Robert Maaskant na antenie FC Rijnmond w krytycznych słowach odniósł się do sposobu, w jaki część dziennikarzy traktuje trenera Robina van Persiego. Według byłego szkoleniowca krytyka po utracie punktów jest zrozumiała, jednak część przekazów medialnych idzie za daleko, a debata momentami staje się zbyt osobista. Maaskant rozumie niepokój, jaki wywołał remis Feyenoordu z NAC Breda, zwraca jednak uwagę, że obraz tego spotkania był bardziej złożony.
– To naturalne, że w klubie z topu pojawia się nerwowość po stracie punktów z NAC, to nieodłączny element funkcjonowania na tym poziomie. Oglądałem ten mecz. Szczerze mówiąc, pierwsza połowa w wykonaniu Feyenoordu była bardzo przyzwoita, ale trafili na niezwykle skuteczne NAC. To właściwie zdeterminowało odbiór całości. Druga połowa wyglądała już znacznie gorzej, jednak nagonka rozpętana przez kilku dziennikarzy i natychmiastowe, ciągłe nawoływanie do dymisji to moim zdaniem przesada.
Zdaniem analityka ton narracji w mediach z czasem stał się bardziej personalny, niż było to konieczne. – Uważam, że w pewnym momencie uderzyło to w tony zbyt osobiste, a to jest zbędne. Rozumiem mechanizm: gdy pojawiasz się na konferencjach co tydzień i słyszysz od kogoś rzeczy inne niż te, które sam widziałeś jako dziennikarz, może pojawić się irytacja. Brak odpowiedzi, których się oczekuje, budzi zniechęcenie. Mimo to sądzę, że granica została przekroczona. W dziennikarstwie należy trzymać się faktów.
Ex opiekun Wisły Kraków, Helmond Sport czy Go Ahead Eagles podkreśla, że krytyczne pytania kierowane do trenera są logicznym elementem profesji, ale mają swoje granice. – Zgadzam się, że można być krytycznym, ale nie trzeba narzucać swojej opinii. Generalnie zarówno kibice, jak i dziennikarze zbyt szybko sięgają po najprostszy środek przekazu: „odejdź”. To jeszcze nigdy nikomu nie pomogło. Kto powiedział, że wewnątrz klubu nic się teraz nie dzieje? Nie wierzę w to. Jestem przekonany, że prowadzą ze sobą krytyczne dyskusje i nieustannie szukają rozwiązań.
Komentarze (0)