W ostatnich dniach Feyenoord przełamał kilka wyjątkowo bolesnych serii. Po fatalnej końcówce meczu ze Spartą Rotterdam zespół Robina van Persiego po raz pierwszy od października zachował czyste konto. Kilka dni później udało się także odnieść pierwsze od początku grudnia zwycięstwo ligowe w Eredivisie.
Wygrana 4:2 była szeroko omawiana w programie Dit was het Weekend. Kenneth Perez zwrócił uwagę przede wszystkim na pewien niepokojący trend w grze rotterdamskiego zespołu. – Mam wrażenie, że grają zbyt intensywnie. Być może to element taktyki mającej zaskoczyć rywala i narzucić mu swoje warunki, ale odnoszę wrażenie, że wkładają zdecydowanie za dużo pracy w to, co chcą osiągnąć, i w praktyce nie są w stanie utrzymać tego poziomu przez pełne 90 minut – ocenił były reprezentant Danii.
Obok Pereza w studiu zasiadał Bram van Polen, który próbował znaleźć inne wytłumaczenie takiego stanu rzeczy. – Myślę, że duży wpływ ma też presja, jaką odczuwają zawodnicy. Według mnie przekłada się ona bezpośrednio na organizm – stwierdził. Z tą tezą Perez jednak się nie zgodził. – Nie sądzę, by Watanabe i Ahmedhodžić ulegali presji. W przypadku Valente również tego nie widzę, być może dotyczy to Deijla. Jeśli jednak jest jakiś problem, to mogą skorzystać z opieki Hadja Moussy, bo on jest naprawdę znakomity – dodał z wyraźną ironią.
Luciano Valente, który w pierwszej części sezonu imponował prostopadłymi, otwierającymi grę podaniami, w ostatnim czasie coraz częściej pojawia się częściej po lewej stronie. Van Polen nie był w pełni przekonany do takiego rozwiązania.
– Po lewej stronie było nieco więcej dynamiki, ale wynikało to również z faktu, że na „dziesiątce” zagrał Hwang, a nie Steijn. Dlaczego pomocnik nie wyszedł w podstawowym składzie? Z tego, co usłyszałem na konferencji prasowej, Steijn pobił wszystkie możliwe rekordy i dlatego zdecydowano się dać mu odpocząć – wyjaśnił były defensor.
Argument o oszczędzaniu Steijna ze względów fizycznych wywołał u Pereza zdecydowaną reakcję. – Wiesz, czego sobie życzę? Żeby wreszcie znalazła się drużyna, która wyrzuci te wszystkie „biustonosze” i po prostu zacznie grać w piłkę, zamiast bez końca słuchać liczb i parametrów. Trzeba w końcu coś zobaczyć własnymi oczami i przestać trzymać się tych wszystkich gadżetów! – grzmiał Duńczyk.
Podczas gdy Valente często operował piłką na lewej stronie, po przeciwnej stronie boiska uwagę zwracał debiutant Mats Deijl. Van Polen ocenił jego występ dość pozytywnie. – Zaczął spokojnie, co świadczy o pewnej inteligencji boiskowej. Na początku grał bardziej zachowawczo, żeby stopniowo wejść w swoją rolę. Był solidny i konsekwentny w swoich działaniach. To nie było nic wybitnie efektownego, ale było poprawnie. Może wygląda to na proste, ale to również zasługa Deijla, który bardzo dobrze czyta grę – podkreślił.
Perez spojrzał na występ nowego zawodnika bardziej krytycznie, choć jego ocena była zwięzła. – Najlepsze, co zrobił, to to, że grał niepozornie. Przed sobą ma Hadja Moussę, najlepszego piłkarza w zespole, którego trzeba odpowiednio wykorzystać. Nie zawsze polega to na agresywnym doskoku, bo wtedy tworzy się sytuacja dwa na dwa. On musi być wprowadzany w pojedynki jeden na jednego – zaznaczył.
Na koniec programu poruszono temat nadchodzących tygodni i dalszego przebiegu sezonu. Perez nie krył obaw co do przyszłości Feyenoordu w lidze. – Skoro zawodnicy muszą dawać z siebie aż tak wiele, żeby pokonać Heracles, to w starciach z silniejszymi rywalami może być naprawdę ciężko. Oglądając mecz, widać, że Feyenoord ma kontrolę nad wydarzeniami na boisku, ale są momenty – zwłaszcza po przerwie – kiedy myślisz, że jeśli szybko nie padnie gol na 3:1, wszystko może się jeszcze źle skończyć – podsumował.
Komentarze (0)