Po przekonującym zwycięstwie nad FC Groningen Gernot Trauner zabrał głos na temat swojego powrotu do wyjściowego składu oraz roli w drużynie Feyenoordu. Obrońca podkreślił swoje atuty w grze z piłką i krótko odniósł się do trudnego okresu, naznaczonego kontuzjami.
– Podania przecinające linie to jedna z moich specjalności, którą chcę wnosić do zespołu – rozpoczął Trauner w rozmowie z ESPN. – Szczególnie w fazie budowania akcji chcę grać jak najwyżej i przełamywać linie rywala. Dzięki temu mogę tworzyć lepsze pozycje dla kolegów z drużyny, to jeden z moich największych atutów. Staram się wnosić to każdego dnia na treningach, a teraz znów także na boisku.
Defensor nie ukrywał radości z powrotu do pierwszego składu w meczu z FC Groningen. – To był trudny okres, kiedy byłem wyłączony z gry, dlatego bardzo cieszę się z minut, które dziś dostałem. Gdy tak długo jesteś poza boiskiem i doświadczasz wielu niepowodzeń, tracisz pewność siebie. Ale odkąd wróciłem do drużyny, czuję się naprawdę doceniany. Od razu zobaczyłem, że nie zapomniałem, jak się gra. Teraz czuję się dobrze i chcę nadal pomagać zespołowi w końcówce sezonu.
– Pod względem fizycznym potrzebuję jeszcze więcej meczów i treningów, ale czucie gry wraca do mnie szybko. Nieraz byłem już kontuzjowany i pomaga, jeśli potrafisz szybko wrócić do dyspozycji. Bardzo cieszyłem się też na możliwość gry na De Kuip. Nie jestem szczególnie emocjonalnym człowiekiem, ale dziś, schodząc z boiska, czułem ogromną wdzięczność.
Trauner otwarty na dłuższy pobyt
Obrońca nie wyklucza pozostania w Rotterdamie na dłużej. – Dopiero w zeszłym tygodniu wróciłem do gry, więc to nie jest odpowiedni moment na takie rozmowy. Zobaczymy, co przyniesie przyszłość, podchodzę do tego spokojnie. Jestem otwarty na wiele opcji. Kocham ten klub, a moja rodzina dobrze czuje się w Holandii. Przed nami jeszcze trzy mecze i mam nadzieję na tę niewielką szansę, by pojechać z Austrią na mundial.
Po dzisiejszym spotkaniu doświadczony defensor stanął w obronie sztabu medycznego. – Nie jest uczciwe szukanie tego, co teraz jest inne. W podstawach robimy dokładnie to samo – powiedział na konferencji prasowej, odnosząc się do pracy sztabu medycznego. – Gdy pojawia się wiele kontuzji, zawodnicy muszą szybciej wracać do gry. Szczególnie w moich pierwszych dwóch latach piłkarz mógł spokojnie dochodzić do siebie po urazie. Teraz trafiają w sytuację, w której muszą grać zbyt długo. To tworzy pewnego rodzaju błędne koło, w którym trudno wskazać jedną przyczynę.
Były zawodnik LASK zwrócił uwagę na efekt domina, w jaki wpadła drużyna. – To jeden z najdziwniejszych sezonów pod względem liczby nieobecnych zawodników. Wciąż pracują z nami ci sami ludzie w sztabie medycznym i niesprawiedliwe jest ich krytykowanie. Jeszcze trzy lata temu wszyscy bardzo ich chwalili.
Po dłuższej wypowiedzi na temat swoich problemów zdrowotnych 34-latek odniósł się także do emocji związanych z powrotem na De Kuip. – Nie jestem najbardziej emocjonalnym człowiekiem i często słyszę to także od żony, ale dziś było to dla mnie dość emocjonalne. Szczególnie gdy schodziłem z boiska i cały stadion bił mi brawo. Ludzie wciąż chcą mnie oglądać na boisku i to napawa mnie dumą. Mogli o mnie zapomnieć, ale tak się nie stało. Bardzo się cieszę, że nadal jestem doceniany.
Komentarze (0)