Presja wokół Robina van Persiego w Feyenoordzie rośnie z tygodnia na tydzień. Po kolejnym rozczarowującym występie i sezonie naznaczonym nierówną formą atmosfera wokół szkoleniowca na De Kuip staje się coraz bardziej napięta. W podcaście „Hard Gras” dziennikarz Wessel Penning otwarcie skrytykował zarówno trenera, jak i władze klubu. Jego zdaniem poparcie kibiców dla Van Persiego praktycznie wyparowało, a wewnątrz organizacji brakuje realnych działań naprawczych, mimo wyraźnego regresu sportowego i narastającej frustracji na trybunach. Penning podkreśla, że gniew fanów nie jest skierowany w stronę piłkarzy. W jego ocenie kadra dysponuje wystarczającą jakością, by prezentować znacznie stabilniejszy poziom niż obecnie. Odpowiedzialność za sytuację spoczywa – jak twierdzi – na sztabie technicznym. – W tej chwili wszyscy kibice są źli, ale nie na zawodników. Każdy ma już dość Van Persiego. Feyenoord ma całkiem solidną grupę piłkarzy, a on popełnia błąd za błędem.
Dziennikarz odniósł się również do sytuacji z ubiegłego piątku, gdy Van Persie wręczył bukiet kwiatów dwóm krytycznym wobec niego klubowym reporterom. – Za każdym razem, gdy padały trudne pytania, reagował nieprzyjemnie wobec dziennikarzy. Pięć dni później przynosi kwiaty Krabbendamowi i Gouce. To było żenujące. Uśmiechy, żarty… A ja myślę: skup się na drużynie. Ktoś w klubie idzie kupić kwiaty i nikt nie zadaje pytania, czy to na pewno dobry pomysł? A potem oglądamy kolejny niewiarygodnie słaby mecz z Twente. Na trybunach siedzi cała śmietanka zarządzająca: dyrektor finansowy, menedżer komercyjny, dyrektor generalny i prawnik klubowy. Wszyscy widzą to samo co my – że gra jest dramatycznie słaba – i nic się nie dzieje.
Penning wskazuje także na szereg problemów natury sportowej i personalnej. – Konflikty z Hartmanem, Bijlowem, Timberem i Stengsem – wszyscy już odeszli, a dziś bardzo by się przydali. Do tego sprawa Reada, którego pozwolono grać mimo ryzyka i który doznał kontuzji. Kwestia kapitana była wręcz komiczna. A potem w piątek wpada pomysł z kwiatami. Mam wrażenie, że Feyenoord funkcjonuje jak wiele starych organizacji, w których nikt wewnętrznie nikogo nie koryguje. Podstawą zarządzania jest rozliczanie trenera z błędów. Tymczasem tutaj szkoleniowiec we wszystkim ma rację. Zaczynam być cyniczny. Obecny dyrektor generalny i techniczny grał kiedyś w Huize i prawdopodobnie nie ma odwagi skorygować wielkiego Van Persiego z Arsenalu i Manchesteru United.
Zdaniem dziennikarza problem dotyczy również kultury organizacyjnej. – Feyenoord ma kierownictwo, które zawsze jest złe na świat zewnętrzny, nigdy na siebie. Efekt jest taki, jaki widzimy. W tym sezonie drużyna przegrała czternaście razy. Nie przesadzam – oni grają naprawdę bardzo źle. Owszem, wygrali z Go Ahead, Telstarem i Utrechtem, ale słaba gra trwa. To po prostu źle wygląda.
Penning zwrócił uwagę na odejście Sjaaka Troosta z Rady Nadzorczej. – Odszedł, bo nie zgadzał się z decyzją o pozostawieniu Van Persiego na stanowisku – takie sygnały do nas docierają. Dlaczego reszta nie rezygnuje? Nie siedzę w centralnym komitecie Feyenoordu, ale to grupa ludzi, która od lat wzajemnie się utwierdza w swoich racjach. A to najgorszy możliwy model funkcjonowania organizacji.
Na koniec rozmówca przywołał okres pracy Arne Slota, pod którego wodzą klub przeżywał ostatnie sukcesy. – Nawet sponsorzy zaczynają myśleć, że tak dalej być nie może. Feyenoord wymaga modernizacji. Dzięki Arne Slotowi zrozumieliśmy, że problem nie leży w samym Feyenoordzie, tylko w sposobie jego zarządzania. Slot odszedł zaledwie półtora roku temu, a tempo regresu jest absurdalne. W kierownictwie zawsze było dużo irytacji, że tak bardzo go chwaliliśmy, bo uważali, że im też należą się zasługi. Twierdzili, że to oni go zatrudnili – choć zrobił to Arnesen. Kiedy jako redakcja AD przygotowaliśmy książkę o Slocie, władze klubu były niezadowolone, że robimy z niego zbyt wielką postać. Uważali, że sukces to również ich zasługa. Owszem, wiele od nich zależy – ale nie lata sukcesów.
Komentarze (0)