Feyenoord dopisał do swojego dorobku trzy punkty, ale styl zwycięstwa z Telstar pozostawił sporo do życzenia. Rotterdamczycy wygrali 2:1 po meczu, w którym długo nie było widać różnicy pozycji w tabeli, a momentami to goście sprawiali lepsze wrażenie - jako pierwsi objęli prowadzenie i stworzyli sobie jeszcze kilka innych okazji. Gospodarzy uratował duet Jordan Bos – Aniss Hadj Moussa, bo obrońca dwukrotnie obsłużył skrzydłowego przy golach, maskując bardzo przeciętną grę swojej drużyny.
Gospodarze rozpoczęli mecz z impetem. Już w pierwszych minutach Jordan Bos oraz Ayase Ueda stworzyli sobie dogodne okazje bramkowe, sygnalizując ofensywne nastawienie. Mimo wyraźnej przewagi Feyenoordu to jednak goście niespodziewanie objęli prowadzenie. Jochem Ritmeester van de Kamp otrzymał zbyt dużo przestrzeni przed polem karnym i precyzyjnym strzałem z dystansu pokonał bramkarza, otwierając wynik na 0:1.
Radość Telstar nie trwała długo. Feyenoord zareagował natychmiast, podkręcając tempo i konsekwentnie spychając rywali do defensywy. W 30. minucie napór przyniósł efekt. Anis Hadj Moussa uderzył z prawej strony, a interwencja bramkarza Koemana juniora pozostawiła wiele do życzenia. Piłka wpadła do siatki, a na tablicy wyników pojawiło się 1:1.
Po wyrównaniu inicjatywa całkowicie przeszła w ręce gospodarzy. Tuż przed przerwą Feyenoord dopiął swego. Po dynamicznej, składnej akcji całej drużyny Jordan Bos dograł w pole karne, a Hadj Moussa zachował zimną krew i wykończył sytuację, wyprowadzając zespół na prowadzenie 2:1.
Po zmianie stron Stadionowi kontrolowali przebieg meczu. Jakub Moder minimalnie chybił z dystansu, a Ueda stanął przed szansą przełamania strzeleckiej niemocy. Japoński napastnikowi zabrakło jednak zdecydowania przy wykończeniu. Telstar rzadko dochodził do klarownych sytuacji, choć jednobramkowa przewaga sprawiała, że wynik wciąż pozostawał sprawą otwartą. Defensywa Feyenoordu funkcjonowała jednak stabilnie i nie pozwoliła rywalom na poważniejsze zagrożenie.
Najbardziej wyczekiwany moment wieczoru nadszedł po godzinie gry. Przy linii bocznej do wejścia szykował się Raheem Sterling. Gdy tylko pojawił się na murawie, stadion dosłownie eksplodował. Każde jego zagranie było nagradzane gromkimi owacjami.
Już pierwsza akcja Anglika w polu karnym wywołała poruszenie na trybunach. Choć jego wejście nie przyniosło bezpośredniego rozstrzygnięcia, wyraźnie dodało energii zarówno zespołowi, jak i publiczności. Feyenoord po przerwie nie znalazł się już w poważnych tarapatach (poza jedną okazją gości już w doliczonym czasie gry, red.) i utrzymał prowadzenie do ostatniego gwizdka, dopisując do swojego dorobku cenne trzy punkty. Trzeba jednak zaznaczyć, że przede wszystkim druga połowa była słaba. Naprawdę słaba...
Ponieważ Feyenoord wygrał, a Ajax i NEC nie, różnica między drugim a trzecim/czwartym miejscem się powiększyła. Rotterdamczycy mają teraz pięć punktów więcej niż goniący. W następny weekend Feyenoord zagra na wyjeździe z FC Twente.
Statystyki meczowe dostarczony przez Superscore
Komentarze (0)