Derby Rotterdamu miały być momentem przełamania, a stały się symbolem sportowej zapaści. Porażka Feyenoordu 3:4 ze Spartą Rotterdam to nie tylko bolesny policzek w prestiżowym meczu, ale też kolejny dowód na to, że klub zmierza w niebezpiecznym kierunku. Brak kontroli nad wydarzeniami na boisku, chaos w grze i całkowita bezradność w kluczowych momentach sprawiły, że kibice na De Kuip po raz kolejny zostali zmuszeni do przełknięcia gorzkiej pigułki.
W tej sytuacji pytania o odpowiedzialność sztabu szkoleniowego przestają być przesadą - atmosfera wokół drużyny gęstnieje, a dalsze trwanie przy obecnym trenerze może tylko pogłębić kryzys, który zaczyna przybierać wręcz katastrofalne rozmiary. Warto wspomnieć, że to pierwsza wygrana Sparty na De Kuip od...26 lat!
Gospodarze od pierwszych minut próbowali narzucić swój rytm gry. Okazje stworzyli sobie m.in. Casper Tengstedt, Anis Hadj Moussa oraz Luciano Valente, jednak brakowało skuteczności. Niewykorzystane szanse szybko zaczęły się mścić. Z czasem inicjatywę przejęła Sparta, a w 36. minucie blisko otwarcia wyniku był Joshua Kitolano, którego strzał minął jednak bramkę. Cztery minuty później pomocnik gości już się nie pomylił – po skutecznym wyjściu sam na sam dał Sparcie prowadzenie.
Po przerwie sytuacja Feyenoordu jeszcze się pogorszyła. Drugi gol dla Sparty padł po kosztownym błędzie Tsuyoshiego Watanabe, który jako ostatni zawodnik stracił piłkę. Mitchell van Bergen bezlitośnie wykorzystał prezent i podwyższył wynik, wprawiając trybuny w stan wyraźnego niezadowolenia.
Druga bramka dla rywali przelała czarę goryczy wśród kibiców Feyenoordu. Z sektorów zajmowanych przez Het Legioen popłynęły ostre hasła, wyrażające rozczarowanie postawą drużyny i pracą szkoleniowca. Dodatkowe niezadowolenie wywołała decyzja o wprowadzeniu na boisko Shaqueela van Persiego, syna trenera, co spotkało się z gwizdami.
Chwilę później Feyenoord zdołał jednak złapać kontakt z rywalem. In-Beom Hwang popisał się kapitalnym uderzeniem z dystansu. Gol ten ożywił gospodarzy, ale jednocześnie odsłonił ich defensywę. Otwarte przestrzenie wykorzystała Sparta, która po szybkiej kontrze, zainicjowanej przez Shunsuke Mito, ponownie odskoczyła na dwie bramki.
Wydawało się, że losy derbów są już rozstrzygnięte, lecz końcówka przyniosła sceny niemal niewiarygodne. Shaqueel van Persie w ciągu jednej minuty dwukrotnie zachwycił publiczność. Najpierw w 88. minucie zdobył gola efektownym strzałem piętą, a chwilę później doprowadził do wyrównania spektakularną przewrotką.
Euforia nie trwała jednak długo. Gdy wydawało się, że Feyenoord uratuje remis, Sparta przeprowadziła ostatnią akcję meczu. Joshua Kitolano po raz drugi wpisał się na listę strzelców, zapewniając gościom zwycięstwo 4:3 i kompletnie uciszając stadion.
Porażka oznacza, że Feyenoord nie wygrał już szóstego spotkania z rzędu, a w ostatnich dwunastu meczach triumfował zaledwie dwukrotnie. Presja na Robina van Persiego, obecna od wielu tygodni, po tej dramatycznej przegranej osiągnęła poziom, który sprawia, że jego dalsza przyszłość na ławce trenerskiej stoi pod ogromnym znakiem zapytania.
Komentarze (0)