Eric Botteghin osiągnął imponujący kamień milowy w swojej zawodowej karierze. Były obrońca Feyenoordu rozegrał w tym tygodniu 600. oficjalny mecz, dopisując kolejną znaczącą kartę do bogatej historii występów, która po latach spędzonych w Europie zaprowadziła go z powrotem do Brazylii.
Dla kibiców Feyenoordu Botteghin na zawsze pozostanie częścią wyjątkowego okresu w latach 2015–2021. Brazylijczyk, posiadający również włoski paszport, szybko stał się jednym z filarów defensywy w Rotterdamie. Do klubu trafił latem 2015 roku z FC Groningen za około 2,5 miliona euro. Początki na De Kuip nie należały do najłatwiejszych, dopiero po zimowej przerwie jego sytuacja diametralnie się zmieniła.
W Pucharze Holandii 2015/16 odegrał kluczową rolę, zdobywając zwycięską bramkę w dogrywce meczu z Rodą JC w Kerkrade. Ostatecznie Feyenoord sięgnął po trofeum, a rok później przyszedł największy sukces – mistrzostwo Holandii w sezonie 2016/17. W czerwono-białych barwach rozegrał łącznie 172 oficjalne spotkania, a jego dorobek trofeów w Rotterdamie prezentuje się okazale:
1× mistrzostwo Holandii
2× Puchar Holandii
2× Superpuchar Holandii
Warto dodać, że wcześniej zdobył Puchar Holandii również z FC Groningen, co oznacza, że łącznie ma na koncie trzy krajowe puchary wywalczone na holenderskich boiskach.
38-letni obecnie zawodnik urodził się w São Paulo i piłkarsko dojrzewał w akademii Grêmio. Po okresie wypożyczenia do Internacionalu został wypatrzony podczas młodzieżowego turnieju w Holandii, co w 2007 roku zaowocowało transferem do PEC Zwolle, występującego wówczas w Eerste Divisie. Na zapleczu Eredivisie rozegrał 160 ligowych meczów. Kolejne kroki w jego karierze prowadziły przez NAC Breda i FC Groningen, aż wreszcie trafił do czołówki ligi.
Po odejściu z Feyenoordu w 2021 roku zdecydował się na włoski rozdział kariery. Najpierw występował w Ascoli, a następnie w Modenie. Niedawno wrócił do rodzinnego São Paulo, podpisując kontrakt z Portuguesą, występującą na czwartym poziomie rozgrywkowym w Brazylii. Choć sportowo oznacza to krok w dół, dla doświadczonego defensora był to przede wszystkim świadomy wybór – po osiemnastu latach spędzonych w Europie postanowił być bliżej domu.
W 2021 roku, z powodu pandemii koronawirusa, nie mógł pożegnać się z Feyenoordem na wypełnionym stadionie. – Nie chciałem żegnać się z klubem, stadionem i kibicami w taki sposób. Jestem naprawdę dumny, że mogłem grać w tym klubie. Przeżyłem tu wiele pięknych lat. Ostatecznie to właśnie te najwspanialsze momenty pozostają w pamięci – mówił przy okazji swojego odejścia.
Mimo że licznik jego występów wskazuje już 600 spotkań, to właśnie czas spędzony w Rotterdamie uznaje za szczyt kariery. – Gdy przyjeżdżałem do Holandii, nigdy nie przypuszczałem, że pewnego dnia zostanę zaproszony na mecz legend. To piękne uczucie. Tym bardziej że Feyenoord zaprosił także całą moją rodzinę.
Wyświetl ten post na Instagramie
Komentarze (0)