Kilka dni po ogłoszeniu zakończenia kariery piłkarskiej Michiel Kramer pojawił się w RTV Rijnmond. Były zawodnik Feyenoordu wrócił wspomnieniami do triumfu w Pucharze Holandii.
– Jeśli strzelasz gola w finale, a potem go wygrywasz, to jest coś wyjątkowego. W mojej karierze nie grałem wielu finałów, więc to było szczególne. To jeden z najważniejszych momentów w klubie, w którym zawsze chciałem grać – zaczyna Kramer. – Mieliśmy wtedy oczywiście ten okres, kiedy przegraliśmy dziewięć meczów z rzędu. W Feyenoordzie presja jest wtedy naprawdę duża.
Ulga po zdobyciu pucharu była w tamtym sezonie być może jeszcze większa. – Traktowaliśmy puchar jako swoistą siatkę bezpieczeństwa, żeby nadać sezonowi trochę blasku. Całkowicie skupiliśmy się właśnie na tych rozgrywkach. To, że się udało, było efektem czystej determinacji. Pamiętam jeszcze mecz wyjazdowy z Rodą JC, kiedy Eric Botteghin zdobył zwycięskiego gola w dogrywce. Mistrzostwo było już wtedy poza naszym zasięgiem, więc pełna koncentracja była na pucharze.
– Przez ten bardzo słaby okres w tamtym sezonie czuło się, że presja przed finałem szybko rośnie – kontynuuje Kramer. – Myślę, że wszystkie piłkarskie frazesy dotyczące finałów są prawdziwe, bo to jedno spotkanie i wszystko kręci się wokół niego. Dzień wcześniej spaliśmy też w hotelu, gdzie mogliśmy „optymalnie się przygotować”. Puchar to po prostu trofeum najwyższej rangi.
Luigi Bruins, który również sięgnął z Feyenoordem po Puchar Holandii, uważa, że rotterdamczycy mogą wkrótce znów sięgnąć po sukces. – W Feyenoordzie zawsze jest głód zwycięstw. 2024 rok nie jest jeszcze tak odległy. Mistrzostwo jest trudniejsze do zdobycia, ale finał pucharu to zawsze realny cel, do którego można dążyć. Zwłaszcza jeśli wiesz, że co roku rozgrywany jest na De Kuip, możesz żyć tym jeszcze bardziej.
Komentarze (0)