Emile Schelvis w ostrych słowach skrytykował politykę Feyenoordu. Dziennikarz uczynił to na antenie programu FC Rijnmond, gdzie obszernie odniósł się do roli klubowych decydentów w kontekście ostatnich niepowodzeń sportowych. Feyenoord w bieżącym sezonie odpadł zarówno z Ligi Europy, jak i z Pucharu Holandii, a w Eredivisie wyraźna przewaga punktowa nad Ajaksem stopniała do zaledwie dwóch „oczek”.
Schelvis skierował swoje zarzuty m.in. pod adresem dyrektora generalnego i technicznego Dennisa te Kloese oraz członków rady nadzorczej – Sjaaka Troosta i Toona van Bodegoma. – Musi dojść do gruntownej oceny wszystkiego i wszystkich, którzy mają związek z tym problemem – rozpoczął. – Patrzę tu również na dyrektora technicznego i generalnego, który odpowiada za politykę transferową. Sprzedano wszystko, co dało się sprzedać, łącznie pozyskano 135 milionów euro, a ponownie zainwestowano niespełna 70 milionów. Na poziomie Ligi Mistrzów to nie jest przejaw ambicji.
Dziennikarz szeroko odniósł się także do strategii transferowej klubu. – Sprzedaż Paixão to największa farsa. Jeśli wiążesz się z kimś na cztery lata, a potem latem zgadzasz się na transfer za trzydzieści milionów, to jaki w ogóle sens ma taki kontrakt? Oddajesz go za trzydzieści milionów do Marsylii, do ligi, która w mojej ocenie niewiele sobą reprezentuje. To nie jest miejsce, do którego Feyenoord powinien wysyłać młodych, utalentowanych piłkarzy, jeśli naprawdę chce rywalizować na określonym poziomie.
Pod lupę trafił również wybór szkoleniowca. Schelvis nie kryje krytycyzmu wobec zatrudnienia Robina van Persiego. – Najpierw tracisz wszystko, a potem zatrudniasz jednostronnego, początkującego trenera. To banał, ale trenerski fach opiera się na doświadczeniu. Nie powinni w ogóle zaczynać z Van Persiem. Co więcej, Feyenoord całkowicie zostawia go samemu sobie. Wszyscy stoją z boku i patrzą, czy poradzi sobie na głębokiej wodzie. Mówiłem to już wcześniej: to nie zadziała.
Zdaniem Schelvissa wewnątrz klubu przegapiono okazje, by wzmocnić struktury osobami z odpowiednim doświadczeniem. – Należało dać Giovanniemu van Bronckhorstowi funkcję techniczną w Feyenoordzie. W zeszłym roku ukończył kurs KNVB, chce pracować w strukturach zarządczych. Feyenoord tę szansę zmarnował, bo w Maasgebouw (budynek Zarządu, red.) siedzą przestraszeni ludzie, którzy boją się o własne stołki.
– Van Bronckhorst mógł też usiąść do rozmów z Paixão i powiedzieć mu: grałem w Arsenalu i Barcelonie, twoim miejscem jest topowa liga, a rozwijać się możesz właśnie w Feyenoordzie – kontynuował publicysta w programie. – Zamiast tego wszystko sprowadzono do finansów i rozmów z agentami. Tymczasem w Feyenoordzie da się zbudować zupełnie inną dynamikę.
Schelvis nie dostrzega w zarządzie ani w radzie nadzorczej mentalności, która pozwala pracować na topowym poziomie. – Dochodzę więc do sedna, bo Ajax przechodził przez coś podobnego, a PSV ma to poukładane. To jest topowy futbol. Ludzi, którzy naprawdę wiedzą, czym jest futbol na najwyższym poziomie, w Feyenoordzie po prostu nie ma. Mamy Toona van Bodegoma, mamy Sjaaka Troosta – i to jest jeszcze gorsze. Na szczęście ich kadencje dobiegają końca, bo kompletnie zawiedli. Jak długo jeszcze zamierza się ich tam trzymać?
– Jestem w tym środowisku od bardzo dawna. Feyenoord tylko dwa razy w ostatnich 22 latach sięgnął po mistrzostwo. Okresy sukcesów są raczej wyjątkiem, jeśli spojrzeć na historię klubu. Byłem zachwycony „zastrzykiem” Arne Slota i należało na nim dosłownie budować dalej. Trzeba było uważnie go słuchać i połączyć to z myśleniem o topowym futbolu – wtedy możliwa była kontynuacja. Tymczasem wykonano ogromny krok wstecz, zatrudniając trenera, który co prawda ma talent, ale wciąż musi się bardzo wiele nauczyć.
Komentarze (0)