Feyenoord poniósł w niedzielne popołudnie kolejną stratę punktową. Spotkanie przeciwko N.E.C. zakończyło się porażką 2–4. Na De Kuip drużyna z Nijmegen okazała się wyraźnie silniejsza od zespołu Robina van Persiego, który mimo ogromnej liczby sytuacji w pierwszej połowie nie potrafił przełożyć dominacji na bramki. W efekcie stało się jasne, że zespół znajduje się w wyraźnym, a momentami wręcz alarmującym, spadku formy.
Już od pierwszych minut Feyenoord tworzył akcję za akcją, lecz mimo wielokrotnych prób piłka nie chciała wpaść do siatki. Anis Hadj Moussa oraz Sem Steijn kilkukrotnie stawali przed szansą na otwarcie wyniku, jednak upragniona bramka na 1–0 nie padła. Tymczasem N.E.C. również dochodziło do głosu, a jedna z ich akcji okazała się zgubna dla gospodarzy. W 37. minucie były zawodnik Feyenoordu – Bryan Linssen – wykorzystał nieporadne wyprowadzenie piłki przez defensywę i precyzyjnym strzałem wyprowadził gości na zaskakujące prowadzenie 0–1.
Mimo straty gola drużyna Van Persiego nie przestała naciskać i tuż przed przerwą szukała wyrównania. Po tym jak N.E.C. było o krok od zdobycia drugiej bramki po groźnym rzucie rożnym, Feyenoord wreszcie dopiął swego. W końcowych minutach pierwszej części gry, po idealnej wrzutce kapitana Sema Steijna, Leo Sauer wyskoczył najwyżej i potężnym uderzeniem głową doprowadził do remisu 1–1. Zespoły schodziły na przerwę przy wyniku, który nie odzwierciedlał przewagi gospodarzy, lecz oddawał nieskuteczność, która ich tego dnia prześladowała.
Po zmianie stron Feyenoord ruszył z nową energią i szybko przyniosło to efekt. W 56. minucie Bart Nieuwkoop – po perfekcyjnie odmierzonym podaniu Hadj Mousy – precyzyjnym strzałem dał gospodarzom zasłużone prowadzenie 2–1. Jednak N.E.C. nie zamierzał rezygnować. Najpierw w 61. minucie Bryan Linssen ponownie trafił do siatki, lecz gol nie został uznany – VAR słusznie dopatrzył się spalonego. Zaledwie kilka minut później wyrównanie i tak stało się faktem. W 68. minucie Basar Önal wyskoczył niepilnowany w polu karnym i pewnym strzałem głową doprowadził do stanu 2–2.
Po utracie bramki gospodarze wyraźnie stracili rytm, a ich gra zaczęła tracić płynność i jakikolwiek element zaskoczenia. Goście wyczuli moment słabości i w 84. minucie objęli prowadzenie 2–3 po kolejnym celnym uderzeniu głową – tym razem autorstwa Kento Shiogai. Wydawało się, że kolejne straty punktów są nieuniknione, a wejście na boisko Caspra Tengstedta w 88. minucie nie odmieniło już przebiegu meczu. W doliczonym czasie gry spadł jeszcze cios ostateczny – Shiogai, znajdując się tuż za linią środkową, zdecydował się na odważny strzał. Piłka przeleciała nad wysuniętym daleko Welllenreutherem i wpadła do bramki, ustalając wynik na 2–4.
Komentarze (0)