: Van Persie to młody trener, przeprowadzimy go przez ten trudny okres i w niego wierzymy. Albo opowiedzieć inną historię. Na razie jednak praktycznie go nie słyszymy.
Komentarze (0)