Niecodzienna sytuacja z udziałem Jeremiaha St. Juste i lekarza klubowego Joosta van der Hoeka podczas meczu Feyenoordu z Fortuną Sittard została wewnętrznie wyjaśniona. Klub z Rotterdamu poinformował, że incydent, w którym obrońca odepchnął lekarza w kierunku linii bocznej, był wynikiem nieporozumienia. Po spotkaniu obaj zainteresowani wyjaśnili sobie sytuację, a ich relacje wróciły do normy. Informację tę przekazał Algemeen Dagblad.
Do zdarzenia doszło w drugiej połowie, gdy Timon Wellenreuther leżał na murawie po starciu z Paulem Gladonem. Van der Hoek oraz fizjoterapeuta Jasper van Kempen weszli na boisko, by sprawdzić stan zdrowia golkipera. Według Feyenoordu Wellenreuther zdążył jednak zasygnalizować, że uraz nie jest poważny. Ponieważ drużyna w tamtym momencie przegrywała, St. Juste oraz Givairo Read chcieli jak najszybciej wznowić grę.
Informacja o braku poważnej kontuzji nie dotarła jednak do lekarza, który zamierzał przeprowadzić badanie. Doprowadziło to do widocznego przepychania się St. Juste z van der Hoekiem. W klubie przyznano, że sytuacja nie wyglądała dobrze, ale jednocześnie podkreślono, że była to jednorazowa pomyłka komunikacyjna.
– Ostatni fragment widziałem, przez chwilę się przytulali – powiedział po meczu trener Robin van Persie. – Lekarz chciał sprawdzić Timona, a Jeremu przede wszystkim zależało na szybkim wznowieniu gry. Chciał niejako „przytulić” lekarza i odprowadzić go do linii bocznej, żebyśmy mogli kontynuować grę.
Według informacji dziennikarza Mikosa Gouki, St. Juste i van der Hoek porozmawiali ze sobą zaraz po końcowym gwizdku i znów są „najlepszymi kolegami”. Tym samym sprawa została w klubie uznana za zamkniętą, choć niewykluczone, że incydent zostanie jeszcze wewnętrznie przeanalizowany.
Komentarze (0)