Derby Rotterdamu w wykonaniu Feyenoordu trudno uznać za widowisko, które na długo pozostanie w pamięci kibiców z powodów sportowych. Zespół zaprezentował się wyjątkowo nieporadnie, a wydarzenia na boisku tylko potęgowały frustrację fanów. Spotkanie przyniosło kolejne problemy kadrowe (kontuzje Hwanga i Nieuwkoopa, red.), ponieważ w trakcie meczu dwóch zawodników nabawiło się nowych urazów. W ofensywie jedynymi momentami, które mogły choć na chwilę rozbudzić nadzieję kibiców, były dwa przebłyski Ayase Uedy – i w zasadzie na tym kończy się lista pozytywów po stronie Feyenoordu.
Atmosfera wokół drużyny pozostaje napięta. Z trybun ponownie słychać było gwizdy, a protesty kibiców trudno uznać za nieuzasadnione. Choć Feyenoord ostatecznie dopisał do swojego dorobku trzy punkty, zwycięstwo zostało wywalczone z ogromnym trudem i w żaden sposób nie rozwiewa wątpliwości dotyczących formy zespołu. Styl gry wciąż pozostawia wiele do życzenia, a na boisku trudno dostrzec wyraźne sygnały, że sytuacja zaczyna zmierzać w lepszym kierunku.
W pierwszej odsłonie meczu Feyenoord prezentował wręcz kompromitujący poziom. Excelsior rozpoczął spotkanie na De Kuip znacznie lepiej, jednak początkowo nie potrafił wykorzystać stwarzanych okazji. Trener Robin van Persie miał ogromne trudności z opanowaniem taktycznych roszad rywali. Szczególnie we znaki defensywie dawali się lewy obrońca Arthur Zagré oraz prawoskrzydłowy Sanches Fernandes. Ekipa z Kralingen kreowała liczne sytuacje, które nie kończyły się golem tylko ze względu na brak precyzji w finalizacji akcji.
W fazie, gdy goście nieco stracili rezon, bramkarz Stijn van Gassel uruchomił szybkim wykopem Arthura Zagré. Targhalline i Valente nie popisali się w defensywie, co pozwoliło Zagré efektownie ograć rywali i skierować piłkę do siatki. Excelsior objął w pełni zasłużone prowadzenie 1:0.
Feyenoord mógł szybko wyrównać po groźnym strzale głową Ayase Uedy, jednak Van Gassel stanął na wysokości zadania. Bramkarz gości poradził sobie również z dwiema próbami In-beoma Hwanga. Koreańczyk jeszcze w pierwszej połowie musiał opuścić boisko z powodu urazu – to kolejna kontuzja w zespole z południa Rotterdamu. Zastąpił go Bart Nieuwkoop.
Po wyjściu z szatni Feyenoord zaprezentował się z lepszej strony. Choć gra wciąż nie zachwycała, w poczynania zespołu wkradło się więcej energii. Szybko zaowocowało to trafieniem na 1:1, które jednak nie zostało uznane – Ayase Ueda znajdował się na minimalnym spalonym po znakomitym prostopadłym podaniu od Oussamy Targhalline. W 58. minucie Stadionowi dopięli swego. Po dośrodkowaniu Jordana Bosa, przy którym błąd popełniła defensywa z Kralingen, Ueda zdołał pokonać Van Gassela.
Zaledwie dwie minuty później było już 2:1. Jedna z niewielu płynnych akcji wyprowadzonych z własnej połowy zakończyła się świetnym prostopadłym podaniem Raheema Sterlinga do Uedy. Japoński napastnik ze spokojem wykorzystał sytuację sam na sam z bramkarzem.
W 70. minucie doszło do nieprawdopodobnej sytuacji – wprowadzony wcześniej Bart Nieuwkoop musiał opuścić murawę z powodu kontuzji. Choć dokładny uraz prawego obrońcy nie jest znany, piłkarz opuszczał boisko w łzach. Sytuacja kadrowa w klubowej izbie chorych staje się coraz trudniejsza.
W końcówce spotkania poziom gry Feyenoordu ponownie spadł, jednak zespół Van Persiego nie dopuszczał rywali do groźnych sytuacji. Szansę na podwyższenie wyniku i rozstrzygnięcie meczu miał jeszcze Anis Hadj Moussa. Algierczyk zbyt długo zwlekał jednak z oddaniem strzału, chcąc przełożyć piłkę na lewą nogę, co pozwoliło Van Gasselowi na skuteczną interwencję.
Feyenoord po raz kolejny wygrał w bólach, lecz w kontekście walki o drugie miejsce w tabeli styl schodzi na dalszy plan. Już w przyszłym tygodniu na De Kuip odbędzie się De Klassieker. Będzie to kluczowe starcie w kontekście gry w Lidze Mistrzów. Nie ulega wątpliwości, że po wczorajszym zwycięstwie 4:0 nad Spartą, zawodnicy z Amsterdamu przystąpią do tego meczu w Holandii w znacznie lepszych nastrojach.
Statystyki meczowe dostarczony przez Superscore
Komentarze (0)