Feyenoord wraca z Fryzji z dużym niedosytem. W niedzielne popołudnie w Abe Lenstra Stadion długo wydawało się, że drużyna z Rotterdamu dowiezie skromne, ale cenne zwycięstwo nad sc Heerenveen. Słaba jakościowo rywalizacja zmierzała ku wygranej gości 2:1, jednak głęboko w końcówce spotkania Feyenoord stracił kontrolę nad wydarzeniami na boisku i pozwolił gospodarzom wyrównać na 2:2.
Z Givairo Readem i Semem Steijnem ponownie w wyjściowym składzie Feyenoord rozpoczął mecz ostrożnie, oddając inicjatywę zespołowi z Heerenveen. W pierwszej fazie spotkania to gospodarze częściej utrzymywali się przy piłce, choć bez wyraźnego zagrożenia pod bramką rywali. Rotterdamczycy byli cierpliwi i po około pół godzinie gry wykorzystali moment nieuwagi przeciwnika. Po szybkim przejściu do ataku Ayase Ueda posłał prostopadłe podanie do Leo Sauera. Dwudziestoletni skrzydłowy zachował spokój i precyzyjnym strzałem pokonał Nordina Bakkera, otwierając wynik spotkania.
Radość Feyenoordu nie trwała jednak długo. Fryzowie podkręcili tempo i wkrótce zostali za to nagrodzoni. Po efektownej akcji rozegranej wspólnie z Ringo Meerveldem kapitan gospodarzy Luuk Brouwers pewnym uderzeniem doprowadził do wyrównania. Goście zareagowali szybko i tuż przed przerwą odzyskali prowadzenie. Dośrodkowanie z lewej strony znalazło Sem Steijna, który precyzyjnym strzałem głową ustalił wynik pierwszej połowy na 1:2.
Po zmianie stron tempo gry wyraźnie spadło. Feyenoord cofnął się głęboko na własną połowę, grał kompaktowo i próbował zagrozić rywalom z kontrataków, lecz takie rozwiązania rzadko przynosiły efekt. Heerenveen naciskało coraz mocniej, choć przez długi czas brakowało klarownych sytuacji strzeleckich. Najbliżej trzeciego gola dla gości był Quinten Timber, który spróbował szczęścia strzałem z dystansu. I to mówiło wszystko.
Im bliżej końca meczu, tym wyraźniej Feyenoord tracił panowanie nad wydarzeniami na boisku. Zespół nie potrafił utrzymać się przy piłce na połowie przeciwnika, a ofensywa praktycznie zamarła. Ayase Ueda pozostawał niewidoczny i niemal bez przerwy przegrywał pojedynki z obrońcą Heerenveen, Maasem Willemsenem.
Decydujący cios nadszedł w końcówce. Gdy Feyenoord liczył już na dowiezienie minimalnej przewagi, po rzucie rożnym piłka spadła pod nogi Amourricho van Axel Dongena, który pojawił się na boisku z ławki rezerwowych. Wypożyczony zawodnik uderzył bez wahania, nie dając Timonowi Wellenreutherowi żadnych szans i doprowadzając do remisu 2:2. W doliczonym czasie gry, który wyniósł trzy minuty, to Heerenveen wciąż szukało zwycięskiego trafienia, podczas gdy Feyenoord sprawiał wrażenie zespołu chwiejącego się pod presją. Kolejne bramki jednak nie padły.
Komentarze (0)