Wessel Penning, znany holenderski dziennikarz i zdeklarowany sympatyk ekipy z Rotterdamu, po raz kolejny wylal kubeł zimnej wody na głowy włodarzy klubu. W programie FC Rijnmond nakreślił on obraz głębokiej zapaści, w jakiej znalazł się obecnie zespół. Według Penninga fala niezadowolenia zalewająca klub oraz jego otoczenie jest potężna, a co gorsza – wewnętrzne struktury decyzyjne zdają się kompletnie bagatelizować ten problem.
Analizując obecne położenie, dziennikarz nie gryzie się w język, nazywając ten czas jednym z najtrudniejszych okresów w najnowszej historii organizacji. – Jako kibic miałem szczęście cieszyć się kilkoma udanymi latami, ale teraz znów tkwimy w bagnie. Ten klub nie przestaje zadziwiać, a obecną sytuację uważam za jeden z największych kryzysów w dziejach. Wyłączając oczywiście egzystencjalny zakręt z początku lat dziewięćdziesiątych, gdy ważyły się losy finansowego przetrwania, merytorycznie mamy do czynienia z katastrofą. Dlatego tak bardzo mnie to dotyka. Moim zdaniem nigdy nie było kryzysu, w którym kibice oraz sponsorzy mówiliby tak jednym głosem.
Oficjalny przekaz płynący z biur przy De Kuip sugeruje, że sytuacja jest pod kontrolą, jednak Penning, który od lat bacznie obserwuje korytarze klubu z Rotterdamu, twierdzi coś zgoła innego. – To nieprawda, wewnątrz wcale nie panuje spokój. Próbuje się zachowywać pozory, ale wychodzi to fatalnie. Uważam, że tam już dawno wszystko wybuchło. Nie mówiłbym tego, gdybym nie otrzymywał jasnych sygnałów. Frustracja wewnątrz struktur jest ogromna – podkreśla.
Dziennikarz punktuje przede wszystkim postawę drużyny na boisku w ostatnich miesiącach. – Słyszę głosy, że bywały gorsze lata. Ale spójrzmy na mecz z Twente... Przeżyliśmy mroczne czasy, lecz wtedy zespół miał chociaż inicjatywę, potrafił podjąć walkę i wrócić do gry. Druga połowa z Twente czy ostatnie pół godziny w Bukareszcie to był dramat. W ciągu ostatnich trzech miesięcy widziałem tyle fatalnych spotkań, że mogę śmiało stwierdzić: to najsłabszy zespół, jaki widziałem w życiu.
Zdaniem Penninga problem sięga głębiej niż tylko do braku formy sportowej. Wskazuje on na szereg incydentów, które systematycznie niszczyły atmosferę wewnątrz grupy. Wyjazd do Bragi, kontrowersje wokół opaski kapitańskiej, sprawa Reada czy tzw. „afera kwiatowa” – to tylko wierzchołek góry lodowej. – Mamy do czynienia z ludźmi wokół drużyny, którzy nie wnoszą nic pozytywnego. W ten sposób po prostu zabija się pewność siebie u zawodników. Całe to zamieszanie z kapitanem odbiło się negatywnie na wszystkich – zauważa dziennikarz.
Penning nie unika również porównań do poprzednika obecnego szkoleniowca. Przypomina, że pod wodzą Arne Slota – który pracował w Rotterdamie w latach 2021–2024, zdobywając mistrzostwo i puchar kraju – klub funkcjonował na zupełnie innym poziomie relacji międzyludzkich.
– Taktyka i plan trenera są ważne, ale dziś kluczowe jest to, czy potrafisz zarządzać grupą i sztabem. Zawód trenera stał się niezwykle trudny. Przez trzy lata mieliśmy „cudotwórcę”, jednego z najlepszych fachowców na świecie. On dbał o to, by każdy był zadowolony. Slot pozwalał zawodnikom na dni wolne w sytuacjach prywatnych, rozumiał ich. Teraz mamy twardego trenera, który w swojej karierze nasiąkł złymi wzorcami. Zabrakło mu odpowiedniej korekty jako piłkarzowi i jako człowiekowi, przez co teraz w klubie panuje taki bałagan.
Dziennikarz wyraża zdumienie biernością zarządu. Podkreśla, że Klub Ludu to zbyt ważna instytucja dla miasta i jego mieszkańców, by pozwalać na taką degradację. – Włodarze są oczywiście przewrażliwieni, widzą co się dzieje i czują to pismo nosem. To przecież nie jest zwykły klub. Wiem, że nie jestem obiektywny, ale ta marka jest kochana przez rzesze ludzi, idealnie pasuje do charakteru tego miasta. Niestety, od czterdziestu czy pięćdziesięciu lat zmagamy się z fatalnym zarządzaniem. Zazwyczaj wypadamy znacznie gorzej niż Ajax czy PSV. Ludzie zasiadający na trybunach honorowych muszą to widzieć. Problem w tym, że podjęcie radykalnych kroków wymaga odwagi. To bolączka skostniałej organizacji.
Na koniec Penning odniósł się do narracji o rzekomej stabilizacji, którą powiela m.in. Robin van Persie. – Nawet Van Persie głosi teraz teorię o wewnętrznym spokoju. Jeśli zamkniesz się w bardzo małym świecie, możesz mówić, że jest cicho. Jeśli wejdziesz do schronu w Iranie, też możesz uznać, że nie jest najgorzej. Ale na zewnątrz dzieje się wszystko. Już rok temu od sponsorów i kibiców płynęły sygnały: klub jest źle prowadzony, to musi się zmienić. Coś musi się wydarzyć, ale na razie nie dzieje się absolutnie nic.
Komentarze (0)