Od końca października ubiegłego roku Feyenoord niemal całkowicie zatracił umiejętność wygrywania meczów. Przez moment sytuacja w Rotterdamie wydawała się nieco spokojniejsza, jednak kolejne porażki – najpierw z Realem Betis, a przede wszystkim z PSV – ponownie roznieciły kryzys w tym tygodniu. Szeroko o problemach Feyenoordu dyskutowano także w najnowszym odcinku NOS Voetbalpodcast.
Jeroen Grueter był świadkiem tego, co określił mianem „niewyobrażalnie bolesnej porażki” Feyenoordu w Eindhoven. – Sposób, w jaki Feyenoord nie tylko przegrał, ale wręcz został upokorzony, wymyka się wszelkim słowom. W trakcie spotkania miałem wrażenie, że wynik może rozrosnąć się do jeszcze większych rozmiarów. Feyenoord kompletnie nie potrafił złapać kontaktu z grą, był przesuwany z jednej strony boiska na drugą i zupełnie nie istniał w pojedynkach. PSV było lepsze na każdym możliwym polu, a wręcz absolutnie dominowało. Feyenoord może mówić o szczęściu, że w Eindhoven został oszczędzony.
Naturalnie nasuwa się pytanie, jak to możliwe, że Feyenoord tak bezradnie zaprezentował się w meczu tej rangi. – Miałem poczucie, że nie wszyscy byli gotowi zrobić ten dodatkowy krok – stwierdził Jan Roelfs. – Van Persie mówił po meczu o rozczarowaniu przegranymi pojedynkami i intensywnością, ale to w dużej mierze kwestia mentalna. Brakowało mi przekonania, że od pierwszej minuty wyjdą na boisko z nożem w zębach. Tak naprawdę w Feyenoordzie nie było wiary. Przeczucie wysokiej porażki było widoczne w zachowaniu drużyny: strach, brak pewności siebie.
Grueter jako pierwszy zwrócił uwagę na rolę Robina van Persiego. – Próbował przy linii bocznej prowadzić zespół, przywrócić go do gry w piłkę, ale reakcja była zerowa. Po spotkaniu sam przyznał, że jest rozczarowany nastawieniem zawodników. Jeśli już na tym poziomie coś nie funkcjonuje, oznacza to, że nie jesteś w stanie dotrzeć do drużyny – albo przynajmniej do jej części. A gdy do tego dochodzi, gdy tracisz kontrolę nad swoimi piłkarzami, to w zasadzie jest po wszystkim.
Jeroen Elshoff szukał przyczyn problemów nie tyle w nastawieniu zawodników, co w samym planie na mecz. – Gdy gra się nie układa, bardzo szybko zaczyna się mówić o mentalności. Ale przecież nikt nie uwierzy, że piłkarz wychodzi na boisko z nastawieniem innym niż właściwe. Zwłaszcza przeciwko PSV każdy zawodnik Feyenoordu daje z siebie sto procent. Trzeba więc spojrzeć na to, jak Feyenoord chciał grać. Zamierzali agresywnie podchodzić, wysoko kryć. Tylko dlaczego chwiejny Feyenoord, z niskim poziomem pewności siebie, miałby być w stanie iść na pełną wymianę ciosów z rozpędzonym PSV? Zwłaszcza z piłkarzem takim jak St. Juste, który praktycznie nie grał.
– To jest właśnie romantyczny Van Persie – odpowiedział Roelfs. – Wciąż ma romantyczną wizję tego, jak jego zespół powinien grać, podczas gdy kompletnie nie przystaje ona do dzisiejszej rzeczywistości. Być może piłkarze to czują i myślą: tego po prostu nie jesteśmy w stanie unieść. Na boisku powstaje wtedy efekt kuli śnieżnej. PSV zaczyna znakomicie, a Feyenoord rozsypuje się jak domek z kart – taktycznie i mentalnie.
Zgodnie reporterzy przyznają, że nad funkcjonowaniem Van Persiego jako trenera pojawiają się coraz poważniejsze znaki zapytania. Grueter nie spodziewa się jednak szybkiej reakcji ze strony klubu. – Mogli to zrobić znacznie wcześniej. Skoro tego nie zrobiono, nie wiem, czy był to jego ostatni kredyt zaufania – ocenił. Jednocześnie nie widzi wielu argumentów, by dalej dawać szkoleniowcowi czas. – Pozostaje właściwie tylko nadzieja, że w pewnym momencie wszystko się odwróci. I że inny kształt sztabu oraz lepsi piłkarze w przyszłym sezonie przyniosą konkretne efekty.
– To, co Van Persie zrobił z Feyenoordem na początku, wyglądało obiecująco – kontynuował Grueter. – Zespół momentami grał bardzo dobrą piłkę. Na tej podstawie można było uznać, że także w dłuższej perspektywie coś z tego wyniknie. Tyle że dziś nie widzimy już absolutnie nic. Nie ma żadnej linii, żadnego rozwoju w grze. Zawodnicy nieustannie zmagają się z kontuzjami. Nie jestem dyrektorem, ale ja straciłbym już wiarę.
Elshoff podchodził do sprawy nieco bardziej wyważenie, zaznaczając, że zwolnienie Van Persiego również nie daje gwarancji poprawy. – Dennis te Kloese zaryzykował, stawiając na niedoświadczonego trenera. Teraz musi zaryzykować ponownie. Czy go zwalniasz i liczysz, że z kimś innym będzie lepiej? Kontuzje przecież same nie znikną. Czy zostawiasz go i masz nadzieję, że wszystko się jeszcze ułoży? To prawdziwa decyzja rodem z kasyna.
Ostatnim scenariuszem byłaby rezygnacja samego Van Persiego. – Ciągle podkreśla, jak wielkim jest Feyenoorderem i że klub stawia na pierwszym miejscu. Mógłby więc powiedzieć: odchodzę sam. Byłby to sposób na pokazanie własnej wrażliwości i „serca do Feyenoordu”, a jednocześnie zachowanie twarzy. Jeśli naprawdę chce dobra klubu, mogłaby to być droga wyjścia z tej sytuacji.
Trener dał jednak w niedzielę jasno do zrozumienia, że nie zamierza podjąć takiej decyzji.
Komentarze (0)