Dávid Hancko bardzo szybko odnalazł się na poziomie Atlético Madryt i bez większych problemów zaadaptował się do realiów La Ligi. Z Hiszpanii z dystansem, ale i wyraźnymi emocjami, spogląda dziś na swoje odejście z Feyenoordu, burzliwe letnie okno transferowe oraz obecną sytuację sportową klubu z Rotterdamu. Choć na co dzień występuje już w innym kraju i w innej lidze, Feyenoord wciąż zajmuje w jego życiu szczególne miejsce.
Słowacki obrońca nie ukrywa, że trudny przebieg sezonu w Rotterdamie mocno go porusza. – To mnie boli. Ale jestem daleko i oczywiście nie wiem dokładnie, co tam się dzieje i co poszło nie tak – przyznał Hancko w rozmowie z „Algemeen Dagblad”. Przygotowań do nowego sezonu z Feyenoordem już nie odbył. Jego lato było pełne zwrotów akcji i dalekie od stabilności. – Gdy Feyenoord zaczynał przygotowania, wciąż byłem na urlopie. Później poleciałem do Austrii, żeby dołączyć do Al-Nassr. Wtedy zadzwonił Dennis te Kloese i powiedział, że muszę wracać do Rotterdamu, bo cała sprawa jednak upadła. Feyenoord miał grać z Fenerbahçe i w tym meczu powinienem wystąpić. Właśnie wtedy ponownie pojawiło się Atlético Madryt – relacjonuje.
Porozumienie między Feyenoordem a Hiszpanami zostało osiągnięte bardzo szybko. – Już dwa razy wcześniej liczyłem na transfer do tego klubu, ale za każdym razem się nie udawało. Teraz dopięli wszystko w ciągu 24 godzin. To była ogromna ulga. Nie dlatego, że nie chciałem już grać dla Feyenoordu – każdy w to uwierzy – ale dlatego, że zdążyłem już pożegnać się z kolegami z drużyny w Rotterdamie. Jestem bardzo wdzięczny Dennisowi te Kloese, że doszedł do porozumienia z Atlético, bo Al-Nassr to zupełnie inny świat, zarówno pod względem kwoty transferu, jak i pensji. Dziś jestem niezwykle szczęśliwy, że wszystko potoczyło się właśnie tak. Szczerze mówiąc, praktycznie nie wracam już myślami do tego, co działo się latem – podkreśla Hancko.
Obrońca doskonale pamięta również skalę samej transakcji. – W ostatnich latach tylko pięciu zawodników w wieku 28 lat lub starszych zostało sprzedanych za ponad trzydzieści milionów euro. Wśród nich byli Lewandowski i Lukaku – napastnicy, absolutni gracze światowego topu – zauważa, stawiając własny przypadek w odpowiednim kontekście. – Latem byłem gdzieś pośrodku. Nie byłem okazją cenową, a do tego miałem już 27 lat, co czasem utrudnia transfer. Z perspektywy czasu przyjście Atlético okazało się czymś wspaniałym. Mamy fantastyczną kadrę i znakomitego trenera – dodaje.
Mimo przeprowadzki do Hiszpanii Feyenoord wciąż jest głęboko zakorzeniony w codzienności Hancko. Piłkarz nadal gra w ochraniaczach na piszczele z herbem rotterdamskiego klubu. – To piękna pamiątka po trzech wspaniałych latach. Mam bardzo dobre wspomnienia związane z Feyenoordem. Na Boże Narodzenie zrobimy nowe zdjęcie, teraz gdy na świecie jest już mój drugi syn, ale emblemat Feyenoordu na ochraniaczach zostanie. Ludzie byli wobec mnie niezwykle życzliwi i naprawdę dali mi poczucie, że jestem dla nich ważny – podsumowuje Hancko.
Komentarze (0)