Powołanie René Hake na stanowisko asystenta trenera Feyenoordu miało wnieść do sztabu szkoleniowego doświadczenie, niezależność myślenia i równowagę w pracy z Robinem van Persiem. Coraz częściej jednak pojawiają się sygnały, że Holender z regionu Twente nie do końca odnajduje się w swojej roli na ławce.
Już wcześniej Algemeen Dagblad opisywał sytuację, w której Hake miał regularnie podporządkowywać się decyzjom trenera. Teraz wątpliwości co do jego pozycji w Feyenoordzie zaczynają być formułowane także publicznie przez innych dziennikarzy i komentatorów.
– Widać, że taki Hake na tej ławce staje się coraz mniej sobą. Coraz bardziej chowa się za iPadem – mówi dziennikarz RTV Oost Tijmen van Wissing w programie Voetbalpraat na antenie ESPN. – Hake po prostu chce być traktowany poważnie. Tak było w Manchesterze United, gdzie mógł prowadzić wiele treningów. W Feyenoordzie ma jednak coraz mniej tego poczucia.
Van Wissing zwraca uwagę na osobowość szkoleniowca i możliwe konsekwencje obecnej sytuacji. – Hake uważa się za dobrego trenera, który mówi to, co myśli. Jeśli jednak nie jest brany na serio, podejrzewam, że w pewnym momencie między nimi mogą pojawić się tarcia – dodaje.
Do dyskusji włącza się również Sjoerd Mossou, który przypomina, dlaczego Feyenoord zdecydował się właśnie na taką obsadę sztabu. – W sc Heerenveen Van Persie otaczał się wieloma „przytakującymi”. W Feyenoordzie chciano tego uniknąć i właśnie taka miała być rola Hake: wprowadzać równowagę – zauważa publicysta.
Jednocześnie Mossou tonuje nastroje, podkreślając, że z zewnątrz nie da się jednoznacznie ocenić relacji w sztabie szkoleniowym. – Nie wiemy, czy rzeczywiście nigdy nie słucha się Hake, bo zapewne bywa inaczej. Ostatecznie wszystko sprowadza się jednak do chemii i wzajemnego zaufania – podsumowuje.
Komentarze (0)