Feyenoord nie zdołał sprawić „cudu na Cartuja”. W Sewilli zespół prowadzony przez Robina van Persiego przegrał z Realem Betis 2-1. Mimo kilku dogodnych sytuacji strzeleckich oraz bramki zdobytej w końcówce przez Caspera Tengstedta, strata wypracowana przez gospodarzy w pierwszej połowie okazała się zbyt duża. Tym samym rozczarowująca przygoda Feyenoordu w europejskich pucharach dobiegła końca już na etapie fazy ligowej Ligi Europy.
Spotkanie na Estadio de La Cartuja Feyenoord rozpoczął obiecująco. Już w czwartej minucie doskonałą okazję do otwarcia wyniku miał Cyle Larin, jednak reprezentant Kanady przegrał pojedynek z Pauem Lópezem. Był to sygnał zapowiadający frustrujący wieczór dla napastnika, który także później zmarnował kilka klarownych szans.
Po drugiej stronie boiska znacznie skuteczniejszy okazał się Real Betis. Choć jedno z wczesnych trafień zostało anulowane po interwencji VAR, w 17. minucie Antony dopiął swego, uderzając celnie zza pola karnego. W połowie pierwszej odsłony wynik podwyższył Abde Ezzalzouli, który skutecznie zamknął dośrodkowanie – ponownie autorstwa Antony’ego – i strzałem głową ustalił rezultat na 2:0. Feyenoord miał swoje okazje, m.in. za sprawą Larina i Tengstedta, lecz do przerwy schodził z boiska z bolesną stratą dwóch bramek.
Po zmianie stron w grze Feyenoordu było widać większą determinację, choć długo brakowało konkretów pod bramką rywala. Sędzia nie dopatrzył się faulu w jednej z kontrowersyjnych sytuacji w polu karnym Betisu, a Larin także po przerwie nie wykorzystał dogodnej okazji głową. Gospodarze wyraźnie spuścili z tonu, co pozwoliło Feyenoordowi zachować nadzieję. Ta odżyła w 77. minucie, gdy Casper Tengstedt wykorzystał błąd Paua Lópeza i precyzyjnym strzałem posłał piłkę do pustej bramki, zmniejszając straty do 1:2. Przez moment wydawało się, że w końcówce możliwy jest jeszcze zwrot akcji.
Najbardziej poruszający moment nastąpił jednak chwilę później. Wprowadzony z ławki Shaqueel van Persie niefortunnie wykręcił kolano po walce w powietrzu. Dziewiętnastoletni napastnik musiał opuścić boisko na noszach, żegnany brawami obu grup kibiców. Przy linii bocznej Robin van Persie tym razem stał przede wszystkim jako zaniepokojony ojciec.
Z powodu tej kontuzji oraz wykorzystania już wszystkich zmian Feyenoord końcówkę spotkania rozgrywał w osłabieniu. W doliczonym czasie gry pojawiła się jeszcze sytuacja, która mogła zakończyć się rzutem karnym dla gości, jednak i tutaj sędzia niczego się nie dopatrzył.
Po ostatnim gwizdku wnioski były jednoznaczne: Feyenoord zakończył fazę ligową Ligi Europy z dorobkiem sześciu punktów i znalazł się poza czołową dwudziestką czwórką rozgrywek. Już w niedzielę rotterdamską drużynę czeka ligowy hit w Eindhoven przeciwko PSV.
Komentarze (0)