Gernot Trauner po jedenastu miesiącach wrócił w ubiegłym tygodniu do gry w oficjalnym meczu Feyenoordu. W obszernym wywiadzie dla Feyenoord ONE Austriak opowiedział o trudnym pod względem mentalnym roku, który ma za sobą, o wątpliwościach oraz o wsparciu, jakie otrzymywał w klubie i poza nim. Odniósł się również do czterech decydujących spotkań w walce o drugie miejsce, w których liczy na ponowną pomoc drużynie.
– To było niesamowite uczucie po tak długim czasie – mówi Trauner o powrocie na boisko. – Myślę, że łącznie nie grałem dla Feyenoordu przez około jedenaście miesięcy. W poprzednich wywiadach już o tym wspominałem. Cieszę się, że wróciłem, mogę znów pomagać drużynie i regularnie trenować z zespołem. Ważne jest też to, że jestem dostępny na cztery ostatnie finały.
Trauner pojawił się na murawie także w meczu towarzyskim z Excelsiorem. – Łatwiej jest uczestniczyć w całym przygotowaniu do spotkania, łącznie z rozgrzewką. To zawsze prostsze niż wejście z ławki. W pewnym momencie NEC grało bardzo ofensywnie, więc zrobiło się dość chaotycznie. W takiej sytuacji trudniej wejść w rytm meczu. Dlatego cieszyłem się, że mogłem zagrać 45 minut przeciwko Excelsiorowi.
– To był dobry mecz dla wielu zawodników wracających do gry, bo uważam, że bardzo ważne jest, aby jak najwięcej piłkarzy było dostępnych na nadchodzące spotkania. Potrzebujemy każdego w możliwie najlepszej formie – kontynuuje Austriak. – Po zakończeniu poprzedniego sezonu, podczas zgrupowania reprezentacji, zacząłem odczuwać dolegliwości w ścięgnie Achillesa. Przez to nie mogłem występować w kadrze narodowej.
Druga kontuzja okazała się bardziej złożona
Latem obrońca pracował nad powrotem do zdrowia w klubie, jednak później doznał kolejnego urazu. – Przeszedłem krótką rehabilitację. Dość szybko wróciłem do treningów z zespołem w okresie przygotowawczym, ale w pewnym momencie lekko skręciłem kolano. Na początku nie było do końca jasne, co dokładnie się stało. Najpierw próbowaliśmy obejść się bez operacji, ale po kilku tygodniach okazało się, że nie robimy postępów.
– Wtedy zajrzano do mojego kolana. Od tego momentu zaczęliśmy stopniowo zwiększać obciążenia – opowiada doświadczony defensor. Latem wydawało się, że będzie gotowy na start sezonu, jednak to druga kontuzja okazała się kluczowym problemem. – Musieliśmy znaleźć właściwe rozwiązanie i próbowaliśmy różnych metod. Byliśmy na tyle elastyczni, by zmienić podejście i działać inaczej.
Pod koniec długiej rehabilitacji pojawiły się także problemy mięśniowe, co było częścią całego procesu. – W ostatnich tygodniach udało mi się wreszcie w pełni uczestniczyć w intensywnych treningach zespołowych. Nadal kontrolujemy obciążenia, ale jestem zadowolony z tego, w jakim miejscu jesteśmy i liczę, że dalej będę poprawiał swoją formę.
– Miniony rok to przede wszystkim pasmo niepowodzeń. Bywały tygodnie, kiedy czułem się dobrze i próbowałem wracać do biegania. Później znów pojawiał się ból i musieliśmy zrobić krok wstecz. Zawsze jednak ufałem trenerowi rehabilitacji i sztabowi medycznemu, bo miałem poczucie, że naprawdę intensywnie szukają najlepszego rozwiązania. Wiem, że ten przypadek był dla nich również trudny – podsumowuje Austriak.
Myśli o zakończeniu kariery
Podczas rehabilitacji Trauner zmagał się również z ogromnym obciążeniem psychicznym. – Szczerze mówiąc, miałem momenty, w których myślałem: „nie wiem, czy kiedykolwiek jeszcze zagram”. Może lepiej byłoby zakończyć karierę, ale zawsze była we mnie nadzieja. Czułem, że to nie może być tak, że mój ostatni mecz przypadł na koniec sezonu. Wtedy wszystko było jeszcze w porządku, a nagle miałbym już nigdy nie grać w piłkę. Tego nie chciałem zaakceptować.
– Nie korzystałem z pomocy psychologicznej, ale bardzo ważne było dla mnie to, że miałem wokół siebie odpowiednich ludzi, zwłaszcza w sztabie medycznym. Moi przyjaciele i rodzina byli bardzo cierpliwi i cały czas wierzyli, że wrócę. To pomogło mi nie stracić wiary w siebie i w swoje ciało. Oczywiście straciłem trochę pewności siebie, ale taka jest obecnie sytuacja. Muszę ją odbudować, a wtedy znów będę mógł grać na pełnych obrotach i pomagać drużynie – kończy Trauner.
Komentarze (0)