Mimo bolesnej straty punktów w starciu z NAC Breda, Stadionowi wciąż utrzymują się na pozycji wicelidera tabeli. Z trzypunktową przewagą nad grupą pościgową, Klub Ludu rozpoczyna przygotowania do derbów Rotterdamu przeciwko Excelsiorowi. Wokół drużyny gęstnieje jednak atmosfera niepewności, a głównym pytaniem pozostaje przyszłość Robina van Persiego. Temat ten zdominował dyskusję w programie Studio Voetbal. Eksperci w pierwszej kolejności pochylili się nad samym przebiegiem widowiska, które obfitowało w zwroty akcji.
- Jeśli chodzi o gole, działo się naprawdę dużo. Pierwsza połowa była niezwykle ciekawa, mimo że NAC oceniam jako bardzo przeciętne. Trzy razy przekroczyli linię środkową i od razu zdobyli trzy bramki. Feyenoord w pierwszej połowie wyglądał moim zdaniem całkiem dobrze, ale dwa gole to było absolutne maksimum, jakie mogli z tego wyciągnąć – ocenił Pierre van Hooijdonk.
Według popularnego „Pi-Aira”, kryzys nastąpił po zmianie stron. – W drugiej połowie z tej gry nie zostało już nic. Zobaczyliśmy to samo, co towarzyszy nam przez trzy czwarte sezonu w wykonaniu Feyenoordu. Wszystko się rozsypuje. Odnosi się wrażenie, jakby na boisku biegało jedenastu zawodników, którzy widzą się pierwszy raz na oczy. Nic nie wychodziło, w ich grze nie było widać żadnego planu ani myśli przewodniej – punktował van Hooijdonk.
Nieco więcej wyrozumiałości starał się zachować Guus Hiddink, choć i on dostrzegł rażące błędy. – Moim zdaniem pierwsze piętnaście minut było w ich wykonaniu naprawdę obiecujące. Całkowicie zdominowali rywali, ale nie potrafili przekuć tego w konkretną przewagę. Wszystko zaczęło pękać po straconym golu. Anis Hadj Moussa w drugiej części meczu był zupełnie niewidoczny, mimo że przestrzeni do wyprowadzania kontrataków nie brakowało – zauważył doświadczony trener.
Argumentacja Hiddinka nie przekonała jednak Rafaela van der Vaarta, który zwrócił uwagę na defensywę. – Tracą trzy bramki, a ty zaczynasz analizę od postawy napastnika. Obrońcy są na boisku po to, by bronić. Moim zdaniem para środkowych defensorów Feyenoordu nie posiada odpowiednich cech przywódczych. Zazwyczaj to właśnie tam szuka się liderów zespołu, a u nich tego kompletnie nie czuję – skwitował wicemistrz świata z 2010 roku.
W studiu doszło do ciekawej wymiany zdań, gdy Hiddink stanął w obronie trenera. – Wszyscy mówią, że jego posada wisi na włosku, ale pozwólmy człowiekowi dokończyć sezon w spokoju. Wciąż zajmuje miejsce gwarantujące grę w Lidze Mistrzów. Jesteśmy krytyczni wobec drugiej połowy, z czym on się pewnie nie zgadza. Trudno dostrzec tu wyraźną tendencję zwyżkową, ale to nie powód, by od razu podcinać pod nim gałąź – argumentował Hiddink.
Zupełnie inne zdanie zaprezentował Arno Vermeulen, który otwarcie sprzeciwił się opinii przedmówcy.
– Remisujesz 3:3 z NAC Breda, więc miej odwagę powiedzieć wprost, że to był beznadziejny występ. On próbuje przekonać wszystkich, że zagrali dobre spotkanie. To czysty marketing, zaklinanie rzeczywistości. Van Persie po prostu nie radzi sobie dobrze. Dochodzi do tego kolejny problem – Kees van Wonderen miał zostać dyrektorem technicznym klubu, ale po rozmowie z Robinem uznał, że ich wizje są zbyt rozbieżne, by mógł podjąć współpracę. To sugeruje jasne wnioski: jeśli Van Persie odejdzie, Van Wonderen może wrócić do gry. Dennis te Kloese postawił na szali swój autorytet, zatrudniając Robina, a ten teraz marnuje szansę, by odpłacić mu dobrą pracą. To po prostu nieroztropne – stwierdził Vermeulen.
Dyskusję zamknął mocnym akcentem van Hooijdonk, przypominając o nastrojach panujących na trybunach De Kuip. – Z taką liczbą punktów w poprzednich pięciu latach zajmowalibyście czwarte albo piąte miejsce. To jest dla Feyenoordu dramatyczny rok. Wcześnie odpadliście z krajowego pucharu, Ligę Europy wyrzuciliście do kosza już w Bradze, wystawiając rezerwowy skład, a walka o mistrzostwo skończyła się nadzwyczaj szybko. Byłem dziś na stadionie i widziałem jasny przekaz kibiców. To nie były pozytywne emocje. Klub znajduje się na wzburzonych wodach, a fani czują się po prostu oszukani.
– Gdyby na ławce siedział ktokolwiek inny, przy takich wynikach zostałby zwolniony już dwukrotnie. Wszyscy chcą, by „Projekt Robin” zakończył się sukcesem, ale jako początkujący trener van Persie zaliczył już mnóstwo wpadek. W Heerenveen, gdzie wcześniej pracował, do dziś świętują jego odejście. W Rotterdamie tych błędów jest dwa razy więcej: od kwestii opaski kapitańskiej, przez demontaż holenderskiego trzonu drużyny, aż po ciągłe roszady na skrzydłach. Nie chodzi mi o to, że trzeba go natychmiast wyrzucić, ale spójrzmy prawdzie w oczy: Feyenoord leży na łopatkach – podsumował van Hooijdonk.
Komentarze (0)