Kontuzja Givairo Reada wciąż pozostaje tematem gorących dyskusji – zarówno wewnątrz Feyenoordu, jak i poza klubem. Prawy obrońca wrócił do gry w wyjazdowym meczu ze SC Heerenveen po urazie mięśnia dwugłowego uda, jednak w końcówce spotkania ponownie doznał kontuzji. Fakt, że w tym momencie wciąż przebywał na boisku, wywołał falę pytań dotyczących decyzji podjętych w sprawie jego czasu gry.
Algemeen Dagblad w obszernej analizie podkreśla, że w podobnych przypadkach zawodnik wracający po urazie mięśniowym zazwyczaj jest zmieniany po około godzinie gry. Co istotne, przed meczem Feyenoord miał przekazać przedstawicielom piłkarza, że jego występ potrwa maksymalnie sześćdziesiąt minut.
– Read po godzinie wciąż jest na boisku, tamtego popołudnia we Fryzji. To budzi zdziwienie wśród jego otoczenia obecnego na stadionie. Podczas gdy prawy obrońca wraz z kolegami z drużyny broni prowadzenia 2:1, na trybunach trwa gorączkowa wymiana wiadomości – opisuje gazeta. – Przecież miał zagrać tylko godzinę lub nieco ponad, tak informował Feyenoord? Gdy po siedemdziesięciu minutach Read nadal jest na murawie, kompletnie tego nie rozumieją.
Ostatecznie zmiana nastąpiła dopiero w doliczonym czasie gry. – Dopiero dwadzieścia minut później, już w czasie dodatkowym, dochodzi do spodziewanej zmiany. To bolesny widok, bo zawodnik nie jest w stanie zrobić już ani kroku – relacjonuje dziennik. Finał tej historii okazał się dla młodego defensora wyjątkowo pechowy. – Powód wywołuje niezrozumienie w jego otoczeniu. Read ponownie doznał kontuzji. Znów chodzi o mięsień dwugłowy uda. Znów czeka go co najmniej sześć tygodni przerwy.
Robin van Persie zaprzeczył później doniesieniom, jakoby zignorował zalecenia sztabu medycznego. Wokół procesu decyzyjnego w trakcie meczu pojawiły się jednak rozbieżne relacje. Zarówno „AD”, jak i „NRC” informowały wcześniej, że lekarze mieli rekomendować zmianę zawodnika po godzinie gry. Trener Feyenoordu podkreślał z kolei, że decyzja o pozostawieniu Reada na boisku została podjęta wspólnie – w porozumieniu między sztabem a samym piłkarzem.
Eksperci z zakresu nauk o sporcie zaznaczają, że tak zwane „shared decision making” jest w klubach praktyką powszechną. Pytanie brzmi jednak, czy w tego typu sytuacjach należy angażować samego zawodnika. Młodsi piłkarze często mają trudność z wyznaczaniem własnych granic, a trenerzy – działając pod presją wyniku – bywają skłonni do podejmowania ryzyka. Czy właśnie tak było w Rotterdamie, nie sposób jednoznacznie stwierdzić. Feyenoord nie zdecydował się bowiem na udzielenie merytorycznego komentarza w sprawie sytuacji zawodnika.
Komentarze (0)