Feyenoord nie jest dziś monolitem nie tylko na boisku. Także za kulisami klub niemal nigdy nie funkcjonuje według jednej, wspólnej linii myślenia. W sytuacji, gdy Robin van Persie odmawia podania się do dymisji, na nowo na powierzchnię wypływa skomplikowana struktura decyzyjna klubu, pełna sprzecznych opinii i partykularnych interesów — zauważa klubowy obserwator Mikos Gouka.
Gdy w niedzielne popołudnie Robin van Persie gestem dłoni kieruje Leo Sauera do zejścia z boiska w Eindhoven i wprowadza Aymena Slitiego, Robert Eenhoorn właśnie wsiada do swojego samochodu. Były dyrektor AZ Alkmaar, opuszczając stadion wcześniej, nie zobaczył już ani jednej próby strzeleckiej Feyenoordu. Nie tylko Eenhoorn - od lat sympatyk rotterdamskiego klubu - zdecydował się na przedwczesne wyjście z Philips Stadion. Podobnie postąpiło wielu tak zwanych „interesariuszy Feyenoordu”, wyraźnie zirytowanych obrazem gry zespołu.
A tych „interesariuszy”, czyli osób mających realny lub pośredni wpływ na funkcjonowanie klubu, Feyenoord ma wyjątkowo wielu. Przez trzy lata rządów Arne Slota niemal się o nich nie słyszało - jego stabilne przywództwo skutecznie wyciszało wewnętrzne napięcia.
Gdy jednak Feyenoord pod wodzą Briana Priske, następcy Slota, zaczął się wyraźnie chwiać, wszystkie te postacie, bezpośrednio lub pośrednio uczestniczące w procesach decyzyjnych, znów pojawiły się na pierwszym planie - dokładnie tak jak dawniej.
Michiel Gilsing, Sjaak Troost, Toon van Bodegom, Rob Tromp, Eelco Blok, Pim Blokland, Dick van Well, Allard Castelein, Alexander van der Lely, Vrienden van Feyenoord, Stichting Continuïteit Feyenoord (STICO), rada nadzorcza - wszyscy oni wciąż są obecni w klubowej rzeczywistości. I dziś, bardziej niż kiedykolwiek, odgrywają kluczową rolę. Po porażce 0:3 z PSV Van Persie jasno zadeklarował bowiem, że sam nie zamierza odejść. Od tej chwili jego przyszłość zależy od decyzji innych.
W pierwszej kolejności od dyrektora generalnego i technicznego - Dennisa te Kloese. Wraz z dyrektorem finansowym Pieterem Smorenburgiem może on, jako członek zarządu, podjąć decyzję o zwolnieniu trenera. Feyenoord ma jeszcze trzeciego dyrektora - odpowiedzialnego za sprawy komercyjne Ruuda van der Knaapa - lecz jego funkcja ma charakter „tytularny”, podczas gdy pozostali dwaj są „statutowi”. W praktyce oznacza to, że Van der Knaap może brać udział w dyskusjach, ale nie ma prawa głosu przy podejmowaniu decyzji.
Czy po kompromitującej porażce w Eindhoven te Kloese nadal w pełni popiera Van Persiego, pozostaje niejasne. Dyrektor z Bussum poinformował w poniedziałek, że nie jest obecnie dostępny do udzielenia komentarza. Według osób z otoczenia klubu pięcioosobowa rada nadzorcza wciąż jest głęboko podzielona. Jeśli Van Bodegom, Troost, Blok, Van der Lely i Tromp nie uznają większością głosów, że trener powinien zostać zwolniony, Van Persie zachowa posadę.
Jeśli jednak rada nadzorcza opowie się za jego odejściem, a te Kloese pozostanie przy odmiennym stanowisku, decydujący głos przypadnie akcjonariuszom. STICO - posiadające 50,1 procent akcji, w tym tak zwaną „złotą akcję”, gwarantującą między innymi ochronę barw klubowych - oraz Vrienden van Feyenoord dysponują bowiem realną władzą, pozwalającą im odwołać zarówno radę nadzorczą, jak i zarząd. Problem w tym, że w Feyenoordzie rzadko kiedy panuje zgoda. W przeszłości wypracowanie większości często okazywało się czystą utopią.
Te Kloese prowadzi obecnie proces wykupu części akcji należących do Vrienden van Feyenoord, lecz procedura ta nie została jeszcze zakończona. Tymczasem wewnątrz klubu narasta napięcie, które wykracza daleko poza kwestię słabo spisującego się trenera. Sam te Kloese doskonale zdaje sobie sprawę, że nie brakuje osób uważających, iż nadszedł czas na zmianę także na stanowisku dyrektora. W jego przypadku sprawa jest szczególnie złożona - pełni bowiem jednocześnie funkcję dyrektora technicznego i generalnego. Następcy na pierwsze z tych stanowisk szuka już od pewnego czasu, choć sam przyznawał wcześniej: – Znalezienie odpowiedniej osoby nie jest łatwe.
W klubowych kuluarach pojawiają się głosy, by w razie zwolnienia Van Persiego nie pozwalać te Kloese po raz trzeci samodzielnie wybierać nowego trenera. Zdaniem krytyków nie udowodnił on bowiem, że ma do tego odpowiednie wyczucie. Zupełnie inaczej oceniana jest jednak jego rola jako dyrektora generalnego. Feyenoord od lat zmaga się z wewnętrznym rozdrobnieniem i brakiem jedności, a doprowadzenie do faktycznej konsolidacji struktur klubu jest jednym z kluczowych wyzwań. Pod rządami te Kloese cel ten jest niemal osiągnięty, a wykup udziałów Vrienden van Feyenoord stanowi kolejny istotny element tej strategii.
Dla wielu osób Robert Eenhoorn pozostaje idealnym kandydatem na stanowisko dyrektora generalnego. Jego ewentualny powrót nie byłby jednak rozwiązaniem korzystnym dla wszystkich - niemal na pewno oznaczałby konieczność pożegnania się z częścią obecnych decydentów. Kto musiałby odejść, a kto zachowałby swoje wpływy? Całość przypomina dziś prawdziwy węzeł gordyjski.
Tymczasem Toon van Bodegom, po ośmiu latach pełnienia funkcji członka rady nadzorczej, zamierza ubiegać się o nietypową trzecią kadencję. Aby było to możliwe, potrzebuje poparcia także tych osób, które obecnie znajdują się pod ostrzałem krytyki. Sam Eenhoorn pracuje dziś jako konsultant, doradzając inwestorom, jak skutecznie lokować kapitał w klubach piłkarskich. Podczas gdy wewnątrz Feyenoordu trwa strategiczna gra o wpływy, wymarzony kandydat pomaga innym układać ich futbolowe projekty. Pozostaje pytanie, czy zechce - albo czy w ogóle będzie mógł - jeszcze raz obrać zjazd prowadzący do Rotterdamu-Południe.
Komentarze (0)