W najnowszym odcinku Dick Voormekaar Podcast nie brakowało ostrych słów pod adresem sytuacji sportowej i organizacyjnej w Feyenoordzie. Valentijn Driessen, Martijn Krabbendam i Michel van Egmond szczegółowo omówili brak zdecydowanych działań ze strony władz klubu, fiasko rozmów z Keesem van Wonderenem oraz rolę, jaką w strukturze decyzyjnej odgrywa obecnie Robin van Persie. Według Krabbendama zdziwienie pojawiło się już podczas konferencji prasowej Van Persiego.
– W piątek na konferencji Van Persie powiedział, że będzie włączony w proces wyboru dyrektora technicznego. Już wtedy pomyślałem: to bardzo dziwne. Przecież to trochę kuriozalne, że Van Persie ma współdecydować o tym, kto zostanie jego przełożonym – zauważył dziennikarz. Jak relacjonuje Krabbendam, w pewnym momencie wydawało się, że sprawa zatrudnienia Keesa van Wonderena jest już praktycznie przesądzona. – W zeszły poniedziałek wszystko wyglądało na dopięte. W Feyenoordzie wszyscy mieli już usłyszeć, że zaraz pojawi się komunikat prasowy. Jednak nagle zaczęło się to przeciągać. Okazało się, że Van Wonderen odbył jeszcze jedno spotkanie. W kwestii wizji współpracy strony były jednak całkowicie rozbieżne.
Dziennikarz wyjaśnił, że Van Persie preferowałby model dyrektora technicznego działającego raczej z dystansu, podobny do tego, jaki funkcjonował w czasach Arne Slota, gdy Dennis te Kloese pełnił rolę bardziej nadzorczą. – Tyle że teraz sytuacja jest inna. Kees miałby po raz pierwszy objąć taką funkcję i chciał najpierw przyjrzeć się codziennej pracy: jak wygląda proces treningowy, jak funkcjonuje sztab, jaka jest relacja z trenerem. Jeśli nie ma na to przestrzeni, Van Wonderen powiedział jasno: w takiej sytuacji nie mogę wykonywać swojej pracy. Feyenoord odpowiedział: nie teraz, ale może za kilka miesięcy. To oczywiście nie ma sensu. Klub potrzebuje dyrektora technicznego już teraz.
Driessen zgodził się z tą oceną i nie krył irytacji. – Feyenoord przedstawia wszystko tak, jakby było to zupełnie normalne, ale to wcale nie jest normalne. To, co opisuje Krabbendam, jest po prostu absurdalne, a mimo to wszyscy mówią, że to element polityki klubu.
Van Egmond spojrzał na sprawę szerzej, wskazując na chaos panujący w strukturach klubu. – Na De Kuip mamy trochę trumpowskie czasy – wszystko jest wywracane do góry nogami. Najpierw na boisku, a teraz także poza nim. Jeśli dobrze rozumiem, Toon van Bodegom próbuje zmienić statut, bo chciałby przedłużyć swoją kadencję. Na jakiej podstawie Feyenoord miałby z nim iść dalej? Do tego dochodzi sytuacja z Keesem van Wonderenem, gdzie kompletnie pomieszano kolejność działań. To zaczyna wyglądać naprawdę chaotycznie.
Krabbendam mówi wręcz o paraliżu decyzyjnym w klubie. – To chaos, bo nikt nie podejmuje zdecydowanych kroków. Pozwala się, by wszystko toczyło się własnym biegiem, w nadziei, że Feyenoord zajmie drugie miejsce i może wtedy nadejdą lepsze czasy.
Dziennikarz przypomniał, że jeszcze w poprzednim sezonie klub zareagował zdecydowanie w sprawie Briana Priske. – Wtedy też gra nie wyglądała dobrze. Pamiętam choćby wyjazdowy mecz z Willem II – wyglądało to fatalnie. Ale i tak było sto razy lepiej niż to, co oglądamy teraz. W sztabie były wtedy konflikty, więc z perspektywy czasu rozumiem, dlaczego klub zareagował. Teraz nie sądzę, by cokolwiek się wydarzyło. Gdyby mieli działać, zrobiliby to już dawno. Jeśli przegrają z NAC, to nagle miałoby się coś zmienić? Dlaczego wtedy, a nie teraz?
Van Egmond przewiduje, że reakcja władz może nadejść dopiero wtedy, gdy będzie już za późno. – Być może zareagują dopiero wtedy, gdy stracą drugie miejsce, ale wtedy będzie już po wszystkim. W takich sytuacjach zawsze decyduje presja, a nie logika. W Feyenoordzie logika przestała odgrywać rolę.
Na koniec rozmowa zeszła na atmosferę w szatni. Driessen zwrócił uwagę na napięcia między zawodnikami. – W niedzielę mówiono, że dobrze, iż piłkarze są na siebie wściekli. Ale nie w taki sposób. Było w tym mnóstwo frustracji. Jeśli tracisz kontrolę nad szatnią i zawodnikami, to jako trener jesteś w bardzo trudnej sytuacji.
Krabbendam podkreślił przy tym brak wyraźnych liderów w obecnej kadrze. – Nie ma teraz piłkarzy, którzy otwarcie zabierają głos. Za czasów Gertjana Verbeeka byli tacy zawodnicy jak Kevin Hofland, Ron Vlaar, Theo Lucius czy Henk Timmer. Oni mieli dość i potrafili powiedzieć to wprost. Wystarczy spojrzeć na ostatnie miesiące: Feyenoord w Bradze, ciągłe żonglowanie skrzydłowymi, zawodnicy pozbawieni pewności siebie. Można by długo wyliczać. Niewiarygodne jest to, że wszystko to po prostu się dzieje, a mimo licznych sygnałów nikt zdecydowanie nie reaguje.
Komentarze (0)