Kończący się kontrakt Quintena Timbera od miesięcy pozostaje jednym z najbardziej drażliwych tematów wśród kibiców Feyenoordu. Były kapitan zespołu wciąż nie przedłużył umowy, a coraz więcej wskazuje na to, że do porozumienia może już nie dojść. Sam zawodnik przyznaje, że znajduje się w niepewnym momencie swojej kariery.
– Nie wiem. Równie dobrze mogą to być moje ostatnie miesiące tutaj – mówi 24-letni pomocnik w rozmowie z Voetbal International. – Dla mnie wszystkie opcje są wciąż możliwe: podpisanie nowego kontraktu, odejście latem albo nawet zmiana klubu już teraz.
Początkowo plan był prosty: podobnie jak w przypadku jego brata Jurriëna w Ajaksie, strony chciały doprowadzić do przedłużenia umowy. – Odbyliśmy długie rozmowy z Feyenoordem, omawialiśmy różne warianty, zarówno w zeszłym roku, jak i latem. Różnica polega na tym, że w Ajaksie udało się dojść do porozumienia. Tutaj jeszcze nie – wyjaśnia Timber.
Podkreśla przy tym, że kluczowe jest pełne porozumienie wszystkich stron. – Aby podpisać kontrakt, wszyscy muszą być zgodni. Rzeczywistość jest taka, że im bliżej końca sezonu, tym trudniej. Czasu jest coraz mniej – zaznacza zawodnik, którego wartość rynkowa szacowana jest na około 25 milionów euro.
Pomocnik stanowczo odrzuca tezę, że negocjacje sprowadzają się wyłącznie do finansów. – Tak się to często przedstawia, ale chodzi o znacznie więcej niż pieniądze. Nie chcę wchodzić w szczegóły, bo nie siedzę przy stole negocjacyjnym. Mogę jednak powiedzieć jedno: to nigdy nie jest tylko kwestia pieniędzy – podkreśla.
Zwraca też uwagę na podobną sytuację kontraktową Justina Bijlowa. – Zastanawia mnie, że on jest w identycznym położeniu jak ja, a mówi się o tym znacznie mniej. Myślę, że gdyby nagle wrócił do gry i bronił znakomicie, u niego też stałoby się to tematem – ocenia.
Mimo niepewności Timber odbiera zainteresowanie kibiców jako wyraz uznania. – To dla mnie komplement. Widać, że fani chcą mnie tu zatrzymać i jestem im za to wdzięczny. Widziałem transparent na De Kuip przeciwko PEC Zwolle: „Timber: uczciwość = jasność. Przedłuż albo odejdź”. Pomyślałem wtedy: oni po prostu troszczą się o mnie jako piłkarza i chcą, żebym został – mówi.
„Wciąż gramy o tytuł”
Równie szczery jest w ocenie pierwszej części sezonu. Dla wielu kibiców rozgrywki wydają się już stracone: trzynaście punktów straty do lidera, odpadnięcie z krajowego pucharu i niewielkie szanse na pozostanie w Europie. Timber analizuje przyczyny potknięć, ale nie traci wiary w ambicje zespołu.
– O wszystkim decydują detale. Przed wyjazdem do AZ czuliśmy się niepokonani, graliśmy tam dobrze, ale tylko zremisowaliśmy 3:3. Potem był mecz z PSV u siebie: stworzyliśmy wystarczająco dużo sytuacji, choć rywal grał bardzo dobrze. Później porażka w Stuttgarcie i kolejna z Go Ahead Eagles. I nagle zrobiła się luka do PSV – wylicza.
– To są momenty, które przesądzają o sezonie. Możesz mieć słabsze mecze, ale jeśli chcesz zostać mistrzem, musisz wtedy wygrywać. My przez zbyt długi czas tego nie robiliśmy. W takich chwilach trzeba wrócić do podstaw: co działało na początku, dlaczego wtedy wygrywaliśmy? Nad tym teraz pracujemy, choć czasu właściwie nie ma – dodaje.
Podczas gdy rywale regularnie punktują, Feyenoord wciąż szuka swojej tożsamości. – Kluczem jest trzymanie się razem jako grupa. PSV jest daleko, ale my nigdy się nie poddajemy. Wszyscy pamiętają, że w zeszłym sezonie oni też mieli okres, w którym tracili wiele punktów. Konsekwencja jest jednak jasna: nie możemy już popełniać błędów – podkreśla.
Obecnie Feyenoord zajmuje drugie miejsce w tabeli, z trzypunktową przewagą nad Ajaksem, ale aż trzynastoma punktami straty do PSV. – Dla klubu druga lokata ma znaczenie finansowe ze względu na Ligę Mistrzów, ale to nie jest to, o co gramy. My wciąż walczymy o tytuł i zobaczymy, gdzie ostatecznie skończymy. Takie musi być nasze nastawienie. To frustrujące uczucie, że wiele wymknęło się nam z rąk, ale musimy sobie z tym poradzić i pokazać, że jako zespół się nie poddajemy – zaznacza.
Timber odnosi się także do napiętej atmosfery wokół trenera Robina van Persiego. Rok temu o tej porze z klubem pożegnał się Brian Priske – mimo głośnego zwycięstwa 3:0 nad Bayernem Monachium, kilka tygodni później stracił stanowisko. Van Persie przejął zespół i dzięki jednej z najlepszych serii otwarcia w historii trenerów Feyenoordu szybko zyskał sympatię kibiców. Teraz, po słabszym okresie wyników, również on znalazł się pod ostrzałem.
– Piłkarze często wyłączają emocje, bo liczy się tylko: grać, wygrywać, osiągać wyniki. Z drugiej strony pracujesz z trenerem każdego dnia, widzisz go częściej niż własną rodzinę. Dlatego zwolnienie takiej osoby naprawdę boli – mówi Timber.
– A jednak trzeba natychmiast iść dalej, co nie jest łatwe. Słyszałem, jak tymczasowy trener Chelsea mówił, że część piłkarzy była wstrząśnięta zwolnieniem Mareski, bo mieli z nim bardzo dobrą relację. Ale nikt nie pyta zawodników, jak się czują i czy chcą, by trener odszedł. Taki jest ten świat: twardy, ale to świat, w którym pracujemy – podsumowuje pomocnik.
Komentarze (0)