Robin van Persie nie miał złudzeń po niedzielnej porażce Feyenoordu z FC Twente (0:2). Szkoleniowiec uznał, że wynik w Enschede był w pełni zasłużony, zwłaszcza w kontekście drugiej połowy, w której jego zespół nie potrafił realnie zagrozić rywalowi. Tym samym Rotterdamczycy nie wykorzystali okazji, by umocnić się na drugim miejscu w tabeli Eredivisie.
Były napastnik reprezentacji Holandii zwrócił uwagę nie tylko na aspekty czysto sportowe. W trakcie spotkania dało się bowiem zauważyć wyraźne napięcia między niektórymi zawodnikami. Anis Hadj Moussa został ostro upomniany przez kapitana zespołu Timona Wellenreuthera za zaniedbania w defensywie. Niedługo później sam bramkarz popełnił kosztowny błąd przy bramce na 1:0 dla gospodarzy, co z kolei spotkało się z wymowną reakcją ze strony kolegów z drużyny. Swojego niezadowolenia nie kryli również Luciano Valente i Jordan Bos, którzy w kilku sytuacjach otwarcie dawali sobie do zrozumienia wzajemne pretensje.
Van Persie nie widzi jednak w takich scenach powodu do niepokoju. – Nie jestem tym zaskoczony, wręcz przeciwnie – stwierdził podczas konferencji prasowej. – Uważam, że to bardzo dobre, gdy zawodnicy potrafią ostro zwrócić sobie uwagę, jeśli ktoś nie wywiązuje się ze swoich obowiązków. Mnie to cieszy. Rozumiem, że po porażce odbiór może być inny, ale gdy wygrywasz, słyszysz: „zobaczcie, jaka to zgrana drużyna, potrafią ze sobą rozmawiać”. Być może za tydzień będziemy prowadzić zupełnie inną rozmowę.
Co ciekawe, takiego zdania nie podziela Luciano Valente. – Ta negatywność nie jest dobra, czasem sam się na tym łapię. Wszyscy bardzo chcemy, ale nie potrafimy tego przełożyć na boisko, a to rodzi ogromną frustrację. To, że czasami wyładowujemy ją na sobie, jest w pewnym sensie częścią futbolu, ale nie można tego usprawiedliwiać.
Komentarze (0)