Analiza pressingu stosowanego przez Feyenoord pod wodzą trenera Robina van Persiego przyciągnęła uwagę redakcji FC Rijnmond. Pieter Zwart, redaktor naczelny Voetbal International, na podstawie statystyk i materiałów wideo wskazuje, że rotterdamska drużyna na wielu płaszczyznach gra inaczej niż w poprzednich sezonach za kadencji Arne Slota czy Briana Priske. Według Zwarta najbardziej rzuca się w oczy fakt, że Feyenoord zakłada pressing niżej niż dotychczas. – Uderzające w sposobie wywierania presji przez zespół Van Persiego jest to, że robi on to rzadziej niż w czasach pracy w Heerenveen. Tam jego zespół operował wyżej niż obecnie Feyenoord. Jeśli spojrzymy na podstawowe statystyki, posiadanie piłki samo w sobie nie mówi nic o jakości, ale Priske i Slot notowali je na poziomie ponad sześćdziesięciu procent. U Van Persiego wynosi ono nieco poniżej pięćdziesięciu procent – zauważa Zwart.
Niższa jest również liczba odbiorów piłki na połowie przeciwnika. – U Slota było to nieco ponad siedem razy na mecz, u Priske pięć, a u Van Persiego nieco ponad cztery. Z tego powodu w tej kategorii znajdują się w okolicach środka tabeli Eredivisie. To zastanawiające w przypadku Van Persiego. Można powiedzieć, że jest on świetnym pijarowcem. Gdy zapytać ludzi, odpowiedzą, że Van Persie chce grać ofensywną piłkę. Jeśli jednak przyjrzeć się rzeczywistości, jest ona znacznie bardziej defensywna niż u jego poprzedników – dodaje ekspert.
Dodatkowo Zwart dostrzega niewiele momentów, w których Stadionowi w trakcie meczów znajdują strukturalne rozwiązania pojawiających się problemów. – Można wskazać zaledwie kilka spotkań, w których tak się stało, jak choćby domowy mecz z NAC. Po przerwie zimowej trener próbował pewnych rozwiązań, by odzyskać stabilność i poprawić ustawienie po stracie piłki. Trudno jednak przytoczyć wiele meczów, w których Feyenoord mierzył się z problemem i zdołał go rozwiązać jeszcze w trakcie gry. Jeśli już dochodzi do korekt, jak w wyjazdowym starciu z PSV, dzieje się to w przerwie. Wtedy jednak przegrywasz 0:3 i jest po meczu. O znalezienie realnego rozwiązania w trakcie meczu Van Persiemu jest znacznie trudniej – ocenia Zwart.
Brak zgrania na boisku
Zdaniem Zwarta w grze zespołu znad Mozy regularnie dochodzi do błędów w komunikacji i wzajemnym dopasowaniu zawodników. Jako przykład podaje sytuację z wyjazdowego meczu przeciwko NAC Breda. – Środkowi obrońcy cofają się, podczas gdy Hadj Moussa powinien wywrzeć presję na lewym stoperze rywali. Dystans staje się zbyt duży, Moussa pokazuje, że Deijl powinien wyjść wyżej, ale ten ma przy sobie innego rywala. Tego typu błędy w synchronizacji często zdarzają się w Feyenoordzie i nie są korygowane. Można by oczekiwać, że u początkującego trenera będzie widać w tym aspekcie progres, ale ja go nie dostrzegłem – mówi Zwart.
Rolę odgrywa tu także charakterystyka obrońców. – Feyenoord ma dwóch środkowych defensorów, którzy nie czują się zbyt komfortowo z piłką przy nodze i nie są ekstremalnie szybcy. W swoich poprzednich klubach nie byli przyzwyczajeni do bronienia z pięćdziesięcioma metrami wolnej przestrzeni za plecami. W momentach, gdy idzie dobrze, każdy zawodnik ma odwagę tak grać. Jednak gdy piłka raz przejdzie za linię obrony i defensor wypadnie źle, pojawia się niepewność. Wtedy tacy gracze zaczynają się cofać, przez co powstaje luka między formacjami. To zjawisko jest w Feyenoordzie bardzo widoczne – tłumaczy redaktor.
Według Roberta Maaskanta część odpowiedzialności spoczywa na samej grupie zawodników. – Wzajemne zgranie to także kwestia boiskowej inteligencji piłkarzy. Kiedy ruszyć do przeciwnika? Często nie wynika to ze złej woli. Widać, jak Hadj Moussa gestykuluje, i pojawia się pytanie: kiedy Deijl powinien zareagować? To są momenty zależne od graczy. Nie można wszystkiego zrzucać na trenera. Na tym poziomie zawodnicy sami muszą wiedzieć, jaki dystans są w stanie asekurować. Uważam, że należy czegoś od nich wymagać, a to prowadzi nas z powrotem do kwestii budowy kadry. W tym zespole brakuje silnych osobowości – podsumowuje Maaskant.
Komentarze (0)