Zarząd Feyenoordu nie ogranicza swoich ambicji jedynie do scalenia struktur stadionu z samą organizacją piłkarską. Na horyzoncie pojawia się kolejny, niezwykle istotny krok: chęć odzyskania pełnej kontroli nad klubem poprzez wykup udziałów należących do grupy „Vrienden van Feyenoord”. To operacja wymagająca potężnych nakładów finansowych, których klub nie posiada obecnie „od ręki”. Właśnie w tym kontekście regularna gra w Lidze Mistrzów nabiera kluczowego znaczenia – dodatkowe miliony płynące z europejskich pucharów mogą okazać się brakującym ogniwem tej skomplikowanej układanki.
Nadrzędny cel jest jasny dla wszystkich obserwatorów przy De Kuip: uproszczenie struktur, które dziś przypominają przysłowiową „plątaninę spaghetti”. Wokół klubu operuje obecnie zbyt wiele podmiotów mających realny wpływ na decyzje, co generuje nadmiar zależności i interesów, z którymi zarząd musi się nieustannie liczyć. Taki model zarządzania czyni Stadionowych strukturą ociężałą i trudną w sterowaniu. Każdy, kto marzy o nowoczesnym klubie, musi zatem zacząć od uregulowania pozycji „Przyjaciół”.
Niemiecki kredyt na stole
Gdy własne środki okazują się niewystarczające, naturalnym rozwiązaniem staje się zewnętrzny kapitał. W kuluarach mówi się, że poważną opcją jest zaciągnięcie pożyczki w jednym z niemieckich banków. Pojawia się jednak zasadnicze pytanie o koszty takiej operacji. Choć standardowe oprocentowanie długoterminowych kredytów korporacyjnych w strefie euro oscyluje wokół 3,5%, klub piłkarski nie jest dla instytucji finansowej typowym klientem.
Ryzyko sportowe, nieprzewidywalność przychodów z transferów oraz całkowita zależność od wyników na boisku sprawiają, że banki domagają się dodatkowej marży. Realnie szacuje się, że oprocentowanie dla Feyenoordu mogłoby wynieść około 5,5%. To cena za niezależność, która na pierwszy rzut oka wydaje się wysoka.
Porównując to z obecnymi kosztami obsługi „Vrienden van Feyenoord”, różnica nie wydaje się znacząca. Grupa ta otrzymuje dywidendę na poziomie maksymalnie 2%. Diabeł tkwi jednak w szczegółach i dodatkowych benefitach. Każdy milion euro zainwestowany przez „Przyjaciół” gwarantuje im cztery miejsca w strefie biznesowej. Według wycen z początku 2024 roku, jedno takie krzesło jest warte około 7 000 euro rocznie.
Cztery miejsca to zatem benefit o wartości 28 000 euro rocznie, co przy milionowej inwestycji daje ukrytą stopę zwrotu rzędu 2,8%. Sumując to z dywidendą, otrzymujemy łączny koszt na poziomie 4,8%. W takim zestawieniu oferta bankowa przestaje wyglądać na drastycznie droższą – różnica staje się niemal symboliczna.
Bilans zysków i strat: Wolność za cenę ryzyka
Prawdziwa stawka tej gry leży jednak poza samymi liczbami. Niemiecki bank, w przeciwieństwie do obecnych udziałowców, nie będzie próbował ingerować w politykę transferową czy obsadę stanowisk w klubie. Dla Klubu Ludu to gigantyczny atut – mniej zewnętrznych nacisków oznacza więcej spokoju w gabinetach i większą decyzyjność zarządu.
Medal ma jednak drugą stronę. Zaciągnięcie kredytu wpłynie negatywnie na wskaźnik wypłacalności klubu, który jest jednym z sześciu kluczowych kryteriów branych pod uwagę przez KNVB w ramach systemu Financial Rating System. Zbyt niska ocena finansowa może skutkować nałożeniem na klub nadzoru federacji. Zamiana akcji na kredyt bankowy bezpośrednio zwiększa to ryzyko.
W historii Feyenoordu zwykle podążano w odwrotnym kierunku. W 1999 roku kosztowny kredyt bankowy zastąpiono tańszymi obligacjami skierowanymi do kibiców. Z kolei w 2011 roku, gdy nad klubem wisiało widmo bankructwa, to właśnie emisja akcji dla „Vrienden van Feyenoord” pozwoliła spłacić długi i uratować byt Stadionowych.
Dzisiaj planowany jest ruch w drugą stronę: od akcji do kredytu. To strategia obarczona sporym ryzykiem relacyjnym. „Przyjaciele” nie patrzą entuzjastycznie na pomysł, by bank miał sfinansować wykup połowy ich udziałów. Jeśli w przyszłości klub wpadnie w tarapaty finansowe, może się okazać, że mosty do tych samych inwestorów, którzy ratowali Feyenoord w 2011 roku, zostały bezpowrotnie spalone.
Komentarze (0)