Nie ma już chyba osoby, która nie widziałaby Roberta Eenhoorna w Feyenoordzie. Wielki kibic klubu z De Kuip, ekspert w swojej dziedzinie, uznana persona w Holandii. Od analityków, po ogólnokrajowe media. Wszyscy są zgodni - to były bassebolista powinien otrzymac misję przywrócenia Feyenoordu na właściwe tory. Do grona zwolenników dołącza też ceniony prezenter, Jan Dirk Stouten, który opisał swój pogląd na sytuację. Oto jak argumentuje mianowanie Eenhorna na dyrektora generalnego.
- Tekst, w którym nawołuję, by Robert Eenhoorn został dyrektorem na De Kuip, od dawna nie jest niczym oryginalnym. Dziś mówi o tym właściwie każdy - z mediami na czele. A skoro tak, osoby decyzyjne „powinny” z nim porozmawiać Zresztą takie rozmowy odbyły się już lata temu. Wówczas Eenhoorn nie czuł wystarczającego wsparcia, by naprawdę przeprowadzić klub przez proces zmian. Co być może jeszcze ważniejsze - nie miał poczucia zaufania. A intuicja rzadko zawodzi - napisał na swoim profilu na linkedin.com.
- Dlaczego więc to właśnie on powinien objąć tę funkcję? Powtarzanie tego, co mówią wszyscy, byłoby zbyt łatwe. To pytanie zmusiło mnie do głębszej refleksji. Moje życie jako reportera sportowego trwało 27 lat. Na scenie stoję od ponad trzech dekad. I za każdym razem, gdy rozmawiałem z Eenhoornem, myślałem: jak dobry jesteś w tym, co robisz. Tylko dlaczego? Bo odnosił sukcesy wszędzie. Zawsze. Jako zawodnik, działacz i lider. Od boisk w Holandii po New York Yankees - organizację większą i bardziej wymagającą niż niemal każdy europejski klub piłkarski. Później selekcjoner, dyrektor techniczny. Mistrz świata w baseballu z reprezentacją Holandii w 2011 roku. To nie przypadek, to efekt systemu - wymienia Stouten.
- Jego praca w AZ Alkmaar mówi sama za siebie: spokój, wizja i wyniki. A może jeszcze ważniejsze - potrafi wchodzić w spór, gdy sytuacja tego wymaga. Bez podnoszenia głosu. Bez ego. Stanowczy, ale nie agresywny. Niewielu rozumie tę różnicę. Daje ludziom odpowiedzialność. Zmusza do myślenia. Pozwala im tworzyć własne plany, a potem rozlicza z ich realizacji. Na tym polega przywództwo. Jest też jeszcze jeden aspekt. W Rotterdamie liczą się emocje. Poparcie. A to on posiada. Oczywiście będzie musiał udowodnić. Ale dla mnie nie ma wątpliwości, że jest do tego zdolny.
- Dlatego: zatrudnijcie go. Dajcie mu przestrzeń. Pozwólcie dobrać własnych ludzi. Z czasów pracy w Alkmaar na pewno zna dostępnego dyrektora technicznego. A dopiero później podejmujcie decyzje dotyczące sztabu szkoleniowego. Na De Kuip przychodzę od ponad pięćdziesięciu lat. Emocje są częścią Feyenoordu. I to jest piękne. Ale często też utrudniają funkcjonowanie klubu. Struktura prędzej czy później zawsze wygrywa z sentymentem.
- Jeśli Eenhoorn przyjdzie, będzie to znakomita wiadomość. Zacznie budować klub, w którym sukces nie będzie już czymś sporadycznym, lecz stanie się normą. A skoro mówimy otwarcie: warto też przyznać, że Dennis te Kloese osiągnął znakomite wyniki finansowe. Nie wszystko było idealne, ale za jego kadencji klub wygenerował rekordowe przychody. To ma znaczenie, zwłaszcza w tak złożonej organizacji jak Feyenoord. Eenhoorn nie trafi na gotowe warunki. Otrzyma jednak szansę, by zbudować solidniejsze fundamenty. I właśnie tego ten klub dziś najbardziej potrzebuje.
Komentarze (0)