Fotograf sportowy Stanley Gontha podzielił się na LinkedIn krótką, ale wyjątkowo ciepłą anegdotą związaną z Jerzym Dudkiem - historią, która po latach mówi o futbolu często więcej niż same trofea.
Akcja przenosi nas do 1999 roku. Dudek jest świeżo po mistrzostwie Holandii zdobytym z Feyenoordem, a jego dalsza, wielka kariera dopiero zaczyna się pisać. Wtedy nikt - ani sam bramkarz, ani stojący przy linii bocznej fotograf - nie mógł jeszcze wiedzieć, że kilka lat później Polak sięgnie po Ligę Mistrzów z Liverpoolem, zapisując się na stałe w historii europejskiego futbolu.
Gonthę w tamtym momencie zajmowało jednak coś zupełnie innego. Jego uwagę przyciągnęła tajemnicza torba, jaką bramkarze w tamtych czasach często odkładali w rogu bramki. Nikt nie wiedział, co się w niej znajduje. Zapasowe rękawice? Jakiś magiczny spray? A może sekretny bramkarski rytuał? Fotograf postanowił zapytać.
Ku jego zaskoczeniu z torby Polaka wyłoniły się… pianka do golenia i maszynka. Widok absurdalny, a jednocześnie całkowicie logiczny - przecież nigdy nie wiadomo, kiedy przyjdzie potrzeba ogolić się podczas meczu rozgrywanego w śniegu, pisze z humorem Gontha. Widząc niepowtarzalną okazję, Gontha ostrożnie spróbował pociągnąć temat dalej. – Jerzy… właściwie to trochę się waham, ale czy ty może…? Odpowiedź bramkarza była natychmiastowa i nie pozostawiała wątpliwości: – Czy ty naprawdę chcesz, żebym golił się w śniegu? I tak powstało słynne zdjęcie, które umieściliśmy poniżej.
Minęło ćwierć wieku. Dopiero w zeszłym roku obaj spotkali się ponownie po raz pierwszy od 25 lat. Dudek - mówiący perfekcyjnym niderlandzkim - nie zapytał na powitanie, co słychać u fotografa. Zamiast tego od razu padło inne pytanie: – Masz jeszcze to zdjęcie w śniegu?
Jak podsumowuje Gontha, niektóre fotografie zostają z nami na dłużej niż medale i puchary. I właśnie one najczęściej przypominają, że piłka nożna to nie tylko historia sukcesów, ale także drobnych, ludzkich momentów, które z czasem nabierają wyjątkowej wartości.
Komentarze (0)