Napięcie wokół Feyenoordu narasta. Po nieudanym początku rundy wiosennej klub nie zdołał rozwiązać problemów, które od dłuższego czasu ciągną się za zespołem. Wraz z kolejnymi rozczarowującymi wynikami coraz częściej pod znakiem zapytania stawiana jest pozycja trenera Robina van Persiego. W przestrzeni medialnej i wśród kibiców pojawia się pytanie: dokąd zmierza projekt, który miał być nowym otwarciem dla rotterdamskiego klubu?
Robert Maaskant zauważa, że zmienia się klimat wokół szkoleniowca. Jeszcze niedawno Van Persie mógł liczyć na szerokie wsparcie – zarówno w mediach, jak i na trybunach. Dziś to poparcie stopniowo topnieje. – W zasadzie zawsze miał przychylność ogólnokrajowych mediów. Miał za sobą kibiców. Teraz to zaczyna znikać z każdej strony. Jeśli dodatkowo wewnątrz klubu zaczyna dominować wzajemne przytakiwanie, robi się niebezpiecznie. Gdy po takiej serii meczów nie potrafisz jasno wskazać problemu i powiedzieć: „to jest przyczyna i w tę stronę idziemy”, a zamiast tego słyszysz: „nie jest tak źle”, wówczas tworzy się komitet wzajemnej adoracji – mówi Maaskant, krytycznie odnosząc się do braku jednoznacznej diagnozy.
Mikos Gouka potwierdza, że wewnątrz Feyenoordu prowadzone są rozmowy i oceny, ale nie spodziewa się w najbliższym czasie radykalnych decyzji. – Słyszę, że zachodzą pewne roszady, bo nie da się powiedzieć, że jest dobrze. Jednocześnie przebija się przekonanie, że wszyscy „mają nadzieję i modlą się”, by projekt Van Persiego się powiódł. W końcu to oni go zatrudnili. To młody trener, związany z klubem, w którym się wychował, i liczą, że właśnie tutaj się rozwinie. Można to podtrzymywać przez długi czas, ale brak wyników zawsze daje powody do rozstania – zauważa dziennikarz.
Równolegle rośnie presja ze strony kibiców na media. Dennis Kranenburg przyznaje, że redakcje coraz częściej słyszą zarzut zbyt łagodnego tonu wobec szkoleniowca. – W wiadomościach od czytelników czytamy, że nigdy nie jesteśmy wystarczająco krytyczni. Zawsze oczekuje się, by „jeszcze mocniej przycisnąć” – mówi. Gouka odpowiada jednak, że rolą dziennikarzy nie jest domaganie się zwolnień. – My nie jesteśmy od tego, by zwalniać trenerów. Van Persie odpowiada za swoje decyzje i swoje słowa. Kibice chcieliby, by padło pytanie: „czy nie powinien pan odejść?”, ale to nie jest nasze zadanie. My analizujemy rozwój drużyny i zadajemy pytania merytoryczne. Czy Van Persie będzie tu rok czy dziesięć lat, o tym nie decydujemy – podkreśla.
Kranenburg zaznacza, że w najbliższym czasie szczególnie istotne będą rozmowy z dyrektorem generalnym i sportowym Dennisem te Kloese. Obaj dziennikarze spodziewają się jednak raczej ostrożnych wypowiedzi niż konkretnych deklaracji. – Po oknie transferowym zapewne zabierze głos, choć w obecnej sytuacji chciałoby się usłyszeć go wcześniej. Wysyłanie teraz dyrektora na „ławę oskarżonych” niczego nie rozwiąże. W przypadku trenera ocenia się natychmiastowy rezultat, w przypadku dyrektora – już nie – tłumaczy Gouka.
Najbardziej wyraziste stanowisko zajmuje jednak Maaskant, który nie chce wchodzić w spekulacje dotyczące ewentualnego następcy Van Persiego. Jego zdaniem Feyenoord powinien pójść pod prąd dominującym nastrojom i jednoznacznie opowiedzieć się za obecnym szkoleniowcem. – Klub powinien jasno zakomunikować: „mamy Robina van Persiego – człowieka Feyenoordu, wychowanka, trenera wciąż uczącego się zawodu. Świadomie na niego postawiliśmy. Przedłużamy z nim kontrakt, bo to nasz człowiek na kolejne pięć lat, który ma uczynić Feyenoord znowu wielkim”. Nie wolno nieustannie porównywać wszystkiego do czasów Arne Slota – to byli inni piłkarze i inny trener. Jeśli metody pracy Van Persiego są właściwe, a zawodnicy są zadowoleni, trzeba dać mu czas. Dopiero gdy pojawi się niepokój w szatni, sytuacja się zmieni. Do tego momentu pozwólmy mu być trenerem – być może właśnie on okaże się właściwym wyborem dla Feyenoordu – podsumowuje
Komentarze (0)