Niemoc Feyenoordu trwa. Drużyna z Rotterdamu po raz kolejny zaprezentowała się bardzo słabo, nie potrafiąc wywieźć kompletu punktów z terenu piętnastej ekipy Eredivisie. FC Volendam utrzymało bezbramkowy remis, zatrzymując wicelidera na własnym stadionie.
Pierwsza połowa była widowiskiem, o którym kibice będą chcieli jak najszybciej zapomnieć. Choć w pierwszym kwadransie to Klub Ludu sprawiał wrażenie groźniejszego, zawodnicy nie potrafili sfinalizować wypracowanych okazji. Z czasem gospodarze poczuli się pewniej, a w grę przyjezdnych wkradało się coraz więcej chaosu i niedokładności. Stadionowi mogą mówić o sporym szczęściu, że FC Volendam nie wykorzystało lepiej nadarzających się kontrataków.
Tuż przed przerwą Feyenoord stanął przed jedyną konkretną szansą w tej części meczu. Ayase Ueda dobrze przygotował piłkę Raheemowi Sterlingowi, jednak jego uderzenie minęło słupek po zewnętrznej stronie. Obie drużyny schodziły do szatni przy wyniku 0:0, a największym przegranym widowiska była zgromadzona publiczność.
Po zmianie stron goście wyszli na murawę z nieco większą energią, co błyskawicznie przełożyło się na najlepszą sytuację w całym spotkaniu. Po zderzeniu dwóch defensorów Volendam, Ayase Ueda stanął przed szansą na otwarcie wyniku. Japończyk minął pozostałych obrońców, ale jego strzał o centymetry minął światło bramki.
Chwilowe przebudzenie szybko jednak wygasło. Po stracie Jordana Bosa gospodarze wyprowadzili groźną kontrę, którą niecelnym uderzeniem kończył Ideho – na posterunku pozostał jednak Wellenreuther. W 59. minucie Jakub Moder posłał prostopadłe podanie do Luciano Valente, stawiając go w sytuacji sam na sam z bramkarzem Van Oevelenem. Zazwyczaj sprawny technicznie Valente tym razem zawiódł przy przyjęciu piłki, a w dalszej fazie akcji nie zdecydował się na podanie do lepiej ustawionego Uedy.
Gospodarze, głównie za sprawą Descotte, regularnie nękali defensywę z Rotterdamu, podczas gdy Feyenoord pozostawał zupełnie bezproduktywny w bocznych sektorach boiska. Raheem Sterling oraz Gonçalo Borges po raz kolejny w tym sezonie zaprezentowali fatalny poziom, marnując każdą obiecującą akcję. Skuteczności w decydującej fazie brakowało również Valente.
W szeregach gości zawrzało, gdy Ayase Ueda padł w polu karnym po starciu przy dośrodkowaniu Borgesa. Sędzia Lindhout, a co bardziej zaskakujące – także wóz VAR, nie dopatrzyli się przewinienia. Powtórki pokazały jednak, że zawodnik Volendam z impetem nadepnął korkami na stopę napastnika.
Na kwadrans przed końcem Robin van Persie zdecydował się na roszady na skrzydłach. Na boisku pojawili się Aymen Sliti oraz 16-letni debiutant, Jivayno Zinhagel. Sliti niemal natychmiast mógł zostać bohaterem – po dośrodkowaniu Watanabe wystarczyło jedynie czysto uderzyć piłkę głową, jednak rezerwowy udowodnił, że gra w powietrzu nie jest jego mocną stroną.
Mimo że Feyenoord grał tego dnia bardzo źle, stworzyli wystarczająco dużo okazji, by przechylić szalę zwycięstwa na swoją korzyść. Zgodnie z piłkarską regułą, niewykorzystane sytuacje mogły się zemścić w końcówce. W 88. minucie Pauwels stanął przed doskonałą szansą na zapewnienie gospodarzom trzech punktów, jednak Wellenreuther popisał się skuteczną interwencją nogami. Podsumowaniem meczu była decyzja arbitra, który zakończył spotkanie dokładnie w momencie, gdy Feyenoord wywalczył rzut rożny.
Podział punktów oznacza, że PSV zostało oficjalnie mistrzem Holandii. Przewaga nad depczącym po piętach N.E.C. Nijmegen stopniała do zaledwie jednego punktu, co zapowiada ogromne emocje w bezpośrednim starciu obu drużyn już w przyszłym tygodniu.
Statystyki meczowe dostarczony przez Superscore
Komentarze (0)