W ostatnich tygodniach w grze Feyenoordu coraz wyraźniej brakuje naturalnej hierarchii na boisku. Podczas minionego spotkania z Telstarem zespół po przerwie sprawiał wrażenie podatnego na błędy i pozbawionego odpowiedniej spójności. W takich momentach – jak podkreśla były skrzydłowy Ruben Schaken w rozmowie z FCUpdate – potrzebny jest ktoś, kto przejmie inicjatywę, uspokoi sytuację i nada drużynie kierunek.
Zdaniem byłego zawodnika klubu z De Kuip, w dłuższej perspektywie takim naturalnym liderem może stać się Luciano Valente. – W Feyenoordzie brakuje hierarchii – rozpoczyna Schaken. – Kogoś, kto pilnuje wszystkiego na boisku. W moich czasach byli tacy zawodnicy jak El Ahmadi czy Clasie. Gdy coś nie funkcjonowało, potrafili przerwać akcję ostrym faulem, zwrócić komuś uwagę, potrząsnąć drużyną. Wiedzieliśmy, że to konieczne, żeby znów podkręcić tempo i koncentrację. Tego momentu zwrotnego dziś w Feyenoordzie prawie nie widać. Albo wszystko działa, albo nie działa nic. Nie widać, by zespół potrafił się z tego wydostać.
Schaken, który w barwach Feyenoordu występował w latach 2010–2015 i zdobył z klubem m.in. Puchar Holandii, zauważa również, że w meczach domowych dodatkowym czynnikiem bywa presja trybun. – Gdy gra się nie układa, publiczność szybko staje się niecierpliwa. To zrozumiałe, bo wobec Feyenoordu zawsze są duże oczekiwania. Nowi zawodnicy mogą nie być do tego przyzwyczajeni i czasami częściowo chowają się w cieniu. To nie powinno mieć miejsca w topowym klubie, ale realnie trzeba się z tym mierzyć.
Valente niedawno otrzymał koszulkę z numerem 10 – symbolicznym dla kreatorów gry i liderów ofensywy – i postrzegany jest jako jeden z filarów zespołu. Schaken uważa jednak, że młody pomocnik wciąż potrzebuje czasu.
– Ten chłopak rozwija się w swoim pierwszym sezonie w imponującym tempie. W drużynie, która nie funkcjonuje optymalnie, środkowemu pomocnikowi trudno jest co tydzień się wyróżniać. Zagrywa nietuzinkowe piłki, przy których dopiero w momencie podania widać, że partner był zupełnie wolny. Pod tym względem radzi sobie naprawdę dobrze.
Były reprezentant Holandii zaznacza jednak, że oczekiwania wobec „dziesiątki” są naturalnie wyższe. – Jeśli ktoś w najbliższym czasie ma wziąć odpowiedzialność na siebie, patrzę właśnie na zawodnika z numerem 10. Czekam na tego Valente, który naprawdę ustawi zespół po swojemu. On już to robi, ale powinien robić to częściej i w sposób, jaki przystoi liderowi Feyenoordu.
Umiarkowany optymizm Schaken wyraża także w odniesieniu do debiutu Raheema Sterlinga przeciwko Telstarowi. Anglik pojawił się na murawie po nieco ponad godzinie gry. – Był często szukany przez kolegów i kilka razy bardzo dobrze wyszedł na pozycję. Widać było, że mimo wieku wciąż dysponuje szybkością i dynamiką. Ta eksplozywność nadal w nim jest, co daje nadzieję na przyszłość.
Sterling nie zdołał jeszcze w pełni przekonać do siebie, ale – jak zaznacza Schaken – w krótkim występie zrobił to, czego od niego oczekiwano. – W pół godziny nie pokażesz całej Holandii wszystkiego, co potrafisz. Zdarzają się też takie wejścia z ławki. Grał rozsądnie, bez nadmiernego ryzyka, i zaprezentował kilka dobrych momentów, które mogą być zapowiedzią kolejnych występów.
Po meczu nie brakowało jednak krytycznych głosów. Kenneth Perez stwierdził nawet, że miał wrażenie, jakby oglądał Feyenoord Legends. Schaken rozumie te opinie, ale apeluje o cierpliwość. – Rozumiem takie wypowiedzi, ale dajmy mu czas. Niech gra, a wtedy ocenimy, czy rzeczywiście jest problem. Po co teraz zgadywać, jak to się skończy? Jeśli w następnym tygodniu strzeli trzy gole, te same osoby powiedzą, że właśnie po to trafił do Holandii. Wiem, jak funkcjonują media i nie zamierzam w tym uczestniczyć.
Komentarze (0)