Feyenoord wywiózł z wyjazdu do Velsen-Zuid komplet punktów, pokonując Telstar 1:2 po trafieniach Ayase Uedy i Anisa Hadj Moussy, jednak sam mecz trudno zaliczyć do widowiskowych. Spotkanie od pierwszych minut miało szarpany charakter – dominowała twarda gra, niedokładność i długie fragmenty pozbawione klarownych akcji. Choć piłkarze z Rotterdamu kontrolowali przebieg rywalizacji (nie przez pełne 90 minut rzecz jasna), momentami brakowało im tempa, płynności oraz wyraźnego pomysłu na przełamanie defensywy gospodarzy, czyli wszystkiego o czym pisało się też w kontekście ostatnich spotkań.
Na dodatek Stadionowi stracili też kolejną już bramkę...Mimo zwycięstwa, które powinno działać kojąco na nastroje kibiców, styl drużyny Van Persiego pozostawia dalej sporo do życzenia. Wygrana przyszła bardziej dzięki solidności i indywidualnym przebłyskom niż przekonującej, dominującej grze, a sam pojedynek nie należał do tych, które zapamiętuje się na długo. Trener ma jednak nad czym myśleć...
Feyenoord rozpoczął mecz m.in z Gaoussou Diarrą w wyjściowym składzie. Beniaminek z Velsen-Zuid zajmował przed pierwszym gwizdkiem osiemnaste miejsce w tabeli z zaledwie dziesięcioma punktami i tylko jednym zwycięstwem u siebie (3:2 z Go Ahead Eagles). Rotterdamczycy doskonale wiedzieli, że łatwej niedzieli raczej mieć nie będą.
Zespół prowadzony przez Robina van Persiego od tygodni znajduje się w wyraźnym dołku formy - przegrał pięć z ostatnich sześciu spotkań, a lista kontuzjowanych zawodników dodatkowo utrudniała przygotowania do starcia z ligowym outsiderem.
Mimo tych okoliczności Feyenoord dobrze wszedł w mecz. Goście momentami prezentowali składne, dojrzale rozgrywane akcje, choć realnych okazji początkowo brakowało. Dopiero w 25. minucie Ayase Ueda, po świetnym podaniu Anisa Hadj Moussay, otworzył wynik. Było to już jego czternaste trafienie w sezonie, dające Feyenoordowi prowadzenie 0:1.
Tuż przed przerwą rotterdamska drużyna była bliska podwyższenia wyniku. Najpierw Bart Nieuwkoop, a chwilę później Diarra zostali jednak zatrzymani przez podwójną, znakomitą interwencję bramkarza Ronalda Koemana. Ostatecznie goście schodzili na przerwę z minimalną przewagą.
Druga odsłona rozpoczęła się dla gości niemal idealnie: Ueda już w pierwszych minutach miał wyśmienitą okazję, by podwyższyć prowadzenie, lecz uderzył wprost w bramkarza. Dopiero kwadrans później padła druga bramka. Luciano Valente posłał znakomite prostopadłe podanie do Quinten Timbera, a ten wykazał się pełnym opanowaniem - wycofał piłkę do Hadj Moussy, który płaskim strzałem przy krótkim słupku trafił na 0:2.
Po tym golu inicjatywę niespodziewanie przejął Telstar. Choć gospodarze stworzyli sobie kilka groźniejszych sytuacji, defensywa Feyenoordu nie znalazła się w naprawdę poważnych opałach. W 82. minucie w barwach Feyenoordu zadebiutował w Eredivisie Shaqueel van Persie, który już kilka dni wcześniej wystąpił przeciwko Celticowi w europejskich pucharach. Na boisku pojawił się również Sem Steijn, zastępując Valente. Wcześniej kontuzjowanego Gijsa Smala musiał zmienić Jordan Bos, wracający po urazie.
Przyjezdni w końcowych minutach próbowali zamknąć mecz trzecim trafieniem, ale nie zdołali już pokonać Koemana. Niewykorzystane sytuacje mogły się zemścić - Telstar, wciąż trzymany niepotrzebnie w grze, uwierzył w możliwość sprawienia sensacji. W 88. minucie Kay Tejan zdobył kontaktowego gola, a doliczone sześć minut gry przyniosło sporo nerwów pod bramką Timona Wellenreuthera.
Mimo presji gospodarzy wyrównanie nie padło. Feyenoord, choć daleki od formy sprzed miesięcy, zrobił to, co musiał zrobić: pokonał ostatni zespół ligi 1:2. W następnej kolejce, już w najbliższą sobotę, Feyenoord podejmie na własnym stadionie PEC Zwolle.
Komentarze (0)