Jan Boskamp, ikona Feyenoordu i postać nierozerwalnie kojarzona z De Kuip, nie kryje rozczarowania obecną dyspozycją swojego ukochanego klubu. 77-letni były pomocnik, który w czerwono-białych barwach święcił triumfy w latach 70. (zdobywając m.in. Puchar UEFA), mimo niedawnych problemów zdrowotnych wciąż z uwagą śledzi każdy krok rotterdamskiej ekipy. Choć tabela Eredivisie wskazuje na drugą lokatę, Boskamp w swojej diagnozie jest bezlitosny – według niego obecny styl gry pozostawia wiele do życzenia.
Dla Boskampa, który nigdy nie gryzł się w język, oglądanie obecnych poczynań Feyenoordu stało się wręcz uciążliwe. Legendarny zawodnik przyznaje, że poziom prezentowany przez zespół nie sprzyja jego rekonwalescencji.
– Kiedy jesteś kibicem i zmagasz się z chorobą, takie występy wcale nie pomagają ci stanąć na nogi. To, że wciąż zajmujemy drugie miejsce w lidze, jest naszym jedynym szczęściem. Obejrzałem niemal wszystko, poza starciem z Ajaksem – w pewnym momencie po prostu wyłączyłem telewizor. Przegrywaliśmy 0:2 i pomyślałem: „tak dalej być nie może”. Tydzień później, w meczu przeciwko Twente, zostaliśmy całkowicie zdominowani – relacjonuje z goryczą.
Frustracja narastała w nim również podczas wyjazdowego spotkania z PSV Eindhoven. Boskamp przyznał, że w pewnej chwili wolał śledzić sukcesy kolarza Mathieu van der Poela niż męczarnie piłkarzy z Rotterdamu. – Nie potrafimy utrzymać się przy piłce, podczas gdy jeden z największych sportowców świata po prostu miażdży swoją konkurencję. Kocham zwycięstwa. Oglądałem Igrzyska Olimpijskie i widząc triumfujących sportowców, czułem czystą radość. Jeśli jednak cenisz wygrywanie, śledzenie dzisiejszego Feyenoordu nie wpływa dobrze na zdrowie – dodaje.
Emerytowany piłkarz upatruje przyczyn kryzysu w zbyt szerokim składzie oraz braku stabilizacji formacji. – Czytałem niedawno, że mamy w kadrze 43 zawodników z kontraktami. Jak to w ogóle możliwe? Praca w takich warunkach jest niewykonalna. W pewnym momencie musisz wyłonić trzon zespołu. Chodzi o zbudowanie ekipy, w której gracze rozumieją się bez słów, a ja tego u nas kompletnie nie czuję. Zazwyczaj zmienia się tych samych ludzi – punktuje Boskamp.
Ekspert stanowczo odcina się również od tłumaczeń dotyczących rzekomego braku przygotowania fizycznego czy zmęczenia materiału: – To bzdury. Mój ojciec musiał wychodzić z domu o czwartej rano i wracał dopiero o osiemnastej. Dajcie spokój z takim gadaniem – ucina krótko. Największe obawy Boskampa budzi jednak czysto piłkarska jakość, a raczej jej deficyt w porównaniu do teoretycznie słabszych rywali.
– Widać mniejsze zespoły, które operują piłką i pozycjonują się na boisku lepiej niż my. Jak to możliwe? Nie mam pojęcia. W meczu z Telstar mieliśmy sporo szczęścia, że udało nam się wyjść z opresji. Z Go Ahead Eagles przez "dwa dni" graliśmy w przewadze jedenastu na dziesięciu. Rozumiem, że w klubie patrzy się głównie na drugie miejsce w tabeli, ale ja należę do tej grupy ludzi, którzy uważają, że gra po prostu się nie klei – podsumowuje legenda.
Komentarze (0)